| TOP Dział 09/2010 |
Czas Bogów/Hipotezy/Żywot Jezusa Chrystusa
Tekst
poniższy powstał w wyniku znaczącego rozbudowania i przeredagowania
wcześniejszego artykułu pt.: Nowa Interpretacja Biblii. Niebieską czcionką
oznaczone są dopisane fragmenty, czarną zaś elementy przejęte z wcześniejszego
tekstu. Aby lepiej zrozumieć przedstawione poniżej wywody polecam lekturę
drugiego tekstu wydzielonego z Nowej Interpretacji Biblii pt.: Fałszerstawa
Biblii. Tymczasem przejdźmy
jednak do zasadniczego wątku naszej opowieści:
Dla wielu jest zapewne tajemnicą to, że w licznych pismach z okresu
Średniowiecza i końca Antyku mowa jest o potomkach Jezusa, jego dzieciach i
spadkobiercach mesjanistycznego rodu dawidowego, z którego pochodził Chrystus.
Wśród najsławniejszych dokumentów tego typu wypada wymienić pisma królowej
Szkotów Mary i króla Anglii Jakuba II. Również w innych archiwach starych
szlacheckich rodów można znaleźć informacje o dzieciach Jezusa. Często są to
bardzo szczątkowe dane, ale sir Laurence Gardner - jeden z najbardziej znanych
na świecie heraldyków, historyków i genealogów rodów królewskich - odkrył, iż te
liczne zapiski zazębiają się dając spójny obraz na czasy początków
chrześcijaństwa, gdzie - jak się okazuje - wiedza o potomkach Jezusa była znana.
W swych pracach Gardner korzystał z możliwie najstarszych
istniejących wersji tekstów - tak kanonicznych [wchodzących w skład
chrześcijańskiej Biblii], jak i apokryficznych [odrzuconych], a także z wielu
innych źródeł, żeby wymienić choćby pisma Kościoła Celtyckiego [datowane na 37
rok n.e.] i zakonów rycerskich, wśród nich Templariuszy [przywiezione do Europy
w 1128 roku]. Wyniki swych poszukiwań, które notabene rozpoczął przypadkowo,
śledząc genealogię wielkich europejskich rodów przedstawia w swych książkach, z
których pierwszą jest Krew z krwi Jezusa.
1.
Rodzice Jezusa
Wszyscy
wiemy, że rodzice Jezusa to Józef z Maria, choć nad ojcostwem Jezusa już się
zastanawiamy mając na uwadze fakt niepokalanego poczęcia. Wydaje się, iż nie
może być mowy o żadnych wątpliwościach co do tych osób. A jednak...
Uczono nas,
że Józef był stolarzem, tymczasem w oryginalnych ewangeliach niczego takiego nie
odnajdziemy. W starszych tłumaczeniach przeczytamy z kolei, iż Józef był
'Mistrzem Rzemiosła' lub 'Mistrzem Sztuk', które to określenia w niczym nie
wskazują na stolarkę. Okazuje się, iż właściwe tamtym czasom znacznie słowa
sztuka czy mistrz nie ma nawet nic wspólnego z rzemiosłem, a oznacza jedynie
człowieka wykształconego. Jest to przy tym znacznie bardziej odpowiednia wersja,
gdy pamięta się, iż Józef wywodził się z rodu mesjanistycznego, królewskiego
rodu Izraela (wywodzi się od króla Dawida), w związku z czym jest rzeczą
oczywistą, iż musiał otrzymać gruntowne wykształcenie.
Znacznie
większego zamieszania dokonali tłumacze przy okazji konceptu niepokalanego
poczęcia, który z biegiem wieków wyrósł na jeden z podstawowych, zażarcie
bronionych dogmatów wiary katolickiej. Współczesne Biblii określają Marię mianem
dziewicy. powtarzają to bezustannie, zupełnie tak jakby to było zwyczajne
określenie kobiety, nie zaś podkreślenie faktu, iż była ona dziewicą.
Okazuje się,
iż doszło w tym przypadku do oczywistego błędu w tłumaczeniu. W łacinie, na
której opierano się dokonując tłumaczenia Maria określana jest słowem 'virgo'. W
łacinie znaczy to jedynie 'młoda kobieta', jednakże słowo to zostało przejęte do
kształtujących się języków plemion najeżdżających Cesarstwo jako określenie
dziewicy. I stąd tak łatwo można było popełnić błąd. Widząc łaciński wyraz,
który tak dobrze znali, tłumacze nie zastanawiali się nad jego pierwotnym
znaczeniem. Gdyby Rzymianin chciał powiedzieć dziewica użyłby zwrotu 'virgo
intacta' - 'nietknięta młoda kobieta'. Jeśli sięgniemy jeszcze dalej wstecz
dowiemy się, iż 'virgo' było tłumaczeniem ze staro-hebrajskiego 'almah', które
także oznacza młodą kobietę, w przeciwieństwie do wyrazu 'bethula' - 'dziewica'.
Można się
jedynie zastanawiać, czy faktycznie miało tu miejsce przypadkowe błędne
tłumaczenie, czy też przekłamanie to jest częścią prowadzonej przez kościelny
establishment kampanii mającej na celu umniejszenie roli i znaczenie kobiet w
historii zbawienia. Zauważmy, że najważniejsze kobiety w Biblii są albo
dziewicami (Maria), prostytutkami (Maria Magdalena), wdowami... Nigdy zaś
kochankami, żonami (to, że Maria została żoną Józefa schodzi na dalszy plan
wobec jej niepokalanego poczęcia), matkami (Jezus jest przede wszystkim synem
boga), nie mówiąc już o tym, że nie do pomyślenia było dla męskiego kościoła w
Rzymie, by były one osobami duchowymi.
2. Jezus z Nazaretu
Znane nam
cztery Ewangelie zostały po raz pierwszy opublikowane, w kilku etapach, w
drugiej połowie pierwszego wieku n.e. Wszystkie zgodnie nazywają Jezusa
Nazareńczykiem, które to określenie stanęło u podstaw twierdzenia, że Jezus
pochodzi z Nazaretu. Efektem tego są współczesne określenia Jezusa Nazaretańczyk,
które odpowiadają gramatycznie miastu Nazaret. Jednakże oryginalnie mowa
była o 'Nazareńczyku', czy więc aby na pewno Jezus pochodzi z Nazaretu?
Okazuje się,
że miasteczko o tej nazwie zostało założone dopiero w latach 60-tych pierwszego
wieku n.e. - 30 lat po ukrzyżowaniu. Nie może być więc mowy o Jezusie z
Nazaretu. Cóż więc oznacza określenie 'Nazareńczyk'?
Z pomocą
przychodzą nam roczniki rzymskie, kroniki żydowskie i Dzieje Apostolskie, które
to opracowania stwierdzają, iż Jakbu i święty Paweł byli przywódcami sekty
nazareńczyków. Wiara mojżeszowa nie była podówczas jednolitym ruchem religijnym.
Nazareńczycy byli liberalnym, reformatorskim ruchem społeczno-religijnym, który
stał w opozycji do dominujących sadyceuszy i faryzeuszy, stojących na straży
ortodoksyjnego przestrzegania zasad obrządku hebrajskiego. I świadomość tego
właśnie faktu, wyjście poza sam przekład tekstu pozwala nam zrozumieć używany
oryginalnie zwrot 'Jezus Nazareńczyk' - Jezus, członek sekty nazareńczyków.
Ród Jezusa
był częścią społeczności nazareńczyków, w niej zaś duchownymi byli tak
mężczyźni, jak i kobiety. Stało to w wyraźnej sprzeczności tak ze zdominowaną
przez mężczyzn tradycyjną społecznością żydowską, jak i z prowadzoną przez
rodzący się Kościół Rzymskokatolicki akcją usuwania kobiet z życia Kościoła. Nic
więc dziwnego, iż hierarchowie skorzystali z okazji i postarali się o usunięcie
z Ewangelii zwrotu łączącego Jezusa z profeministyczną sektą żydowską.
Kolejne
potwierdzenie tego spostrzeżenia odnajdujemy w świecie arabskim, w którym
tradycyjnie określa się Jezusa i jego późniejszych uczniów i wyznawców słowem 'Nazara'.
Już z samego faktu użycia tego zwrotu w stosunku do dużej liczby osób widać, iż
chodzi tu nie o wskazanie miejsca pochodzenia, ale o określenie grupy społecznej
czy religijnej. 'Nazara' oznacza 'podtrzymujący', 'strażnicy' i jest skrótem od
'Nazrie ha-Brit', co znaczy dokładnie 'podtrzymujący przymierze (z bogiem rzecz
jasna)'. Jako ciekawostkę dodać mogę, iż z tego właśnie zwrotu wywodzi się nazwa
Brytania - 'kraj przymierza'.
Wracając do
tematu - jeśli Jezus nie pochodzi z Nazaretu (który wówczas jeszcze nie
istniał), to skąd?
W tamtych
czasach Nazareńczycy tworzyli zamkniętą społeczność zamieszkującą w Galilei oraz
w miejscu, określanym jako 'Puszcza' ('głos wołającego na puszczy'). Ta
tajemnicza kraina to w istocie rzeczy tereny wokół Qumran, miejsca sławnego z
odnalezienia tzw. Zwojów znad Morza Martwego, które były tworzone i
przechowywane właśnie przez sektę Nazareńczyków. Nota bene, skoro Jezus był
członkiem tej sekty, jak Kościół może nie uznawać faktów opisywanych w tych
zwojach i ignorować je na równi z tekstami apokryficznymi?
3. Narodziny Jezusa
Zwyczaje Bożego Narodzenia i oficjalny kanon wierzeń
chrześcijańskich daje nam odpowiedź: Jezus narodził się w stajni. Tymczasem nie
jest to w żaden sposób udokumentowane w ewangeliach! W żadnej ewangelii [nie
tylko tych Czterech Ewangeliach kanonicznych] nie ma najmniejszej wzmianki o
stajni. U Marka i Jana nie ma w ogóle mowy o narodzinach Chrystusa, zaś Mateusz
wprost oświadcza, iż Jezus przyszedł na świat... w domu. A co na to Łukasz?
To właśnie z błędnej interpretacji ewangelii Łukasza
narodził się całkowicie sprzeczny z prawdą mit o narodzinach w 'szopce'. Łukasz
wspomina o tym, iż Jezus został położony w żłobie. Podkreślam: położony, a nie
urodzony! To bardzo istotne, jako że dawniej żłób był wykorzystywany w
charakterze kołyski w domu! Był wnoszony do wnętrza domu! Był to powszechny
zwyczaj z racji braku normalnej kołyski. Czemu więc utrzymuje się wersję ze
stajnią? Zadecydował o tym inny fragment z Łukasza, mówiący o tym, iż w
zajeździe nie było miejsca. To z tego właśnie fragmentu wydedukowano: jeśli
brakowało pokoi to gości umieszczano w stajniach.
Fragment ten jest typowym przykładem dokonania fałszerstwa
ewangelii. Żaden z wczesnych przekładów Łukasza nie wspomina o zajeździe,
podobnie, jak i rękopis tej ewangelii. Żadna inna ewangelia o nim nie mówi, tak
teksty hebrajskie, greckiej, jak i wczesne przekłady łacińskie. Osobom obeznanym
w historii kultury społecznej nie wyda się to dziwne, jako, że w owych czasach
na Bliskim Wschodzie instytucja zajazdów nie była w zasadzie znana. Ludzie -
zgodnie z prawem rodzinnej gościnności - zatrzymywali się w prywatnych
domach. Idąc dalej nie było pod ówczas żadnych stajni, jako że konie były w tym
rejonie rzadkością, zastrzeżoną w zasadzie dla rzymskich oficerów. Ludzie
podróżowali na mułach, osłach, wołach czy wielbłądach, tymczasem określenie
stajnia jest pochodzenia angielskiego i wiąże się nierozerwalnie z zamkniętą
szopą z boksami dla wierzchowców. W Judei mogła być wówczas mowa najwyżej o
wiatach, zadaszeniach bez ścian, nie zaś o stajniach. Wszystko to świadczy, iż
historia z narodzinami Jezusa w stajni obecna w ewangelii Łukasza jest czystym
wymysłem dodanym w późniejszych czasach.
Kolejna sprawa to data narodzin Jezusa. Odnajdziemy dwie
różne wersje:
1. Mateusz
Jezus miał się narodzić w czasach panowania Heroda Wielkiego, który po
naradzie z magami zarządził rzeź niemowląt. Herod zmarł w 4 roku p.n.e., tak
więc Jezus musiał przyjść na świat przed tą datą. Powszechnie przyjmuje się, iż
był to rok 5 p.n.e., aczkolwiek nie ma najmniejszych powodów dla przyjęcia
akurat tej daty. Jest to czysty wymysł, prawdą jest zaś, iż według Mateusza
narodziny miały miejsce przed 4 rokiem p.n.e.
2. Łukasz
W tej ewangelii nie ma słowa o Herodzie. Łukasz twierdzi, iż Jezus narodził
się w czasach, gdy Kwiryniusz był namiestnikiem Syrii, dokładniej w roku, w
którym to cesarz August zarządził powszechny spis ludności. Jedyny taki spis w
tym rejonie miał miejsce w roku 6 n.e., w tym samym, w którym Kwiryniusz został
mianowany. Ów spis spowodował, iż Józef i Maria musieli udać się do Betlejem, do
punktu spisowego. Informacje te znajdują również potwierdzenie w żydowskich
annałach.
Mamy więc do czynienia z wyraźną sprzecznością. Z jednej
strony ściśle określona data: 6 rok n.e., z drugiej strony mamy Heroda i czasy o
kilka lat wcześniejsze. Jak rozwiązać tę zagadkę? Znów przychodzi nam z pomocą
znajomość dawnej kultury żydowskiej. Po raz kolejny wyraźnie widać, iż samo
czytanie Pisma nic nie daje, konieczne jest poznanie społecznych realiów tamtych
czasów.
A rozwiązanie brzmi: mamy do czynienia z dwoma różnymi
narodzinami! Jedne narodziny to narodziny fizyczne, drugie zaś to narodziny
społeczne. Nie jest to żaden niezwykły zwyczaj, u większości ludów w wieku
kilkunastu lat następowała, różnie wyglądająca inicjacja - alegoria osiągnięcia
wieku męskiego. U Hebrajczyków ów rytuał był przeprowadzany w formie
naśladownictwa prawdziwych narodzin [stosowano go w przypadku rodów o
odpowiednim statusie społecznym, a taki status, jako ród mesjanistyczny
posiadali rodzice Jezusa]. Chłopców owijano w powijaki na znak tego, iż rodzili
się na nowo - dla świata dorosłych. To właśnie forma tego rytuału zadecydowała o
tym, iż określano go mianem narodzin.
U Żydów datą graniczną przejścia z wieku dziecięcego i
narodzenia się w wieku męskim były 12 urodziny. Gdy uświadomimy to sobie, daty
podawane w Biblii okażą się jak najbardziej wiarygodne. Łukasz podaje nam datę
pewną - 6 rok n.e. W tym przypadku chodzi tu o narodziny społeczne. Tak więc
Jezus przyszedł na świat 12 lat wcześniej, czyli w 7 roku p.n.e. Zgadza się to z
opisem Mateusza: wcześniej niż 4 rok p.n.e.
Skoro jesteśmy przy sprawie inicjacji warto zwrócić uwagę
na kolejny powiązany z poprzednimi problem: kiedy Jezus miał 12 lat jego rodzice
zabrali go do Jerozolimy. W drodze powrotnej przez pustynię spostrzegli się
poniewczasie, że nie ma go z nimi. Trochę dziwni to rodzice, gdy dopiero po
całym dniu niebezpiecznej podróży przez pustynię zainteresowali się losem
swojego dwunastoletniego syna. Okazuje się, iż znów mamy tu do czynienia z
niewiedzą bądź zafałszowaniem Biblii. Określenia 'dwunastoletni syn' i 'syn w
dwunastym roku życia' nie są bowiem tożsame! Należy pamiętać, iż po inicjacji
społecznej chłopiec rodził się na nowo, na nowo też liczono jego lata. Kiedy
Jezus przybył do Jerozolimy miał dwanaście lat, czyli był w 24 roku życia!
Wyjaśnia to też pytanie jakim cudem dwunastolatek mógł dyskutować z kapłanem
świątyni. Z człowiekiem tym Jezus miał dyskutować o sprawach jego ojca. Tu
kolejna pomyłka - w żadnym wypadku nie chodzi o boga! Ojcem, duchowym ojcem,
ojcem społeczności był zawsze w żydowskiej tradycji właśnie kapłan. Jezus
dyskutował z kapłanem o sprawach jego ojca, o sprawach kapłana! A jakie to mogły
być sprawy? 'Jego sprawy', to jego obowiązki, a obowiązkiem kapłana było
dokonanie kolejnej inicjacji młodego Żyda, która przypadała na jego 24 urodziny
[12 lat życia społecznego] i wiązała się z osiągnięciem pełnego statusu w
społeczności.
4. Wskrzeszenie Łazarza
Pierwszą
wielką modyfikacją Nowego Testamentu były zmiany w ewangelii Marka wprowadzone
przez biskupa Klemensa z Aleksandrii około 195 roku p.n.e. Uzasadnił on swój
czyn następująco: 'Bo gdyby one nawet mówiły coś, co jest prawdą, ten, kto kocha
Prawdę, nie... zgodziłby się z nimi... Albowiem nie wszystkie prawdy będą
ogłoszone wszystkim ludziom.' Wyjątkowo pokrętne tłumaczenie.
Owego
usuniętego fragmentu brak do dziś. Co jednak dziwne, mimo tego braku, wersja,
którą znamy obecnie jest znacznie dłuższa od swego pierwowzoru! Dziś wiemy już
co usunięto i co dodano. Biskup Klemens wykreślił fragment opowieści o
wskrzeszeniu Łazarza, z kolei w IV wieku dopisano 12 pełnych wersetów
dotyczących zmartwychwstania. Najpierw zajmiemy się Łazarzem, zmartwychwstanie
omówimy w dalszej części naszej opowieści.
Podstawowym
pytaniem - obok rzecz jasna tego, co było w wykreślonym fragmencie ewangelii -
jest motyw, który pchnął Klemensa z Aleksandrii do cenzurowania Pisma Świętego.
Należy pamiętać, iż w II wieku n.e. chrześcijaństwo jako religia dopiero
kiełkowało. Było niezwykle ekspansywne i trafiło na podatny grunt, jednak do
umocnienia swej pozycji potrzebowało elementu zasadniczego dla każdej wiary, a
mianowicie boga. Rzecz jasna był Bóg Ojciec, lecz po pierwsze wyrastał on
wyraźnie ze Starego Testamentu, a więc świętej księgi innej religii, a po drugie
potrzebny był bóg aktywnie działający, okazujący swą moc i potęgę, czego brak w
Nowym Testamencie. Jednym słowem potrzebne były cuda i hierarchowie osiągnęli
swój cel wykorzystując dogmat Trójcy Świętej i postać Jezusa.
Cenzura
Biblii w wykonaniu aleksandryjskiego biskupa miała właśnie na celu wprowadzenie
do Nowego Testamentu nadprzyrodzonych mocy. Wskrzeszenie Łazarza było tym
właśnie zasadniczym (obok ukrzyżowania, o czym dalej) cudem Jezusa, który miał
pokazać go, jako postać boską, a chrześcijaństwo uczynić religią w pełnym
znaczeniu tego słowa. Dziś wiemy, że tym wykreślonym fragmentem było dokładne
wyjaśnienie 'incydentu' z Łazarzem.
W
oryginalnym tekście ewangelii Marka, Łazarz jest osobą w stanie śmierci...
duchowej! Mówiąc prościej Łazarz został ekskomunikowany przez żydowskich
duchownych. Nie był w żadnym wypadku trupem! Pierwotny tekst zawierał nawet opis
sceny, w której Jezus i Łazarz nawołują się nawzajem przed otwarciem
grobu. Wiem, że brzmi to niezrozumiale, lecz wszystko stanie się jasne, gdy
zapoznamy się z ówczesnymi zwyczajami żydowskimi. To bardzo ważny fragment,
stanowi bowiem także klucz do zrozumienia właściwego znaczenia ukrzyżowania i
zmartwychwstania Jezusa.
Człowiek, w
stosunku do którego ogłaszano ekskomunikę umierał. Umierał jednak tylko duchowo
(w czasie wiszenia na krzyżu), właściwa śmierć (fizyczna) następowała dopiero po
3 dniach symbolicznej 'choroby'. Mógł jednak zmartwychwstać, czyli zostać uwolnionym
od ekskomuniki przez najwyższego kapłana danej społeczności. Takie uwolnienie
następowało podczas trwającego trzy dni obrządku, w czasie którego następowało
czuwanie przy symbolicznym grobie (do którego składano wyklętego po zdjęciu go z
krzyża), który bez ułaskawienia stać się mógł grobem prawdziwym. Wiem, że w tym momencie rysuje się już przed
nami wizja ukrzyżowania Jezusa, czuwania przy grobie i jego zmartwychwstania,
zostawmy jednak tę kwestię na później i skupmy się na Łazarzu.
W tym
przypadku obrządku uwolnienia spod ekskomuniki dokonywał Jezus (wspólne
nawoływanie się nad grobem), jednak nie był on kapłanem dysponującym takim
prawem, a więc - ratując przyjaciela - pogwałcił najświętszy żydowski obyczaj.
Za taki występek tak Łazarzowi, jak i Jezusowi groził wyrok śmieci (tej
fizycznej), przed którym Jezusa uratowało nic innego, jak tylko interwencja
Heroda-Antypasa Galilejskiego, który wymusił na najwyższym kapłanie Jerozolimy
złagodzenie wyroku. To właśnie tą niespodziewaną interwencję okrzyknięta wówczas
mianem cudu! Rzecz jasna nie odpowiadał ona wymaganiom późniejszych hierarchów,
co spowodowało drobną korektę i wykreślenie tych elementów całej opowieści,
które tłumaczyły jej faktyczne znaczenie.
5. Małżeństwo Jezusa
Było jednak
coś jeszcze w historii Łazarza, co doprowadziło do wykreślenia fragmentów
ewangelii Marka. Otóż przy tej właśnie historii ewangelista stwierdził wyraźnie,
że Jezus i Maria Magdalena byli małżeństwem. To zaś, że syn boga mógł poślubić
ziemską kobietą i to w dodatku ladacznicę było nie do pomyślenia do biskupów
rodzącego się Kościoła.
Wyjaśnienie
tej kwestii zacząć należy od przytoczenia zagadkowego zdania z ewangelii Jana, w
którym mowa jest, że Marta przybywa do grobu Łazarza (jak to już sobie
wyjaśnialiśmy symbolicznego), aby pozdrowić Jezusa, podczas gdy jej siostra
Maria Magdalena pozostaje w domu i czeka na jezusowe wezwanie. W oryginalnym
'Marku' opis nieco się różni - Maria Magdalena wychodzi z domu wraz z Martą,
lecz po upomnieniu przez apostołów wraca z powrotem. Niezrozumiałość tego
zdarzenia znika, gdy wie się o szczególnej zasadzie prawa judaistycznego, które
je wymusiła. Otóż, w czasie uroczystości żałobnych żonie nie wolno było
wyjść z domu, dopóki nie wezwie jej mąż.
W tekstach
pozostających poza oficjalnym kanonem, lub w ogóle w annałach pozabiblijnych
wiele jest informacji o małżeństwie Jezusa, ze zrozumiałych jednak względów
największe znacznie mają te, które - mimo dokonywanych fałszerstw - przetrwały w
Czterech Ewangeliach. W nich to pojawia się siedem list kobiet pozostających w
bliskim otoczeniu Jezusa. Na jednej z nich na pierwszym miejscu wymienia się
jego matkę, Marię, lecz na sześciu pozostałych na najwyższej pozycji widnieje
Maria Magdalena. I znów dla odczytania tejże kwestii sięgnąć musimy do dorobku
kulturoznawstwa.
Z innych
tego typu list kobiet, pochodzących z tamtego okresu wypływa wniosek, iż
kolejność umieszczania nazwisk na liście miała szalone znaczenie. Mówiąc
bardziej obrazowo, na listach takich na najwyższej pozycji zawsze figurowała
'Pierwsza Dama', który to zwrot do dzisiaj znajduje zastosowania na
określenie... żony głowy państwa. W tradycji żydowskiej 'First Lady' to
zawsze kobieta najwyższa rangą, nic więc dziwnego, że Maria Magdalena, żona
Mesjasza i żydowska królowa (w końcu poślubiła potomka królewskiego rodu Dawida)
musiała po małżeństwie zastąpić Marię na pierwszym miejscu listy. Idźmy jednak
dalej.
Wielokrotnie
sugerowano, iż ślub w Kanie Galilejskiej był w istocie ślubem Jezusa i Marii
Magdaleny. Podnosi się, że skoro tak on, jak i jego matka mieli prawo wydawania
poleceń służbie, nie mogli być zwykłymi gośćmi, a gospodarzami uroczystości.
Cała sprawa jest jednak znacznie bardziej skomplikowana i dla jej zrozumienia
niezbędne jest prześledzenie zwyczajów ślubnych w Izraelu tamtych lat.
Jezusa znamy
jako Mesjasza, co dziś tłumaczy się jako Zbawcę, tymczasem słowo to znaczy tyle,
co 'namaszczony' i było stosowane nie tylko w stosunku do Jezusa, ale dużej
liczby osób przed nim i równocześnie z nim. Tym tytułem określano bowiem
kapłanów i królów z rodu Dawida. Jezus nie był co prawda kapłanem, ale pochodził
z królewskiego rodu Dawida i dlatego właśnie był nazywany Mesjaszem.
Tytuł ten
nie przysługiwał z urodzenia, leczy była nadawany w czasie stosownej ceremonii.
W przypadku kapłanów było to jednoczesne z uzyskaniem 'święceń', w przypadku
świeckich członków rodu królewskiego (zwanego nie przypadkiem - mesjanistycznym)
działo się to poprzez specjalne namaszczenie. Sam zaś zwyczaj wywodzi się... z
Egiptu.
Słowo
Mesjasz pochodzi od czasownika 'namaszczać', które zaczerpnięte zostało do
hebrajskiego słownika właśnie z Egiptu. Tym pierwotnym słowem było 'messeh', co
znaczy 'święty krokodyl', a jego związek z namaszczaniem polega na tym, iż
właśnie sadłem świętego krokodyla siostra faraona namaszczała go w czasie
ceremonii zaślubin, przypomnieć należy, iż w starożytnym Egipcie
zwyczajowo miały miejsce małżeństwa królów z ich własnymi siostrami, co służyć
miało zachowaniu czystości krwi. Sam zwyczaj ma jeszcze głębsze korzenie w
Mezopotamii i odgrywał kolosalną rolę w królewskich rodzinach antycznego
Bliskiego Wschodu.
Powyższe
odwołanie się do zwyczajów znad Nilu daje nam kolejny dowód na małżeństwo
Jezusa. Skoro jest on określany mianem Mesjasza znaczy to, że został
namaszczony. Nie będąc kapłanem mógł zostać namaszczony jedynie przez pannę
młodą w czasie zaślubin. A chyba wszyscy mający mniejsze lub większe pojęcie o
życiu Jezusa opisanym w Ewangeliach wiedzą, że to Maria Magdalena namaściła
Jezusa olejkiem nardowym. Mało kto wie jednak, iż ten fakt był równoznaczny z
zawarciem małżeństwa. Isotną wskazówkę daje nam Pieśń nad Pieśniami ze Starego
Testamentu, skąd dowiemy się, iż namaszczanie króla podczas zaślubin dokonywało
się wonnym olejkiem ze spikanardu i, że rytuał ten miał miejsce w momencie, gdy
król/mąż zasiadał do stołu. Zgadza się więc i moment namaszczenia i użyty olejek
z odmiany nardu - wyjątkowo cennego krzewu rosnącego w Himalajach. Również
omotanie stóp męża włosami i płacz żony przy pierwszym namaszczeniu
dwuczęściowych zaślubin są zwyczajami towarzyszącymi zawieraniu małżeństw. Nie
można też uznać, iż chodziło o jakiekolwiek inne namaszczenie, których w
zwyczajach Izraela było kilka (koronacja i uzyskanie wyższych święceń
kapłańskich). Wszystkich innych, poza małżeńskim, dokonywali tylko i wyłącznie
mężczyźni - najwyżsi kapłani, a stosowano odmienny olejek: z oliwek zmieszanych
z cynamonem i przyprawami korzennymi.
Choć może
się to wydać nieprawdopodobne jeszcze jedną wskazówką jest... samo imię Marii
Magdaleny. Zwykle bez zastanowienia przyjmuje się, iż Ewangelie dlatego
posługują się w tym przypadku podwójnym imieniem, by wyraźnie rozróżnić Marię -
matkę Jezusa i Marię - ladacznicę. W rzeczywistości każda żona Mesjasza (którym
z racji swego pochodzenia był Jezus) musiała mieć na imię Maria. Matka Jezusa
(żona Józefa) także miała na imię Maria i takowe musiała przyjąć jego żona. Jej
faktyczne imię brzmiało Magdalena, lecz w związku ze ślubem musiała przyjąć imię
Maria. Co więcej żony Mesjaszów pełniły ważną funkcję duchową, szczególnie w
sekcie nazareńczyków, do której należała przecież rodzina Jezusa. Maria
Magdalena nie była cudzołożnicą - jest to kolejne, najobrzydliwsze kłamstwo
kościelnych cenzorów, była siostrą świętego zakonu żydowskiego! Zwyczaj ten
znajduje odbicie również dziś: w niektórych żeńskich zakonach tradycyjnie dodaje
się imię Maria do chrzestnych imion mniszek (Maria Teresa, Maria Luzia itd.).
Tak w tym przypadku, jak i w tradycji żydowskiego rodu królewskiego imię Maria
stanowiło rodzaj tytułu, podobnie jak później imię August w Cesarstwie Rzymskim.
Ustaliliśmy
więc, że małżeństwo Jezusa i Marii Magdaleny zostało zawarte poprzez
namaszczenie w Betanii. Co w takim razie ze ślubem w Kanie Galilejskiej?
Odpowiedź przewinęła się już we wcześniejszym akapicie - małżeństwa Mesjaszy
były zawsze zawierane dwuetapowo. Najpierw następowały zaręczyny czemu
towarzyszyła uczta, a dopiero potem miał miejsce ślub, który przybierał formę
rytuału namaszczenia. Ucztę w Kanie datuje się na czerwiec 30 roku. Zaręczyny
poprzedzała ślub zawsze o trzy miesiące, tak więc ślubne namaszczenie w Betanii
miało miejsce w miesiącu Pokuty (wrzesień) tegoż roku, zgodnie z tradycją.
6. Cud w Kanie Galilejskiej
Jednym z
najważniejszych 'cudów' Jezusa była zamiana wody w wino na ślubie (czy, jak to
powinniśmy określić uczcie zaręczynowej) w Kanie Galilejskiej. Nie ulega
wątpliwości, iż wydarzenie to musiało wstrząsnąć widzami i było niezwykle
istotne. Czemu więc tylko i wyłącznie Jan opisał ślub w Kanie? Taki cud winien
być przecież rozgłaszany z całą mocą! Tak się nie stało i już to powinno zwrócić
naszą uwagę na ten przypadek.
Na wstępie
trzeba zaznaczyć, iż ewangelia Jana wcale nie mówi (jak to się często zdarza
słyszeć choćby z ambon) 'skończyło im się wino', co przedstawia się jako powód
cudownej interwencji Jezusa. W rzeczywistości słowa Ewangelii brzmią: 'A kiedy
zapragnęli wina, matka Jezusa powiedziała: Oni nie mają wina'. I znów prawdziwe
znaczenie tego zdania zaciera się gdy nie analizujemy go w kontekście żydowskich
zwyczajów ślubnych.
Jak to już
ustaliliśmy, 'ślub w Kanie' był w istocie rzeczy ucztą zaręczynową Jezusa i
Marii Magdaleny. W czasie takiej ceremonii wino mogli pić jedynie kapłani i
Żydzi żyjący w celibacie. Wszyscy żonaci, nowicjusz i każdy kto nie posiadał
święceń kapłańskich mógł spożywać tylko wodę, co stanowił rytuał oczyszczenia.
Był to relikt dawnej tradycji żydowskiej, nic więc dziwnego, iż nie podobał się
on Marii - ważnej członkini liberalnej i postępowej sekty nazareńczyków.
Zwróciła się w tej sprawie do Jezusa, który jako gospodarz uczty i potomek rodu
królewskiego był najważniejszą osobistością na uczcie. Ten początkowo jest
niechętny, mówi, że jeszcze nie nadeszła jego godzina i tak jest w istocie - nie
odbył jeszcze rytuału namaszczenia na Mesjasza (będzie on miał miejsce w czasie
małżeństwa z Marią Magdaleną w Betanii).
Mimo tego,
iż było to jawne złamanie zwyczajów, Jezus poddał się presji Marii i 'zamienił
wodę w wino'. Jedynym cudem jest tu to, iż skutecznie przeciwstawił się
ortodoksyjnej tradycji i kazał podać nieupoważnionym gościom wino zamiast wody!
Przypomnijmy sobie historię z Łazarzem - tam również Jezus złamał żydowskie
prawo religijne. W przypadku wskrzeszenia popełnił przestępstwo ratując
przyjaciela (istnieją przesłanki każące uznać Łazarza za bliskiego przyjaciela
Jezusa!), w Kanie z kolei uległ namowie matki.
7. Słowo Boże
Na
kontynuatorach dynastii, a więc i na Jezusie spoczywał jeden podstawowy
obowiązek - spłodzenie potomka. Ponieważ seksualność Jezusa była oczywiście nie
do przyjęcia dla biskupów również i te informacje zostały starannie wymazana z
ludzkiej pamięci, ale nadal możemy do nich dotrzeć.
Pierwszą
istotną wskazówką jest sam fakt zawarcia małżeństwa. Przedłużenie dynastii było
sprawą kluczową i z tego właśnie powodu obowiązywały zwyczaje mające na celu
ochronę tego naczelnego celu. W rodach mesjanistycznych funkcjonowała zasada
trzymiesięcznej ciąży. Sam ślub nie gwarantował jeszcze trwałości małżeństwa, do
tego potrzebne było potwierdzenie kontraktu małżeńskiego drugim namaszczeniem,
które nastąpić mogło dopiero po stwierdzeniu u żony ciąży. Co więcej - wymagano
trzymiesięcznego okresu, ze względu na niebezpieczeństwo poronienia, które
uważało się za zażegnane dopiero w trzecim miesiącu ciąży. Na podstawie
roczników Imperium Rzymskiego możemy określić datę ukrzyżowania Jezusa na na
paschę w marcu 33 roku, wiemy zaś, iż drugie namaszczenie w Betanii miało
miejsce tydzień wcześniej. Mogło nastąpić tylko i wyłącznie w wypadku, gdy
stwierdzono u niej ciążę. Pierwsze dziecko urodzić się więc musiało w pół roku
po potwierdzeniu małżeństwa, we wrześniu roku 33 n.e.
Kluczem do zrozumienia Ewangelistów w kwestii potomstwa
Chrystusa jest określenie "Słowo Boże".
