Czy
zdarzyło Ci się kiedykolwiek pielęgnować bardzo żywe i
szczegółowe wspomnienie jakiejś sytuacji lub wydarzenia,
które po jakimś czasie okazywało się... nieprawdziwe ?
Kiedy miałem 7 lat
zaliczyłem upadek na główkę z dwumetrowej drabiny na
betonową posadzkę, co skończyło się kilkumiesięczną
rekonwalescencją w szpitalu. Ilekroć wspominam to wydarzenie,
widzę bardzo dokładnie, z wieloma szczegółami kilka
następujących po sobie sekwencji: Dom w budowie, do balkonu
przystawiona drabina, ze starszym bratem majstrujemy coś na tym
balkonie. W pewnej chwili ulicą obok przechodzi dziewczyna
(sąsiadka) i woła do mnie, żebym szybko zszedł na dół, to
dostanę coś dobrego. Schodzę bardzo szybko... za szybko. Na
którymś ze szczebli pośrodku długości drabiny noga traci
oparcie i spadam głową w dół. Ciemność.
Historia ta, opowiadana przez
mamę, jeszcze przez wiele lat ubarwiała niemal wszystkie
imprezy rodzinne i spotkania towarzyskie, podczas gdy ja
wysłuchiwałem jej z pokorą i wstydem dodając w myślach
pointę; "łakomstwo nie popłaca". Tak było przez
następne 24 lata.
Dosłownie kilka dni temu
spotkałem się z moimi starszymi braćmi na luźnych wspominakch
z naszych młodych, wesołych lat. Przechwalaliśmy się, kto z
nas ma na sumieniu więcej i grubszego kalibru
"wyskoków". - A ja spadłem z drabiny - zalicytowałem
w pewnej chwili. Obaj bracia zrobili duże oczy. - Nie spadłeś
- odpowiedzieli niemal jednogłośnie, po czym młodszy z nich
uzupełnił - To ja cię zepchnąłem z tej drabiny. Nie
pamietasz ?
Oczywiście nie pamiętałem.
Bracia dokładnie odtworzyli przebieg wydarzeń (obaj byli jego
uczestnikmi, choć pamiętam tylko jednego). Kiedy
rodziców nie było w domu moi starsi bracia zajęli się swoimi
sprawkami. Ja z braku własnych pomysłów snułem się za nimi.
W końcu uciekli przede mną na balkon nowo budowanego domu.
Oczywiście postanowiłem im towarzyszyć. Kiedy byłem już
powyżej połowy drabiny starszy z nich wrzasnął na mnie,
żebym nie łaził ciągle za nimi. Młodszy posunął się o
krok dalej - potrząsnął drabiną. Straciłem równowagę i
zleciałem głową w dół na betonowe podłoże.
Skąd więc przechodząca ulicą
dziewczyna, mamienie słodyczami, moje potknięcie ? - To była
wersja dla rodziców, aby uniknąć odpowiedzialności za to, co
się stało - wyjaśnili. Zamykam oczy i próbuję jeszcze raz
przypomnieć sobie przebieg wypadków; z dużą ilością
szczegółów widzę siebie schodzącego z
drabiny, sąsiadkę, potknięcie, upadek. Nie ma i chyba już do
końca mojego życia nie będzie w tym wspomnieniu starszego z
braci i fatalnego pomysłu młodszego. Wielokrotnie opowiadana w
rodzinnym gronie, często ubarwiana, wzbogacana o dodatkowe
szczegóły historia wymyślona przez moich braci stała się
prawdziwsza od prawdy. To, że uwierzyli w nią ludzie nie
będący świadkami zdarzenia - normalne, ale dlaczego
uwierzyłem w nią ja, bezpośredni uczestnik wydarzeń ?
Tutaj pojawiają się podstawowe
warunki zaistnienia pamięci zastępczej:
blokada (brak) wspomnień
rzeczywistego przebiegu wydarzeń (w moim przypadku szok
pourazowy)
dostatecznie często
powtarzana wymyślona wersja zdarzenia
powszechna (lub tylko
wewnętrznie uzasadniona) akceptacja narzuconego obrazu
Wszystkie trzy warunki
spełniane są na przykład podczas regersji hipnotycznej.
Dlatego jeśli po hipnotycznej sesji regresingu budzisz się z
głębokim przeświadczeniem, że w poprzednim wcieleniu byłeś
Kleopatrą, to najpewniej jest to pamięć zastępcza
zaszczepiona (najczęściej nieświadomie) przez hipnotyzera.
Niewielu specjalistów na świecie potrafi przeprowadzić
regresing w sposób na tyle fachowy, aby ustrzec się tego
niebezpieczeństwa.
Ale pamięć zastępcza to nie
tylko tak spektakularne wyjątki, jak mój, czy uczestników
regresingu. W mniejszym lub większym stopniu każdy
z nas jest jej ofiarą. Sztuczną pamięć wtłaczają nam
reklamy, filmy, zbiorowe mniemania i ugruntowane teorie, religie
i naukowe dogmaty. Pół biedy, jeśli jest to osobnicza
pamięć zastępcza - czyli dotycząca historii pojedyńczej
osoby. Problem zaczyna się w momencie, kiedy pamięć zastępcza
zaczyna być masowa. Kto ocalił Rzym ? - Gęsi.
Kto zbudował Wielką Piramidę ? - Cheops. Pierwszą bombę
atomową ? - Amerykanie. Atlantyda - mit. Ramajana - bajka
religijna. To wszystko (i tysiące innych "faktów")
jest właśnie pamięcią zastępczą spełniającą dokładnie
wszystkie trzy powyżej wymienione warunki. Fajnie, że dzięki
mozolnemu wysiłkowi historyków i archeologów mamy jakąkolwiek
pamięć dawno minionych wydarzeń. Ale dlaczego - na Boga -
kiedy pojawiają się nowe fakty, podpory odrzuconych tez, nasza
pamięć musi pozostać nienaruszona ? Czy ta niezwykła
zdolność naszej pamięci i wyobraźni potrafiących w lot
uzupełniać luki, odtworzyć (często tylko wymyślony) przebieg
wydarzeń - muszą obracać się przeciwko nam ?
Potrzeba dużego formatu
psychologa, czy psychiatry, aby pojedyńczej osobie przywrócić
właściwe wspomnienia i właściwy osąd sytuacji, której była
świadkiem. A kto uczyni to z całą ludzkością ? Kto
uświadomi nam, że obraz serwowany przez oficjalną naukę,
przez większość religii jest conajmniej niepełny (by nie rzec
- z gruntu fałszywy) ? I w dodatku przywróci nam obraz
prawdziwy ?
Kiedy czytasz artykuły w
"Czasie Bogów", artykuły z prasy
"ezoterycznej" i książki z tego zakresu - musisz
zdać sobie sprawę, że ich autorzy (w tym także my) w
pierwszej kolejności próbują odsłonić to, co kryje się za
powszechnie przyjętą pamięcią zastępczą. Ale już w drugiej
kolejności budują inną. Tak samo subiektywną - choć
odwołującą się do innych, może pełniejszych, danych. Być
może w tej akurat kwestii najbardziej obiektywne (choć niezbyt
"cenzuralne") stwierdzenie ukuto w czasach polskiego
socrealizmu: