| TOP Dział 09/2010 |
Czas Bogów/Zaświaty/Transkomunikacja 1
Wprowadzenie
Od tysiącleci ludzkość głowiła się nie tylko
nad zagadką istnienia i kształtem zaświatów (ten temat
szerzej poruszam w cyklu artykułów pod wspólnym tytułem
"Za zasłoną śmierci"), ale także nad problemem
komunikacji pomiędzy tym i tamtym światem. Poprzez wieki swego
istnienia różne kultury wypracowały swoje własne sposoby
porozumiewania się ze swoimi zmarłymi, rozmaitymi duchami
przyrody, duchami opiekuńczymi, demonami, aniołami, bogami, czy
jakimikolwiek innymi istotami niematerialnymi. Często właśnie
na kanwie takich doświadczeń (i to bez względu na ich
powodzenie) powstawały nowe kulty i religie. Zdecydowana
większość z tych, które przetrwały do dziś swoje istnienie
opiera na bezpośrednim przekazie informacji bądź to od
głównego bóstwa, bądź to bóstw pomocniczych, duchów
przodków lub istot pozaziemskich. Nic więc dziwnego, że
funkcja pośrednika między tym i tamtym światem stała się
zajęciem intratnym, w mniejszym stopniu służącym rzeczywistym
kontaktom, w większym zaś podnoszeniu prestiżu lokalnego kultu
i jego opiekunów. Nie jest więc dziwne, że jedna z
największych obecnie ziemskich religii (zapewne w obawie przed
potencjalną konkurencją) stanowczo zabroniła swoim wyznawcom
jakichkolwiek prób kontaktu z tamtą stroną na własną rękę.
Spoglądając na dzisiejszy zasięg tego kultu przyznać należy,
że pod względem taktycznym było to posunięcie genialne.
Szkoda tylko, że dzięki temu zdecydowana większość jego
wyznawców nie potrafi już doznawać sacrum, misterium kontaktu
ze swoim własnym wnętrzem bez pośrednictwa kapłanów,
których indolencja, chciwość, ograniczenie światopoglądowe i
umysłowe płaskostopie powalają na kolana. Ale zdaje się, że
cały czas właśnie o to chodziło.
Powróćmy jednak do początków. Techniki
wykorzystywane dla uzyskania kontaktu z tamtym światem były i
są tak różne, jak kulty i cywilizacje, które z nich wyrosły.
Jedną z pierwszych, a jednocześnie najczęściej stosowanych -
także i dziś - była technika transu. Do jego osiągania
używano różnych środków; od roślin halucynogennych, a nawet
silnie trujących, poprzez trucizny odzwierzęce, tańce i
muzykę transową aż po współczesne oddziaływania
hipnotyczne. Trans wywoływany środkami odurzającymi stosują
do dziś szamani wszystkich kultur koczowniczych, ale korzystano
z niego także w starożytnej Grecji i Egipcie. Muzyka i tańce
transowe zachowały się do dziś wśród wielu plemion Afryki,
ale także w Indiach (tańczący Derwisze). Wreszcie techniki
oparte na hipnozie i pokrewne - wynalazek końca XIX wieku -
stosowany przede wszystkim przez tak zwanego "cywilizowanego
białego człowieka", czyli rasę, która całkowicie
zatraciła poczucie jedności ze swoim środowiskiem naturalnym.
Ostatnią zaś grupą w tej kategorii są sny. Dostępne dla
każdego; profana i kapłana, cynika i mistyka. Wymagające
jedynie minimum wrażliwości i spostrzegawczości.
Kolejnym - równie starym, choć znacznie mniej
rozprzestrzenionym - sposobem rozpoznawania woli bogów, czy
znaków nadchodzących z tamtego świata były techniki
wróżebne. Choć w sumie stanowiły dość znaczący odsetek
prób kontaktów z zaświatami, każda z nich z osobna była
jedynie lokalnym wynalazkiem ułatwiającym oszukańcze praktyki
różnej maści kapłanom i wróżbitom. Należały do nich
wróżby z wnętrzności zwierząt, obserwacja kształtu ognia i
dymu z ofiar całopalnych lub konwulsji człowieka, któremu
zadawano śmiertelne pchnięcie (w czym podobno specjalizowali
się celtyccy Druidzi). Zbliżone techniki opierały się na
rzutach łodyg krwawnika chińskiego (Księga Przemian I-Cing),
obserwacji chmur, drzew, zachowania zwierząt w określonych
warunkach itp. Cała ta kategoria charakteryzowała się
całkowitą dowolnością interpretacji obserwowanych zjawisk
według mniej lub bardziej sprecyzowanych prawideł znanych
jedynie wąskiej grupie "wtajemniczonych" czerpiących
z tego tytułu spore korzyści majątkowe.
Kategorią pokrewną do poprzedniej są wszelkie,
stosowane do dziś, techniki medialne polegające na próbach
uzyskania kontaktu z tamtym światem za pomocą rozmaitych
rekwizytów pomocniczych. Wśród najdziwniejszych przedmiotów
znajdziemy tak popularne i rozpowszechnione, jak karty (z Tarotem
na czele), szklane kule, tabliczki "oui-ja", kamienie
runiczne, tabele numerologiczne, księgi kabalistyczne, talizmany
i amulety produkowane w hurtowych ilościach i przez to nic nie
warte i dziesiątki innych, których jedynym zadaniem jest
zwodzenie oczu i umysłów tych, którzy mają z nich korzystać.
Do grupy tej dołączyły ostatnio najnowsze "zabawki"
człowieka - radio i telewizja. Trudno tu mówić o zwodniczości
tych urządzeń i uzyskiwanych dzięki nim kontaktom z
zaświatami. Zwolennicy ich skuteczności stanowczo twierdzą,
że o jakichkolwiek wątpliwościach nie może być mowy. Cóż.
Podobnie twierdził Torquemada paląc czarownice na stosach...
Wymieniłem i opisałem krótko zaledwie kilka
przykładów z przebogatego arsenału transkomunikacji. Nie
znający mnie czytelnik pomyślał zapewne, że jestem w tej
materii całkowitym sceptykiem. Nic bardziej mylnego. Mój
sceptycyzm odnosi się do owczego pędu (używając słów pana
prezydenta) do korzystania z pomocy pośredników i rekwizytów w
poszukiwaniu odpowiedzi, które dostępne są dla każdego z nas
bezpośrednio. Odpowiedzi, które nosimy w sobie. Co zaś do
technik moje zaufanie wzbudzają jedynie te, które pozwalają
samodzielnie eksplorować niezbadany, niematerialny świat.
Zaliczam do nich niemalże całą pierwszą, spośród
wymienionych w tym tekście, grupę. A także - co zapewne nie
jest niczym nowym dla tych, którzy zetknęli się już z moimi
artykułami - OBE. Czy to uzyskiwane na drodze medytacji,
długotrwałych ćwiczeń umysłu, czy też drogą indukcji
hipnotycznej.
Do tej pory zajmowałem się technikami. Jednakże
nie tylko one zmieniały się przez tysiąclecia. Zmieniało się
także ludzkie nastawienie do samego faktu istnienia zaświatów
i możliwości kontaktu z nimi. Generalnie - im wyższy poziom
techniczny, tym słabsza wiara w tamten świat i większa pogarda
dla prób komunikacji z nim. Renesans transkomunikacji (nazywanej
wówczas spirytyzmem) przypadł na drugą połowę XIX wieku,
kiedy to udział we wszelkiej maści seansach spirytystycznych
należał do dobrego tonu, a nawet obowiązku każdego
szanującego się człowieka. Był to jednak także okres
największej kompromitacji tego zagadnienia. Żądne sławy i
pieniędzy media nagminnie fabrykowały dowody swoich
"zdolności", co nietrudno było udowodnić, a co
stawiało w złym świetle także media uczciwe i posiadające
realne uzdolnienia w tym kierunku. Dlatego przyznać należy, że
późniejsza fala krytycyzmu i powszechnego odrzucenia spirytyzmu
wyszła temu zjawisku na dobre. Dziś obserwujemy ponowną falę
zainteresowania transkomunikacją, jednakże zupełnie nowe
techniki badawcze pozwalają starannie weryfikować otrzymywane
rezultaty, dzięki czemu jedno fałszywe medium nie rzuca cienia
na całe zjawisko.
W ten oto sposób udało mi się zasygnalizować
tematykę kolejnych artykułów z tego cyklu. Postaram się
przybliżyć w nich kolejno wymienione wyżej grupy technik
transkomunikacji, zaczynając od technik transowych. Do lektury
którego to artykułu serdecznie zapraszam...
Alex44
|