dzisiaj:
jesteś 1536987 gościem na bogowie.org.pl
Ta zakładka została odwiedzona 14 razy od 01.09.2010
Aktualny PageRank strony bogowie.org.pl dostarcza: Google-Pagerank.pl - Pozycjonowanie + SEO    napisz do mnie

Twoja wyszukiwarka

szybkie zarabianie w sieci

Strona głównaPaleoMitologieHipotezyTajemnicePsiRozwój duchowyLeksykonGaleriaNa luzieBibliografiaWWWFilmAlexianizmGłosyForumKsięga Gości •      • WspółpracaMapa strony
pozycji: 24
ostatnia: 2003-05-29
HISTORIA
Kto odkrył?
...teleskop?
(1)...Amerykę?
(2)...Amerykę?
EGIPT
Wielka Piramida
Cayce a Wielka Piramida
Cheops a Wielka Piramida
Klątwa faraonów
Dane techniczne WP
Fenomen WP
Osiągnięcia kulturalne
Wiek Gizy: Sfinks
Szyb Gantenbrinka
Wiek Gizy: Piramidy
Czym była WP?
WINGMAKERS
Na Skrzydłach Stwórcy
Wątpliwości
Inne spojrzenie 1
Inne spojrzenie 2
NIEZBADANE
Katastrofa Tunguska
Całun Turyński
Światła na Marsie
Wiry grawitacyjne
Alchemia
Podziemne światy

TOP Dział 09/2010
Paleo493
Głosy287
Tajemnice262
PSI196
Źródła163
TOP artykuł 09/2010
Galeria/116
Paleo/(1) Księga Jaguara48
Paleo/Enuma Elisz45
Tajemnice/Czym była WP?42
Na luzie/Typ osobowości39
Paleo/(9) Post Scriptum31
Paleo/(1) Wprowadzenie31
Mitologie/Kasandra26
Głosy/Niezwykły piktogram25
Głosy/Nieznana historia23

zobacz więcejPodręcznik radiestezji praktycznej

Gilbert Le Cossec

zobacz więcejRadiestezja dla każdego

Mirosław Winczewski

zobacz więcejRadiestezja stosowana czyli teoria i praktyka radiestezji

Królicki Zbigniew

zobacz więcejRadiestezja. Nauka, praktyka, ochrona

Leszek Matela

zobacz więcejABC biometrów. Praktyka radiestezyjana dla każdego

Leszek Matela

Tajemnice
Katastrofa tunguska
Katastrofa tunguska

Dzień syberyjskiej tajgi

Syberyjską tajgę czas - jak się wydaje - omija z daleka. Prawda, przecina się przez nią teraz największa inwestycja Związku Radzieckiego, Bajkalsko - Amurska Magistrala (BAM), lecz wystarczy bodaj kilka kilometrów oddalić się od miejsca budowy, by ocenić piękno nietkniętego ręką ludzką lasu i - mimo wszystkonikłość wysiłków ludzkich wobec niezmierzonego zarówno w czasie, jak i przestrzeni trwania przyrody.

Nie mijające lata zmieniają tajgę, tylko pory roku. Dlatego też gdy sam wreszcie znalazłem się przed kilku laty w jej ostępach, największą trudność stanowiło dla mnie cofnięcie się nie o 60 lat, tylko o : 4 miesiące ! Zapewne wówczas, jak i teraz jednakowo szumiały drzewa i śpiewały ptaki i z pewnością tak samo ciamkało lepkie błoto, przy każdym kroku zdradliwie wciągające w głąb nogi, i przebłyskiwały wśród poszycia ciemnorudymi lusterkami wody nieruchome uroczyska. Tylko że teraz tajga była bardziej jasna, przejrzysta i mieniła się wszystkimi odcieniami typowych kolorów jesieni: żółci i purpury, A jaka była wówczas ? Bardziej zielona ? Bardziej gęsta ? Bardziej cicha ?

I nagle zwalił się na nią oszałamiający huk jakby gigantycznej kanonady. Nieliczni świadkowie tego dziwnego zjawiska, którzy w czas unieśli głowy, zdążyli dojrzeć na niebie mknącą ognistą kulę jaśniejszą od słońca. W moment później powietrzem wstrząsnął wybuch niezwykłej siły. Przerażeni mieszkańcy leżącej wśród tej syberyjskiej tajgi faktorii Wanawara, którzy wybiegli z rozlatujących się pod wpływem podmuchu domów, ujrzeli na horyzoncie oślepiającą, ognistą fontannę, która z wolna rozpłynęła się w grzybopodobną chmurę dymu. Gigantyczny słup dymu nad tajgą zauważono także w Kireńsku nad Leną (odległym od Wanawary o 450 km), Późniejsze obliczenia wykazały, że aby mógł on być widoczny z tej odległości, musiał wznosić się co najmniej na wysokość 20 km. Na kolei transsyberyjskiej w pobliżu Kańska (800 km od Wanawaryl) maszynista usłyszawszy wybuch zatrzymał pociąg, aby sprawdzić, czy to nie rozerwał się przypadkiem wieziony przez niego w wagonach towarowych ładunek. Bogatsi pasażerowie wyciągnęli zegarki. Była godz. 7.17 rano.

Sejsmografy, które w obserwatoriach geologicznych Taszkientu i Irkucka zarejestrowały wstrząs ziemi, zanotowały czas jeszcze dokładniejszy : godz. 7 17 i 11 sek. Jeszcze przez tajgę przeleciał gwałtowny huragan Potrzskane i popalone drzewa z trzaskiem łamiący wyższe drzewa. Jeszcze Angara wezbrala gigantyczną falą, która zmiotła plynących po rzece flisaków. Nieliczni, którzy się uratowali, twierdzili później, że fala była tak wysoka, iż niosła bale z rozbitych tratw ustawione pionowo. I potem znów wszystko powróciło do poprzedniego stanu.

Chociaż nie wszędzie. W obserwatoriach meteorologiczrlych Petersburga, Kopenhagi, a nawet Waszyngtonu zanotowano dziwną falę powietrzną, która prawdodobnie obeszła calą Ziemię i następnego dnia, z opóźnieniem 3O-godzinnym, zanotowana została jeszcze powtórnie w Poczdamie i Londynie. Tydzień później dyrektor paryskiego obserwatorium astronomicznego Eslangon na zebraniu Francuskiej Akademii Nauk zakomunikował, że następnego dnia po wybuchu w Bordeaux było tak jasno, iż jeszcze o godz. 21:56 możne było swobodnie czytać z odległości 3O cm, zaś dzień później o godz 21:15 szereg obserwatoriów meteorologicznych zwróciło uwagę na olbrzymią ilość srebrzystych obłoków na niebie. Prof. N. Wasiliew, który w roku 1968 przeprowadził szczegółowe obliczenia, doszedł do wniosku , że ogólna powierzchnia tych obłoków musiala wynosić okolo lO mln km kwadratowych. Wreszcie stacja naukowa w Kalifornii, która jako jedyna na świecie prowadziła systematyczne pomiary promieniowania słonecznego, zarejestrowała w ciągu następnych trzech miesięcy silne zmętnienie atmosfery i znaczne obniżenie nasilenia promieniowania słonecznego.

  ...im wiecej zdobywamy wiedzy na temat tunguskiej zagadki, tym trudniejsza staje się ona do rozwiązania ! Problem zaczyna się od samej trajektorii tego tajemniczego ciała niebieskiego . Zeznanie naocznych świadków są w tym wzgledzie bardzo różnorodne : mieszkańcy Kamionki : " leciało na wschód. Oderwało się od słońca." . Mieszkańcy Kieżmy : leciało z południa na północ, wysoko na niebie". Mieszkańcy Małyszewki : "Leciało na wschód". Mieszkańcy Niżnielimska : "Widzieliśmy w stronie wschodniej, ruch ukośny do horyzontu".

Kiedy się spojrzy na wszystkie te miejscowości na mapie i spróbuje zgodnie z tymi relacjami ustalić trajektorię, to okaże się, że albo były dwie różne trasy lotu, albo ciało tuż przed upadkiem gwałtownie zmieniło kierunek lotu. I to do jakiego stopnla ?!

Według bardzo szczegółowych badań przeprowadzonych na podstawie zeznań świadków i linii drgań sejsmicznych, a także na podstawie świeżych śladów katastrofy zarejestrowanych przez L. Kulika i A. Wozniesienskiego, prof . Astapowicz doszedł do wniosku, że tunguskie ciało leciało z południa w odchyleniu zaledwie 10° na zachód od linii południka, Tymczasem obserwacja świadków z miejscowości Preobrażenka, leżącej 350 km na wschód od epicentrum, a także stwierdzenie A. Zołotowa, że w miejscu wybuchu drzewa powalone zostały w kierunku zachodnim, nasuwają podejrzenie, że ciało to ostatecznie zetknęło się z Ziemią lecąc ze wschodu w odchyleniu aż 115° od południka. Nic dziwnego, że w końcu doc. F. Zigel doszedł do wniosku, że tajemniczy bolid leciał do Kieżmy z południa, następnie skręcił pod kątem 70° na wschód, przeleciał w tym kierunku około 300 km. do mlejscowości Preobrażenka, tu jeszcze raz skręcił (tym razem pod kątem 120°) na zachód i po przeleceniu dalszych 300 km zderzył się wreszcie z ziemią.

Analogia zagadek jednego wybuchu

Nie ma potrzeby podkreślać, jak dziwna jest dla lotu jakiegokolwiek ciała niebieskiego taka trajektoria . A przecież i ona nie potrafi wyjaśnić wszystkich osobliwości "tunguskiego dziwu" (jak w ZSRR powszechnie się to zdarzenie nazywa).

0d roku 1958, kiedy po śmierci Kulika wznowiono prace badawcze w basenie Podkamiennej Tunguski, przez 8 kolejnych letnich sezonów przeprowadzano szczegółową inwentaryzację drzew zniszczonych podczas wybuchu, W tych kłopotliwych i nieefektownych pracach przez 8 lat brały udział setki ochotników, zanim wreszcie szczegółowo przebadano w 700 punktach 50000 drzew.

I dopiero wówczas wynik okazał się rewelacyjny. Obszar objęty wybuchem wynosi łącznie 2200 km. kwadratowych, ale chociaż epicentrum wybuchu znajduje się niemal w środku - terytorium zniszczenia drzew nie przypomina koła ani elipsy, tylko raczej kształt... jakby motyla, przy czym zniszczenia w kierunku "skrzydeł" sięgają na odległość 40 km. od epicentrum. Na podstawie badań powierzchni, którą zniszczył podmuch wybuchu, określonojego moc na minimum 15 mln. ton trotylu. Zgodnie z tymi obliczeniami w centrum wybuchu powinien był powstać lej o średnicy około 1 km.

Tymczasem okazało się, że nie tylko nie ma tego leja, ale w najbliższej okolicy punktu centralnego zachowały się nawet stojące drzewa (tyle tylko, że pozbawione całkowicie gałęzi, a częściowo nawet kory). Dopiero w odległości 1,5 - 2 km od gęsto pokrytego tzw. "lasem słupów telefonicznych" epicentrum inwentaryzacja ujawniła pierwsze upadki drzew, zaś największe ich zniszczenia zanotowano jeszcze 3-4 razy dalej. Czyżby więc tak potężne uszkodzenia tajgi wywołane rzekomym zderzeniem meteorytu z Ziemią w istocie spowodowane zostały wybuchem tajemniczego bolidu jeszcze wysoko nad jej powierzchnią ?

Nie mniej niezwykłe wydają się informacje na temat przebiegu samego wybuchu. Niektórzy z naocznych świadków twierdzili, że słyszeli dwa, inni zaś nawet trzy odrębne wybuchy. Choć dla zderzenia jakiegokolwiek meteorytu z Ziemią jest to zupełnie nieprawdopodobne - także i różne kierunki upadku drzew dowodzą niezbicie faktu kilku odrębnych, uderzających w drzewa z różnych stron podmuchów !

