Wizje. Wielu ich doświadczyło.
W zasadzie chyba każdy, choć nie wszyscy mogą sobie zdawać z
tego sprawę. Nie wiemy bowiem zwykle, jak zdefiniować wizję,
często rozumiemy pod tym pojęciem coś nadnaturalnego, a więc
nie ujmujemy za wizję tego wszystkiego, co możemy racjonalnie
wytłumaczyć. Tymczasem wizje to często coś zupełnie
naturalnego, często nie mającego nic wspólnego z tak zwanymi
'zjawiskami paranormalnymi'. Z drugiej jednak strony człowiek
przejawia tendencję do bagatelizowania wszystkiego, czego jednak
nie jest w stanie przełknąć jego racjonalny umysł. Postaram
się w tym właśnie artykule przedstawić wizje określane
mianem pareidolii, które nie są, jak się okaże, niczym
niezwykłym, co nie oznacza jednak, iż zawsze mają charakter
czysto naturalny.
Co kryje się pod tą
tajemniczą nazwą - pareidolia? Otóż coś, co spotyka nas
niemal na każdym kroku - złudzenia optyczne. Jest to przykład
typowego złudzenia, występuje tu bowiem element zewnętrzny,
który wpływa na naszą psychikę w ten określony sposób, że
wywołuje wrażenie sensownego obrazu. Na chłopski rozum są to
takie przypadki jak: widzenie twarzy w chmurach, na przypadkowych
powierzchniach, nocne cienie, które układają się w widma
przerażających potworów, to sylwetka mordercy czająca się za
rogiem, gdy wracamy przed świtem z imprezy. To wreszcie twarz
Jezusa pojawiająca się na ścianie po długim wpatrywaniu się
w 'magiczny papierek' który w istocie okazuje się być
wymyślnie spreparowanym negatywem - zarysu brodatej twarzy w
aureoli. Wszystko to określa się zbiorczą nazwą pareidolii i
zalicza do złudzeń.
Cóż jest w takim razie
ciekawego w owych omamach wzrokowych? W końcu to czysta
'głupota', przecież sami 'tworzymy' widziany obraz we własnej
psychice! To wszystko prawda, ale jednak zjawisko to pozostaje z
kilku powodów interesujące. Taką intrygującą kwestią jest
'zaraźliwość' tego typu wizji. Gdy jedna z osób w grupie
doszuka się w pędzących na niebie obłokach kształtu Pinokia
i zawoła innych, by podziwiali jej odkrycie, Ci nie zobaczą nic
innego, tylko właśnie pajacyka. Warto tu wspomnieć o kolejnej
ciekawej cesze charakterystycznej pareidolii - są trwałe i nie
znikają, gdy tylko oderwiemy wzrok od przedmiotu materialnego,
który stał się przyczyną złudzenia. Gdy dostrzeżemy w
dziwnym ułożeniu odprysków farby na ścianie coś dziwnego to
obraz ten pozostanie na tej ścianie na długo. Ale po pierwsze
pozostanie tylko dla nas i osób, dla których go 'odkryjemy',
czyli dokładnie wskażemy o co nam chodzi: gdzie i co
ujrzeliśmy. Co więcej - mimo, iż dany układ plam istniał na
interesującej nas ścianie do dawna, dany obraz powstał dopiero
w chwili, gdy ktoś własnym spostrzeżeniem powołał go do
życia! Rzeczywistość jest subiektywna: obiektywnie nic się
nie zmieniło, subiektywnie nasz własny obraz świata wzbogacił
się o zabawną ścianę, złudzenie zaistniało, doznaliśmy
wizji.
Złudzenia optyczne mogą stać
się przyczyną grupowej wizji. Skoro bowiem istnieją trwale i
możemy je przekazać innym osobom, w szybkim czasie tłumy mogą
twierdzić, że doznały tej samej wizji. Zwłaszcza, gdy
dostrzeżemy znany symbol, lub postać wieść o 'nagłym
pojawieniu' się czegoś dziwnego rozbiega się szybko.
