| TOP Dział 09/2010 |
Czas Bogów/Zaświaty/Za zasłoną śmierci IV
Część
czwarta - poświęcona próbie podsumowania wszystkiego,
cośmy do tej pory przeczytali
Ujednolicona
wizja (za)światów
Oficjalna
nauka zakłada, że wszechświat powstał w wyniku Wielkiego
Wybuchu (Big Bang). Jeszcze do niedawna najświętszym dogmatem
tej teorii był Praatom. Jeden jedyny atom umieszczony nie
wiadomo gdzie i skąd przybyły. Atom, który znudzony swoją
pojedyńczością eksplodował ni stąd, ni z zowąd i dał
początek całemu wszechświatowi o niepojętej masie i
objętości (cóż za płodność !). Fizykom jednak tak bogaty
zbiór niedorzeczności nie przeszkadzał. Tym samym fizykom, dla
których niepojęte jest istnienie niezbadanych jeszcze fal
mogących przenosić ludzkie myśli, pozwalających zaglądać w
przyszłość, widzieć niewidzialne i czuć nieodczuwalne. I
owszem, niektórym zdarzało się wierzyć w Boga, ale żeby go
zaraz mieszać do stworzenia świata - to było nie do
przyjęcia. Aż tu jak diabeł z kapelusza (a może tylko królik
?) wyskakuje rzecz niepojęta, a przecież przez pana Einsteina
matematycznie dawno już opisana. Przyszło z ziemi podnieść,
ucałować i przeprosić (ale cichaczem, żeby - nie daj Boże -
nikt nie zauważył) oplutą, wyszydzoną i zdeptaną
starożytną wiedzę wschodu, że wszystko, co istnieje, jest
tylko inną postacią tej samej boskiej natury. Tej samej wiedzy,
która w Biblii lapidarnie zapisana została w zdaniu: "Na
początku było Słowo." Wysłużony praatom pożegnano jak
kombatanta, który wygrał co prawda wiele bitew, ale żadna nie
była słuszna. Jego miejsce zajęła nowa (?!) teoria
udowodniona już w laboratoriach i opisana skomplikowanymi
wzorami. Teoria, zgodnie z którą wszechświat powstał w wyniku
zamiany energii w materię. Nie jakiegoś wolnego elektronu,
któremu zdarzyło się zwarcie, lecz energii, która była, jest
i będzie zawsze. Energii, która w procesie przemiany
wytworzyła nie tylko materię, ale także (czego nijak nie dało
się w laboratoriach zmienić) antymaterię. Kto udowodni, że w
tym samym procesie nie powstała także forma pośrednia między
energią i materią (powstała, bo jest nią foton - fala i
materia jednocześnie, lecz chodzi mi o coś subtelniejszego) ?
Czy
zatem badanie innych aspektów osadzonych głęboko w religiach
świata naprawdę jest tylko stratą czasu, brednią i
bałamutnym samooszukiwaniem się ? Czy nie czas przyjąć, że
tak naprawdę wszystko jest możliwe ? Również i to, co
przeczytasz za chwilę - tym bardziej, że poparte tysiącami
niezależnych relacji...
1. Śmierć
Umierasz.
Twoja świadomość opuszcza ciało fizyczne, ale nie
zauważasz tego. Twoja podświadomość wytwarza jego
astralny duplikat, który jest dla ciebie tak realny, jak
cały materialny świat. Starasz się zwrócić na siebie
uwagę otoczenia, ale nikt cię nie dostrzega. Twoje myśli
są szybsze, pełniejsze - tak, jakby ktoś wreszcie zwolnił
ręczny hamulec. Twoje zmysły (czy też ich duplikaty) są
wyostrzone. Postrzegasz otaczający cię świat wyraźniej,
pełniej, inaczej. Nie wiesz, co ze sobą zrobić.
Ten
etap został dokładnie opisany aż w trzech typach przekazów -
NDE, przekazach channelingowych i Tybetańskiej Księdze
Umarłych. Wszystkie te opisy są ze sobą całkowicie zgodne,
tak iż ich prawdziwość nie budzi raczej żadnych
wątpliwości.
2. Zabłąkani wędrowcy
Jeśli
nie pojawił się przewodnik i - na domiar złego - nie
możesz ogarnąć umysłem swojej sytuacji, zaczynasz
błąkać się po najbliższej okolicy. Odwiedzasz rodzinę,
znajomych, bliskie ci miejsca. Może zaczniesz szukać pomocy
u mediów. Wszyscy cię ignorują. Niby płaczą po tobie,
ale nie potrafią, a może nie chcą przyjąć do
wiadomości, że tylko zmieniłeś stan. Jeśli jesteś
bardzo przywiązany do ziemskiego życia, może trwać to
bardzo długo. Jeśli jesteś bardzo przywiązany do swojego
majątku, twoją zgrozę budzić będzie widok rodziny
dzielącej go między sobą, kłócącej się o każdy grosz,
marnotrawiącej dorobek twojego życia. Twoje oburzenie
popchnie cię do prób zwrócenia na siebie uwagi. Jeśli ci
się uda, rodzina uzna swój dom za nawiedzony. Może wezwą
egzorcystę, by przepędził cię z niego, a może dadzą na
mszę za spokój twojej duszy. Tygodniami, a może
miesiącami będziesz podsycał w sobie całą gamę
negatywnych uczuć.