A tu z każdym dniem przybywają wciąż jeszcze nowe, nie rozwiązane zagadki. Wspomniana już inwentaryzacja drzew wykazała ponadto, że większość z nich została opalona w wyniku pożaru, który jednak - według N. Kurbatskiego badającego teren w roku 1961 - wybuchł równocześnie na całym obszarze katastrofy ("tak jakby ogień na cały ten obszar spadł z nieba"). W dodatku G. Zenkin odkrył jeszcze na gatęziach modrzewi ślady przypominające oparzenia promieniowaniem jonizującym. Podejrzenia Zenkina potwierdza także w pewnym stopniu, obserwacja ekspedycji Floreńskiego, iż otaczające bezpośrednio rejon katastrofy drzewa, którym udało się przeżyć, w ciągu następnych lat wykazywały szczególnie obfity (chyba właśnie na skutek napromienienia) przyrost słojów rocznych. W tym duchu zresztą również idzie sugestia kolejnej ekspedycji radzieckiej z roku 1976, która stwierdza, że "naturalne tempo zmiany dziedziczności roślin w tym rejonie zostało przyspieszone mniej więcej 12 razy. Być może jest to wynik intensywnego promieniowania, co odpowiadałoby wersji o nuklearnym charakterze eksplozji." Wprawdzie w dalszym ciągu sprawozdania ekspedycja przezornie się zastrzega, że "nie wyklucza się jednak, iż może to być następstwem pożaru tajgi i gwałtownej burzy magnetycznej, jaka wystąpiła w epicentrum katastrofy", ale w tymże roku 1976 akademik G. Pietrow omawiając w piśmie "Sowietskij Sojuz" zniszczenia tajgi nad Tunguską pisze dosłownie - "Taki efekt mógl dać wybuch bomby o mocy 20-40 mln ton trotylu na wysokości 10-15 km. Przewyższa to o 1 do 2 tysięcy razy moc pierwszej bomby atomowej !" 3. Zniszczona została roślinność w promieniu wielu mil.
4. Przekrój jednego z modrzewi, który przeżył katastrofę tunguską. Charakterystyczne są (zaznaczone strzałkami) szczególnie szerokie słoje przyrostu rocznego, które wystąpiły w ciągu kilku lat po katastrofie.

A więc wybuch (może nawet nie jeden ?) atomowy wiele kilometrów nad Ziemją ? Ale nawet i to - zupełnie już nieprawdopodobne dla jakiegokolwiek meteorytu -założenie też wciąż jeszcze nie potrafi wyjaśnić wszystkich zagadek "tunguskiego dziwu". Doszło w końcu do tego, że w roku 1966 dwaj naukowcy radzieccy, I. Zotin z Komitetu ds. Meteorytów Akademii Nauk ZSRR i M. Cikulin z Instytutu Fizyki Ziemi Akademii Nauk ZSRR zbudowali specjalną makietę tajgi (o rozmiarach 2 x 3 m.) zlożoną z tysięcy "drzew" wykonanych z cienkich, miedzianych drucików, zakończonych plastikowymi "koronami". Nad makietą tą rozciągali oni na równej wysokości i pod różnym kątem nachylenia sznur detonacyjny, który po podpaleniu imitował wybuch nad tajgą, za każdym razem wyginając drucikowe pnie drzew z różną siłą, w innym zasięgu i kierunku. Wreszcie po kilkunastu takich próbach Zotkinowi i Cikulinowi udało się uzyskać na swej makiecie wywał drzew najbardziej zbliżony do zniszczeń w tajdze nad Podkamienną Tunguską. Nastąpiło to wówczas, gdy sznur detonacyjny został umieszczony w pewnej odległości nad makietą, skierowany ku niej z bardzo niewielkim nachyleniem (zaledwie 10°) i w końcowej, najbliższej makiecie części wzmocniony został dodatkowym ładunkiem wybuchowym.