Szczególnie Jan dużo miejsca poświęca temu określeniu.
Odnajdziemy między innymi takie cytaty: "A słowo ciałem
się stało i mieszkało między nami... w pełni gracji i
prawdy", "Słowo Boga stało nad jeziorem",
"Słowo Boga było w Samarii". Nietrudno dostrzec, iż
owo "Słowo Boga" jest traktowane jako określenie
osoby; i nie jest to zwykła personifikacja, ale określenie
nikogo innego jak Chrystusa, który jako Mesjasz był ustami
głoszącymi Słowo Boże, więcej on był ich ucieleśnieniem,
zapowiedziano jego przyjście, był owym słowem bożym zapisanym
w proroctwach o Zbawicielu.
Klucz do właściwej interpretacji tego określenia
kryje się w przypowieści o siewcy ukazującej w wyraźny
sposób zastosowaną przez Ewangelistów symbolikę.
Przypowieść ta jest przesłaniem dotyczącym żyzności i
nowego życia, któremu zasiane ziarno dało początek. Nietrudno
dostrzec tu alegorię narodzin dziecka. A skoro wiemy już, że
Słowo Boże to Jezus to wiemy też, że określenie:
"Słowo Boga plon wydało" znaczy ni mniej ni więcej,
tylko to, iż narodził się syn Jezusa. W Dziejach Apostolskich odnajdujemy dwa
takie fragmenty przypadające na lata 37 i 44. Idealnie pasuje to do naszej
chronologii rozdzielania i załączania małżonków (o czym mowa w punkcie nr 8). Ponieważ
zaś narodziny dziewczynki (wrzesień 33 roku) w rodzie mesjanistycznym, jak i
ogólnie w starożytności nie były równie ważnym wydarzeniem,
jak narodziny chłopca, stąd też nie ma o tym bezpośredniej
wzmianki. Teraz najważniejsze pytanie - skąd ta chronologia? Odpowiedź kryje się
w pojęciu 'wniebowstąpienia'.
8. Wniebowstąpienie
Wniebowstąpienie Jezusa Chrystusa
jest jednym z najważniejszych dogmatów wiary
chrześcijańskiej. Przedstawiane jest jako powrót Boga -
Chrystusa do Królestwa Niebieskiego. Taka jednak interpretacja
narzucona przez Kościół dopiero w 3 wieki po tych znamiennych
wydarzeniach roku 33. W Dziejach Apostolskich nie ma wcale mowy o
Wniebowstąpieniu, sama bowiem nazwa została nadana pewnemu szczególnemu rytuałowi,
który miał wtedy miejsce, dopiero w trakcie tworzenia doktryn Kościoła
przez chrześcijańskich cesarzy rzymskich i sztucznie
wprowadzona do tekstu Biblii. Dosłowne i pierwotne brzmienie
fragmentu o Wniebowstąpieniu brzmi następująco: "I gdy to
powiedział, a oni patrzyli, został uniesiony w górę i obłok
wziął go sprzed ich oczu". Dalej jest mowa o tym, że
"mężowie w białych szatach" rzekli do uczniów:
"...czemu stoicie patrząc w niebo? Ten Jezus... tak
przyjdzie, jak go widzieliście idącego". Dzieje
Apostolskie mówią również, że "niebo" musi
przyjąć Chrystusa aż do czasu jego "powrotu".
Tu należy zaznaczyć, iż miało to miejsce w
miesiącu, w którym żona Jezusa - Maria Magdalena spodziewała
się dziecka. Wynika to z chronologii Ewangelii i zwyczajów
obowiązujących żydowskie rody mesjanistyczne, czyli tych
mających prawa do korony królewskiej. Zasady były tu niezwykle
rygorystyczne i różniły się znacząco od tych
obowiązujących normalne rodziny. Dotyczyło to nie tylko
ceremonii zaślubin. Zbliżenia między dynastycznymi
małżonkami dopuszczalne były jedynie w grudniu, tak by poród
miał miejsce we wrześniu - miesiącu Atonement - najświętszym
miesiącu kalendarza żydowskiego. Tę właśnie zasadę złamali
rodzice Jezusa - Józef i Maria i to było przyczyną, iż Żydzi
nie byli zgodni co do tego, czy Jezus jest prawdziwym Mesjaszem, co doprowadziło
do ostrych sporów pomiędzy Nazareńczykami, którzy popierali swego członka -
Jezusa, a ortodoksyjnymi sadyceuszami i faryzeuszami.
W wypadku, gdyby matka dynastyczna miała rodzić w
nieprzepisowym miesiącu mąż oddalał ją do klasztoru, by
uniknąć publicznego wstydu. Nazywało się to "oddaleniem
prywatnym/potajemnym" i święty Mateusz wyraźnie podaje,
iż to zamierzał uczynić Józef: "Józef, jej mąż,
który był człowiekiem sprawiedliwym i nie chciał narazić Jej
na zniesławienie, zamierzał oddalić Ją potajemnie". W
tym jednak przypadku została udzielona dyspensa od zwyczajów
przez archanioła Sidona piastującego podówczas stanowisko
"Gabriela" - anielskiego kapłana dyżurnego.
Piastującego stanowisko, bowiem zarówno zwoje znad Morza Martwego,
jak i apokryficzna Księga Enocha definiują
"archaniołów/głównych ambasadorów" jako starszych
kapłanów w Qumran noszących zwyczajowe tytuły:
"Michał", "Gabriel", "Rafael",
"Sariel" itd.
W przypadku Jezusa i Marii Magdaleny wszelkie zasady
zostały zachowane i ich pierwsze dziecko zostało poczęte w
grudniu roku 32 i narodziło się we wrześniu roku 33.
I tu trzeba przyjrzeć się zwyczajom obowiązującym w
takich przypadkach mesjanistyczne rodziny żydowskie, co pozwoli
wyjaśnić, czym w istocie Wniebowstąpienie było. Z chwilą
urodzenia się dynastycznego potomka rodzice byli rozdzielani na
lat sześć (gdy narodził się chłopiec) i trzy (dziewczynka).
Po tym czasie ich małżeństwo było restytuowane. W
międzyczasie matka przebywała w klasztorze, zaś o ojcu
mówiło się, iż wstępuje do Królestwa Niebios. Pod nazwą
tą krył się w istocie Esseński Nadrzędny Klasztor w Mird nad
Morzem Martwym, zaś ceremonia wstępowania do klasztoru
prowadzona była przez anielskich kapłanów pod nadzorem
wyznaczonego "przywódcy pielgrzymów". By wyjaśnić
to pojęcie i tę funkcję należy cofnąć się do Księgi
Wyjścia, gdzie Izraelitów prowadził "obłok". Żydzi
w imię tradycji zaczęli nadawać ten tytuł każdorazowemu
przywódcy pielgrzymów.
Mamy więc już wszelkie elementy pozwalające
odczytać fragment o Wniebowstąpieniu zgodnie z intencjami
autorów: Jezus został wzięty przez "Obłok"
(przywódcę pielgrzymów) do "Królestwa Niebieskiego"
(Nadrzędnego Klasztoru w Mird), zaś "człowiek w
bieli" (anielski kapłan) powiedział, że Jezus wróci,
kiedy nadejdzie czas restytucji (zostanie przywrócone fizyczne
małżeństwo).