Szczególnie spektakularnym przykładem są tu niektóre z wizji
o charakterze religijnym [podkreślam NIEKTÓRE]. Ktoś
przypadkiem, błądząc wzrokiem po swoim domu dostrzeże na
oknie plamę, ta zwróci jego uwagę, zacznie nam coś
przypominać, a gdy jeszcze na dodatek dzieje się to w czasie
powrotu z niedzielnej mszy... Objawienie murowane! Co wówczas
robimy? Pędzimy do sąsiadów i znajomych, Ci do swoich, ksiądz
na kolejnej mszy poinformuje o tym całą parafię, w szybkim
czasie zaczną ściągać w miejsce 'cudu' prawdziwe pielgrzymki,
a w końcu pojawi się Marcin Wrona, podłączy wysokie napięcie
i wieść rozbiegnie się na całą Polskę: u Kowalskich w
Pcimie objawiła się Matka Boska! A w ogólnopolskim Radiu
rozlegnie się wołanie: datki na budowę sanktuarium przyjmujemy
pod numerem konta...
Oczywiście ta zabawna, choć
prawdziwa historyjka miała tylko urozmaicić text, a nie
obrażać kogokolwiek. Każdy bowiem ma własny obraz świata i
jeśli jest w nim miejsce na tego typu objawienia, to jest to
jego prawo. Chciałem jednak na tym barwnym przykładzie wykazać
kolejną właściwość pareidolii - gdy już raz ktoś
dostrzeże określony wzór, nie ma siły, by przekonać
kogokolwiek, że istniał on od dawna, nawet Ci, którzy dobrze
znają okolicę będę z pełnym przekonaniem utrzymywać, że
choć przechodzili tędy od lat, to nigdy czegoś podobnego nie
widzieli. I, żeby jeszcze sprawę skomplikować, tak było w
istocie. Ludzie Ci bowiem nie widzieli cudu, bo go nie było -
widzieli plamę. Ale pewnego dnia ktoś uznał, że ta plama coś
przypomina i już nie było plamy - zaistniał cud.
Podobne fenomeny nie dotyczą li
tylko tematów religijnych, choć te faktycznie są najbardziej
nagłaśniane. Pareidolia towarzyszą człowiekowi od wieków i
odgrywały niegdyś ogromną rolę. Jeszcze nie tak dawno temu
każdy przypadek tego typu, jak przeze mnie opisany zostałby
uznany za cud przez czynniki oficjalne i stał się przyczynkiem
do uznania miejsca objawienia za szczególne, co zapewne
skutkowałoby wybudowaniem świątyni, a w przyszłości
rozkręceniem biznesu pielgrzymkowego. Jednak o wiele
istotniejsza jest rola pareidolii w kulturach tzw. prymitywnych.
Tego typu złudzenia są podstawę rozmaitych wróżb, z których
niektóre przetrwały do dziś. Hawajscy kahunowie wpatrywali
się w chmury by z nich odczytać odpowiedź na pytanie
skierowane do duchów. Kapnomancja to natomiast rozpowszechnione
w Ameryce Środkowej wróżenie z dymu. Podobnie wróżenie z
kości, kamyków, krwi i wnętrzności zwierząt składanych w
ofierze, wreszcie - fusów herbacianych... Wszystko to, są to
nie mające zwykle nic wspólnego z kwestiami paranormalnymi
układy przedmiotów materialnych, z których My sami tworzymy
wizje, objawienia, wróżby, przesłania z Zaświatów. Ale czy
zawsze jest to tak bezsporne i oczywiste, wyprane z wszelkich
aspektów paranormalności? Nie byłbym sobą, gdybym
odpowiedział twierdząco :-)
Czy nie jest bowiem możliwe,
że niektóre pareidolie są wywoływane nie przez naszą
psychikę, a zewnętrzny czynnik paranormalny? Jest to teza godna
uwagi zwłaszcza w przypadku tego typu złudzeń, których nie
odbieramy w jeden określony sposób, które zmieniają się
przekazując nam określone przesłanie. Gdyby dla przykładu
wspomniany wizerunek Matki Boskiej zaczął się zmieniać
wyrażając raz smutek, raz radość trzeba by było głębiej
się nad tym zastanowić. Podobnie z widzeniem twarzy w chumrach.
Amerykański generał George
Patton [który, na marginesie, głęboko wierzył w duchy]
opisuje w swych pamiętnikach twarze swoich zmarłych przodków,
którzy wyrzucali mu tchórzostwo, gdy krył się przed
niemieckim ostrzałem i nagradzali go pogodnym spojrzeniem, gdy
wygrywał kolejną bitwę. Przeanalizujmy dokładniej ten
przypadek. Z pozoru mamy tu do czynienia z typowymi przykładami
złudzeń optycznych: raz generał ujrzał w chmurach pogodne
twarze, innym razem były zasępione. Taki a nie inny obraz
możemy przypisać psychice Pattona, który podświadomie
odwoływał się do wspomnień o swych przodkach zmarłych w
czasie poprzedniej wojny, a wyraz ich twarzy odpowiadał kondycji
psychicznej generała. Ale, czy biorąc pod uwagę fakt, że
Patton prowadził w swym namiocie długie rozmowy z duchem
zmarłego ojca, wszystko nadal wydaje się takie proste i
oczywiste? Moim zdaniem, nie.
Sugeruję tym samym, iż duchy
zmarłych, w możliwość kontaktu, z którymi głęboko wierzę
wpłynęły w określony sposób na psychikę George'a Pattona.
Wątpliwe jest bowiem, by duchy w odpowiedni sposób
kształtowały układ chmur na niebie, ale ingerencja w procesy
myślowe generała to już zupełnie inna sprawa, całkiem
prawdopodobna. Mielibyśmy tym samym do czynienia z podobnym
mechanizmem, jaki występuje przy objawieniach opartych na modelu
projekcji subiektywnej. Chodzi tu o ten rodzaj objawień [jak w
Fatimie], gdzie jedynie garstka wybranych doświadcza objawienia
- istnieje ono jedynie w ich rzeczywistości, inaczej mówiąc
pojawia się bezpośrednio w mózgach określonych osób, jest
serwowane [przez kogo?] bezpośrednio do psychiki ludzkiej. Czy w
przypadku George'a Pattona mamy do czynienia z identyczną
sytuacją tyle, że zamiast istot stojących za objawieniami mamy
do czynienia z duchami zmarłych?
Kończąc ów krótki wywód na
temat pareidolii, który w trakcie pisania przeobraził się z
textu o charakterze definicji w moje luźne rozmyślania, czas na
kilka słów podsumowania. Przedstawiłem pareidolie jako coś
najzupełniej normalnego, a będącego produktem pracy naszych
wyobraźni pobudzonych przez określony układ bodźców
wizualnych. Ten 'naturalny' charakter tych właśnie wizji
stanowi zapewne 90% wszelkich doznawanych złudzeń optycznych.
Nie budzą wątpliwości sytuacje, gdy po prostu zobaczyliśmy
coś dziwnego i... na tym koniec. Ale pozostaje te 10%, gdy
pareidolie są czymś więcej, niż tylko złudzeniami, gdy
zmieniają się nie pod wpływem nas samych, czy czynników
zewnętrznych, ale nijako z własnej inicjatywy. Gdy niosą ze
sobą przesłanie, proroctwo, obraz rzeczywistości, która
dopiero ma nastąpić. Czy jest to ingerencja duchów, czy też
emanacja wizjonerskich procesów, jakie zachodzą w naszej
świadomości - nieważne. Ważne jest to, iż w tym właśnie
punkcie złudzenia optyczne, nad którymi przechodzimy zwykle do
porządku dziennego mają charakter paranormalny. I nie należy
ich lekceważyć.