Kiedyś
zrozumiesz, że był to twój największy błąd. Więc
umierając pamiętaj, że niepotrzebny ci już będzie żaden
doczesny majątek. Że właśnie dostałeś stałą
przepustkę do znacznie bogatszego świata. I że tak
właściwie (o ile nie byłeś szubrawcem) właśnie stało
się najlepsze, co ci się mogło przydarzyć. Zamiast
złorzeczyć, pomyśl, że niektórym twoim bliskim jest
przykro z powodu twojej śmierci. Kilka ciepłych myśli o
każdym z nich pomoże i tobie, i im.
Ten
etap pojawia się w dwóch źródłach bezpośrednio - przekazy
channelingowe i OBE, oraz w jednym pośrednio - Tybetańska
Księga Umarłych. Również tutaj występuje zgodność co do
opisów sytuacji. Ponadto potwierdzenie znajdziemy także w
zjawisku nawiedzeniu domów, których głównym powodem jest
właśnie zbytnie przywiązanie zmarłego do pozostawionego
majątku, czy innych materialnych przedmiotów.
3. Poziom iluzji (czyściec)
Może
znudziło ci się krążenie bez celu po materialnym
świecie, a może robisz to już tak długo, że oprócz
niego zaczynasz także dostrzegać przenikający go inny
świat. Może wreszcie etap zabłąkanych wędrowców
szczęśliwie cię ominął. Znajdujący się tuż obok
świata materialnego, często go przenikający, zaludniony
ludzkimi pragnieniami, widziadłami i projekcjami ludzkich
myśli, świat iluzji pochłania cię bez reszty. Jeśli
tylko zapragniesz (a skoro już tu jesteś, to zapragniesz z
całą pewnością), możesz wziąć udział w dzikiej orgii,
obżarstwie, zbiorowych gwałtach, torturach i tysiącu
innych uciech. Ale nie dadzą ci one żadnej przyjemności.
Co dzień pole twojej świadomości będzie się zawężać.
Im bardziej pogrążysz się w szale widmowych uciech, tym
mniej z ciebie pozostanie . Twój stępiający się umysł
nie zauważy nawet, kiedy osiągniesz całkowite dno.
Ten
etap odpowiada żydowskiemu Szeolowi, greckiemu Hadesowi i
mezopotamskiej "krainie bez powrotu". Cały otaczający
cię świat jest poszarzały. Wszystkie uciechy są tylko
cieniami uciech i zamiast sprawiać radość, przynoszą smutek i
przygnębienie. Otępiają. To również tybetańskie Bar-do -
przeszkoda na drodze do wyzwolenia, pełne pułapek i pokus bez
pokrycia. Jeśli znalazłeś się tu choć na chwilę - nie
pozwól, by porwał cię wir. Popatrz na tych, którzy jeszcze
niedawno byli ludźmi, a teraz stali się bezmyślnymi maszynami
do uprawiania seksu i zadawania cierpień. Powinieneś im
współczuć. Jeśli czujesz się na siłach, spróbuj
przeprowadzić taki eksperyment: Wybierz sobie jedną z tych
postaci i spróbuj zwrócić na siebie jej uwagę. Jeśli nawet
ci się to uda, jedyną rzeczą, jakiej doznasz będzie bijąca
od niej fala zwierzęcej (przepraszam wszystkie, nawet
najdziksze, zwierzęta) wrogości. Chyba nie chcesz być taki sam
?
Opisy
tego etapu pojawiają się zarówno w Tybetańskiej Księdze
Umarłych, przekazach channelingowych (choć tutaj niezwykle
rzadko), jak i relacjach z OBE (tutaj szczególnie polecam
lekturę książek R. Monroe'a). Znaleźć je możemy także
niemalże we wszystkich religiach świata; jako chrześcijański
czyściec, Szeol, Hades... Co ciekawe, a co pokrywa się z
wymienionymi wcześniej źródłami, trafiają tutaj dusze
nieświadome innych możliwości (zarówno Izraelici, jak i Grecy
nie posiadali systemu wierzeń, który dopuszczałby
przeniesienie się po śmierci do innego miejsca, niż kraina
cieni).
4. Pierwszy poziom
"nieba"
Miejmy
nadzieję, że w chwili swojej fizycznej śmierci znalazłaś
w sobie wystarczająco dużo samoświadomości i pozytywnych
uczuć, aby ominąć pułapki dwóch poprzednich sytuacji.
Twoje "pozytywne wibracje" z całą pewnością
przywołały do ciebie jakiegoś przewodnika, który (nawet
jeśli jest tylko wytworem twojej podświadomości)
przeprowadził cię bezpiecznie na pierwszy poziom
"nieba". Spotkasz tu swoich zmarłych krewnych i
znajomych. Znajdziesz się w spokojnym, cichym i kojącym
otoczeniu zaludnionym przez takież istoty ludzkie (tak
przynajmniej sugeruje odpowiednik zmysłu wzroku, którym
się tu posługujesz). Jeśli zechcesz, będziesz miała dom,
ogród. Będziesz mogła poświęcać swój czas (na tym
poziomie jeszcze go odczuwasz, choć może to być odczucie
subiektywne) na pomaganie innym, hobby, chodzenie do teatru
(artyści też umierają ). Podobno Szekspir po śmierci
napisał jeszcze wiele doskonałych sztuk. Słowem -
sielanka. Jeśli komuś przyjdzie do głowy zapytać, czy
jesteś szczęśliwa, będziesz zdumiona. Co za dziwne
pytanie ? Oczywiście, że tak. Przecież jesteś w niebie
! Krainie pachnącej utraconym dzieciństwem i zbyt szybko
przeżytej młodości. Oczywiście nie wyobrażasz sobie,
abyś mogła kiedykolwiek dobrowolnie zrezygnować z tego
wszystkiego.
Po
pewnym czasie wiesz już, że wszystko, co cię otacza jest
tylko iluzją zbudowaną z twoich (i wszystkich innych jej
mieszkańców) pragnień i wyobrażeń. Wiesz także, że ten
poziom "nieba" wcale nie jest ostatnim. A mimo to
długo jeszcze będziesz poddawać się błogiemu stanowi
zadowolenia.
A
szkoda. Pomimo, iż faktycznie spotkało cię coś dobrego, nie
jest to jeszcze rzecz najlepsza. Czekają na ciebie kolejne
poziomy. Każdy doskonalszy i każdy zbudowany z coraz mniejszej
ilości iluzji. Kiedy wreszcie poczujesz się gotowa do dalszej
drogi - ze zdumieniem stwierdzisz, że nie potrzebny ci dom,
ogród, jedzenie, a w końcu także i ciało. Zrozumiesz, że
jesteś czystą energią. Cząstką energii wypełniającej
wszechświat w całości i każdą jego cząsteczkę z osobna.
Zrozumiesz, że tak naprawdę jesteś zbudowana z Boga
(Absolutu), jesteś Nim. Kiedy po długiej ewolucji swojej
świadomości dopuścisz do siebie tę prawdę, czeka na
ciebie...
Opis
tego etapu bazuje właściwie tylko na jednym źródle -
przekazach channelingowych. Co prawda pojawiają się o nim
liczne wzmianki w relacjach z OBE, ale pozbawione są one
jakichkolwiek szczegółów mogących służyć za wzorzec tego,
co nas na nim czeka.
5. Ostatni poziom
"nieba"
Nikt
z praktykujących OBE, ani doznających NDE tu nie był.
Duchy przychodzące na seanse spirytystyczne mają o tym
blade pojęcie, lub zgoła nie wiedzą o nim nic. A jednak
ludzie jakoś zdobyli wiedzę na temat tego najwspanialszego,
najdoskonalszego stanu, jaki może nas spotkać. Monroe
nazywa ten stan-miejsce Domem i uzyskuje informacje o nim od
bytów, które - choć same go jeszcze nie zaznały - stoją
w jego przedsionku. Chrześcijanie mówią o tym - zespolenie
z Bogiem. Hinduiści - zlanie z Brahmanem. Buddyści -
rozpłynięcie w Nicości. To emanacja niewyobrażalnej
energii odczuwanej przez świadków jako Miłość i Dobro w
najczystszej postaci (choć może to być odczucie
subiektywne, tak jak to, które powoduje, że prąd
drażniący język czujemy jako gorzki) tak silne, że dla
zwykłego śmiertelnika oślepiające i nie do wytrzymania.
Czy stając się jednością z całym wszechświatem
zapomnimy, kim byliśmy na Ziemi (czy dowolnej innej
planecie) ? A może wręcz przeciwnie - uzyskamy
świadomość wszystkich swoich form i doświadczeń będąc
jednocześnie Wszędzie i Zawsze. Wszak czas jest tylko
efektem ubocznym powstania materii. Kiedy tam dotrę, nie
powiem już o sobie "ja, Alex44", lecz "ja,
Absolut. Między innymi - Alex44"
Opisy
tego etapu praktycznie nie istnieją. Dokonałem syntezy
strzępków informacji pojawiających się we wszystkich
cytowanych wyżej źródłach w sposób jak najbardziej dla mnie
logiczny - jako ukoronowanie długiej fizycznej i duchowej
ewolucji każdej istoty. Wychodząc z założenia, że skoro
wszystko wywodzi się z Absolutu - normalną koleją rzeczy jest
dążenie do ponownego zespolenia się z Nim.
Jeśli
podczas lektury tego cyklu nasunęły Ci się jakieś uwagi,
wnioski, pytania - proszę o kontakt (skorzystaj z zamieszczonego
poniżej łącza). W temacie wiadomości proszę napisać
"Za zasłoną śmierci". Wszystkie listy będą brane
pod uwagę w kolejnych rozszerzeniach niniejszego cyklu.
Alex44
|