Warto jeszcze rzucić okiem na List św. Pawła do
Hebrajczyków, który wyjaśnia, iż Jezus został przyjęty do
Królestwa Niebiańskiego na drodze wyjątku i dyspensy. Choć
bowiem pochodził z linii Dawida mającej prawa do tytułu
królewskiego to nie miał prawa do kapłaństwa, które było
zastrzeżone dla potomków Aarona i Lewiego. Św. Paweł tłumaczy
jednak, iż nastąpiła tu zmiana zakonu/prawa.
Tak więc, we wrześniu 33 rodzi się pierwsze dziecko.
Nie ma żadnych informacji na temat jego płci (w
przeciwieństwie do kolejnych dwóch potomków - chłopców, o czym świadczą użyte
zwroty: 'Słowo Boże wydało plon'), ale z informacji o powrocie Jezusa w 36 roku,
czyli po trzech latach od zawieszenia małżeństwa, możemy wnioskować, iż
pierwszym potomkiem Chrystusa była dziewczynka.
Tak więc:
Pierwszym potomkiem Jezusa i Marii Magdaleny była
dziewczynka, co wiemy na podstawie 3 letniego okresu rozdzielenia
małżonków. 3-letniego, bowiem w roku 37 rodzi się kolejne
dziecko zgodnie z obowiązującymi zasadami: grudzień 36 -
poczęcie i wrzesień 37 narodziny. Kolejna restytucja następuje
w roku 43 i stad wiemy, ze drugie dziecko było chłopcem,
podobnie jak trzecie, które przyszło na świat we wrześniu
roku 44. Wszystko to wynika bezpośrednio z Ewangelii i jej
chronologii, żeby jednak to dostrzec należy zastosować
właściwy klucz interpretacyjny, zrozumieć intencje autorów i
znaczenie użytych przez nich zwrotów. Tak było i z
Wniebowstąpieniem, tak jest i w kwestii potomstwa Jezusa
Chrystusa i Marii Magdaleny.
9. Święty Graal
Interesujący dowód na
prawdziwość przedstawionych powyżej tez uzyskamy wyjaśniając sobie znaczenie
określenia Święty Graal, który to artefakt jest najsłynniejszym i
najbardziej pożądanym celem poszukiwań wczesnego Średniowiecza. W tych to
czasach mesjanistyczną linię zstępującą (potomków w prostej linii Dawida, a
później i Jezusa)
opisywało francuskie słowo Sangreal. Pochodzi ono od słów Sang Real, co
oznacza 'królewska krew' - królewska, bo rodu dawidowego, władców Judei. Z tego
to rodu - w prostej linii od Dawida pochodził Chrystus. W angielskim przełożeniu
otrzymaliśmy San Greal [w pełnej postaci zapis brzmiał Saint Grail], a że dawne
słowo Saint oznacza tyle co Holy otrzymaliśmy w rezultacie Holy Grail,
przedmiot słynny nie tylko dzięki Monty'emu Pythonowi.
Artefakt ów tak zaprzątał głowę chrześcijan, że
szlacheckie rody, które wywodziły swój rodowód z żydowskiego rodu
mesjanistycznego (rodu Chrystusa) powoływały do życia zakony rycerskie, których
istnienie ściśle było związane z rodzinną pamięcią o Świętym Graalu. Wymienić tu
można: Zakon Królestwa Syjonu, Zakon Rycerzy Świętego Grobu i dynastyczny zakon
szkockich władców - Stuartów: Królewski Zakon Sangreal Rycerzy Świętego Graala.
Czymże jednak był ów Holy Grail?
Tradycyjnie przedstawia się go jako kielich zawierający krew Jezusa lub
winorośl. Nie ulega jednak wątpliwości, iż jest to jedynie symbolika stanowiąca
podstawę komunii, mszy, eucharystii. Święty Kielich zawiera wino, które jest
alegorią wiecznie odradzającej się krwi Jezusa. I to jest właśnie klucz to
rozwiązania zagadki potomków Chrystusa. W jaki bowiem sposób krew może się w
nieskończoność odradzać, jak nie poprzez dzieci i dziedziczenie? Których to waga
była w okresie feudalizmu szczególnie istotna - urodzenie decydowało bowiem o
wszystkim, tak o przedłużeniu dynastii, jak i o prawach samego dziecka do jego
dziedzictwa.
To jednakże było całkowicie sprzeczne z zamierzeniami
Kościoła, który musiał usunąć z ludzkiej pamięci wiedzę o rzeczywistym znaczeniu
tego sakramentu, zachowując jednakże sam starożytny zwyczaj komunii. Kiedy tego
dokonano i w jaki sposób? Odpowiedź jest jedna - w okresie weryfikacji tekstów
biblijnych przez rodzącą się hierarchię rzymskiego Kościoła, która to
weryfikacja trwała od około IV do XII wieku. Mając na uwadze to, jak ów proces
przebiegał, właściwsze byłoby jednak słowo zafałszowanie.
10.
Ukrzyżowanie
Jak już
ustaliliśmy, powołując się na chronologicznie spisane kroniki rzymskich
gubernatorów wyrok skazujący Jezusa na ukrzyżowania został wydany na Paschę w
marcu roku 33. Wyjaśniliśmy też - przy okazji wskrzeszenia Łazarza, że pod
pojęciem 'ukrzyżowania' rozumiano w żydowskim prawie religijnym ekskomunikę.
Wyrok został wydany przez Poncjusza Piłata, lecz ważniejsze jest, iż wcześniej
Sanhedryn podjął decyzję o wyklęciu Jezusa.
Przy okazji
analizy zwrotu 'Nazareńczyk' ustaliliśmy, iż istniał wyraźny podział w
społeczeństwie żydowskim na dwie, przeciwstawne grupy. Pierwsza to ortodoksyjni
Faryzeusze i Sadyceusze, druga to liberalni Nazareńczycy i Esseńczycy. W czasach
Jezusa konflikt pomiędzy nimi wyraźnie się zaostrzył, a Jezus, który
kilkukrotnie otwarcie łamał tradycyjne zwyczaje stał się przysłowiowym
'języczkiem uwagi', to przeciwko niemu skierowali się ortodoksi.
Trzeba im
przyznać, iż sprawą pokierowali wyjątkowo zmyślnie. Sanhedryn nie mógł bowiem
obradować nocą i w czasie Paschy, to zaś stanowiło doskonały pretekst do
przerzucenia ciężaru odpowiedzialności płynącego ze skazania Jezusa na śmierć.
Sanhedryn ekskomunikuje, Rzym ogłasza wyrok ściągając na siebie uwagę tłumu.
Jak już
wiemy ukrzyżowanie Jezusa oznaczało jedynie śmierć duchową, z tą chwilą w
świetle prawa żydowskiego umarł - został przecież oskarżony, osądzony i skazany
na śmierć. W normalnym toku rzeczy po trzech dniach będących symbolem choroby
ducha prowadzącej do śmierci ciała, Jezus zostałby pochowany żywcem. Jednak w
ciągu tych trzech dni mógł zostać ułaskawiony, wskrzeszony. Co więcej sam
przewidział, że tak się stanie i, jak się zaraz przekonamy, miał uzasadnione
powody do takiej 'przepowiedni'.
Podniesienia
z grobu, wskrzeszenia mógł dokonać jedynie Najwyższy Kapłan lub Ojciec
Społeczności - patriarcha. To dlatego Jezusowi groziła śmierć za 'wskrzeszenie'
Łazarza - nie był nawet zwykłym kapłanem, nie mówiąc już o tym, że nie piastował
wymaganego stanowiska. Wtedy Jezusa uratował Herod, który wymusił ułaskawienie
na najwyższym kapłanie. kto pomógł mu tym razem?
Rzecz jasna
nie Najwyższy Kapłan, którym był przecież Józef Kajfasz - człowiek, który skazał
Jezusa na śmierć. Pomoc przyszła ze strony Ojca Społeczności, którym był...
Szymon Zelota - apostoł! W takiej sytuacji nic dziwnego, iż Jezus mógł mieć
nadzieję na 'zmartwychwstanie', a jego słowa: 'Ojcze, w ręce twoje polecam ducha
mego'. Co prawda w zaistniałej sytuacji poparcie Jezusa było ryzykowne, ale
sprzyjającemu zbiegowi okoliczności (o czym niżej) okazało się możliwe i Jezus
mógł 'zmartwychwstać'. Przyjrzyjmy się teraz bliżej śmierci Jezusa.
Zasadnicze
dowody na faktyczną śmierć na krzyżu są dwa. Po pierwsze udział Rzymian, którzy
szeroko stosowali karę przez ukrzyżowanie, a po drugie krew i woda, które
wypłynęły z ciała Jezusa po przebiciu mu boku włócznią. Jeśli chodzi o pierwszą
kwestię Ewngelie wyraźnie mówią, iż Piłat oddał Jezusa żądającym jego śmierci
(Faryzeuszom i Sadyceuszom) by go ukrzyżowali. Nie może więc chodzić o rzymskie
ukrzyżowanie ciała, ale o żydowskie ukrzyżowanie ducha. Kwestia druga związana
jest z kolejnym błędnym tłumaczeniem:
Czytamy
dziś, że Jezus został przebity włócznią, tymczasem w oryginale mówi się jedynie
o zadrapaniu! Ewangelie mówią nam współcześnie, iż przebicie nastąpiło
po śmierci. Tymczasem z medycznego punktu widzenia jest niemożliwym, by
nastąpił wówczas krwotok ('wypłynęła krew i woda'). Krew wypływająca z rany
kłutej jest dowodem życia, bowiem świadczy o tym, że jest akcja naczyniowa! W
rzeczywistości Jezus został lekko draśnięty włócznią i z całą pewnością był
wtedy żywy.
Inny dowód
lingwistyczny: Józef z Arymatei miał zdjąć ciało Jezusa z krzyża. Tu również
nastąpiło błędne tłumaczenie! Fragment ten tłumaczono z greki, gdzie użyto słowa
'soma', co oznacza 'żywe ciało'. Jeśli Józef zabierałby zwłoki użyte zostałoby
słowo 'ptoma'.
W świetle
licznych pism jest pewne, że Jezus przeżył ukrzyżowanie, mówi o tym nawet Koran.
Co działo się z nim po ukrzyżowaniu to temat na osobny artykuł. Na razie skupy
się na jeszcze jednym ciekawym zagadnieniu związanym z ukrzyżowaniem.
W ewangelii
odnajdziemy tajemniczo brzmiący fragment mówiący o tym, iż w czasie ukrzyżowania
świat na trzy godziny pokrył się mrokiem. Bez wątpienia brzmi to jak kolejny
dowód boskości Jezusa, a jak udowadnialiśmy to sobie już kilkukrotnie w takich
przypadkach mamy do czynienia bądź to z mylnym tłumaczeniem bądź fałszerstwem
dokonanym przez kościelny establishment. Jak jest w tym przypadku? Okazuje się,
iż odpowiedź brzmi w... systemie liczenia czasu, na co wskazuje też rozbieżność
pomiędzy ewangelistami w kwestii godziny ukrzyżowania Jezusa: raz trzecia, raz
szósta.
W tamtych
czasach czas kalendarz układano według słońca lub księżyca, zaś dzień dzielił
się na 12 godzin nocy i 12 godzin dnia. Początek dnia przypadać powinien o
świcie, stąd konieczne stawało się dopasowywanie kalendarza do faktycznego
położenia słońca. Właśnie w piątek, gdy Jezus wisiał na krzyżu wypadł dzień
przesunięcia czasu do przodu o trzy godziny. Tradycyjnie hebrajscy lunarzyści
(opierający się na obserwacjach księżyca) dokonywali zmian w czasie dnia, z
kolei solarzyści (badający słońce) czekali ze zmianą do północy. Brzmi to może
skomplikowanie, ale kryje się tu rozwiązanie zagadki.
Według
jednych zapisków, które opierały się na kalendarzu księżycowym Jezus 'umarł' na
krzyżu o godzinie trzeciej, bowiem przesunięcie czasu nastąpiło już w czasie
dnia - trzy godziny wcześniej. Owe trzy ostatnie godziny dnia stały się
pierwszymi godzinami nocy i to właśnie znaczą słowa o trzygodzinnym mroku, który
zalał świat! Według pism stosujących kalendarz solarny Jezus umarł o szóstej,
bowiem zmiana czasu jeszcze nie nastąpiła i czas biegł normalnie aż do północy.
Kalendarz
lunarny był tradycyjnym kalendarzem żydowskim, stąd (ze względu na przesunięcie)
ortodoksyjni Żydzi rozpoczęli Szabat o godzinie dziewiątej starego czasu.
Kalendarz solarny stosowały postępowe frakcje i one rozpoczynały Szabat dopiero
trzy godziny później. Przez te trzy godziny właśnie towarzysze Jezusa mogli
przeprowadzić działania na jego rzecz (ułaskawienie/wskrzeszenie dokonane przez
Szymona Zelotę), podczas gdy związani religią (Szabatem) Faryzeusze nie mogli
się im przeciwstawić, wpadli we własne sidła!
Po odbyciu
rytuału czuwania przy grobie Jezus 'wrócił do życia', lecz - po narodzinach
dziecka - musiał 'wniebowstąpić' do klasztoru, o czym już mówiliśmy. I tak
dochodzimy do końca ewangelicznej opowieści. Otwarta pozostaje kwestia
późniejszych losów Jezusa i jego rodziny...
Artykuł ten jest jedynie streszczeniem wieloletnich prac badawczych Lorence'a
Gardnera, stąd jedynie przedstawia fakty i przyczyny takiego, a nie innego
interpretowania Biblii. Szersze udokumentowanie przedstawionych tez znaleźć
można w książkach Gardnera i tam też odsyłam wszystkich, którzy zainteresowani
są drobiazgową analizą. Podkreślenia wymaga też to, iż artykuł ten (co zaznacza
też sam Gardner) nie ma na celu umniejszenia roli Jezusa. Nie ulega wątpliwości,
iż dokonał dzieła zaiste wielkiego dając początek nowej religii, a że był przy
tym jedynie człowiekiem...
| Na podstawie artykułów Lorence'a
Gardnera z Nexusa i książek tegoż autora. |
|