Ale cóż to doświadczenie mówi o prawdziwej katastrofie ? Że wybuch nastąpił stosunkowo wysoko nad Ziemią ? O tym już wiemy, że drugi, silniejszy wybuch nastąpit bliżej Ziemi, nad samym epicentrum ? I o tym zeznawali naocznl śwladkowie. Jednakże dzięki temu doświadczeniu obaj naukowcy usiłują wytłumaczyć katastrofę jako...uderzenie meteorytu w Ziemię. Pierwszy wybuch - według nich - spowodowany został tzw. bangiem, falą uderzeniową zbliżającego się do Ziemi z naddźwiękową prędkością bolidu. Po pewnym czasie jednak coraz bardziej wzrastający opór powietrza gdzieś na wysokości 10 km. nad Ziemią począł kruszyć bolid na coraz mniejsze kawałki, w wyniku czego nastąpił proces zachodzący przy otwieraniu spadochronu. Powierzchnia przekroju poprzecznego ciała gwałtownie się zwiększyła, skokowo wzrosło hamowanie, cała olbrzymia energia kinetyczna meteorytu została błyskawicznie wydalona. Doprowadziło to do prawdziwego wybuchu fali balistycznejn (Zotkin i Cikulin).

I istotnie, takie wyjaśnienie może wytłumaczyć dwa kolejne wybuchy. Dlaczego jednak obaj naukowcy w ogóle nie komentują najciekawszego - moim zdaniem - osiągnięcia ich doświadczenia : nachylenia trajektorti bolidu względem powierzchni Ziemi, kt6re bardziej pasuje do... samolotu niż do meteorytu ! I dtaczego nie wspominają nic o tej olbrzymiej ilości drobnych odłamków meteorytu, które zgodnie z ich interpretacją doświadczenia - musiały tuż nad epicentrum wybuchu zostać rozsiane po tajdze?

Gdzie znikł milion ton ?

Ten brak śladów meteorytu jest jeszcze jedną (kto wie, czy już ostatnią ?) intrygującą zagadką "tungusklego dziwu". Nie upierajmy się już przy marzeniach Kulika, który liczył na odkrycie w głębi tajgi gigantycznego (szereg naukowców na podstawie zniszczeń oceniało jego masę nawet na milion ton !) bloku żelazoniklowego. Dokonane w międzyczasie naukowe badania i odkrycia wykazały już niezbicie, że blok taki w całości i nigdy nie dotarł do Ziemi.

Jeżeti jednak nawet założymy - zgodnie choćby z wyjaśnieniami Zotkina i Cikulina - że meteoryt rozerwał się tuż nad Zjemią, w całej okolicy musiało to wywołać zjawisko tzw. deszczu meteorytowego, złożonego z drobnych, bodaj kilogramowych odłamków. Nietrudno obliczyć, ile ich wówczas musiałoby spaść w promieniu najwyżej kilkunastu kilometrów od epicentrum wybuchu - okrągły miliard !

Tymczasem na całym zbadanym obszarze 2200 km kwadratowych nie znaleziono ani jednego ! Niemal 30 lat badano pobrane jeszcze przez Kulika próbki ziemi w poszukiwaniu bodaj mikroskopijnych cząstek meteorytu. W roku 1957 stwierdzono ostatecznie ich brak. W latach 1961 - 1962 ponownie przeprowadzono szczegółowe badania próbek ziemi pobranych tym razem przez Floreńskiego. W glebie 70 km. na wschód od epicentrum odkryto jakby nieco większą ilość pyłu kosmicznego.

W latach 1964 - 68 J. Lwow z Uniwersytetu Tomskiego opracował specjalną metodę wydzielania z torfów pobranych znad rzeki Tunguski mikroskopijnych ciał pochodzenia nieorganicznego. Po szerokim zastosowaniu tej metody udało się znaleźć w mchach pochodzących z roku 1908 maleńkie (o rozmiarach od 0,02 do 0,15 milimetra), jakby szklane kuleczki. Mimo ich mikroskopijnych rozmiarów przebadano je niezwykle dokładnie. Prof B. Glass z Centrum Lotów Kosmicznych im. Goddarda w Greenbelt (USA), stwierdził, że materiał z którego kuleczki się składają, nie ma nic wspólnego z typowymi meteorytami i najbardziej przypomina szkło powstające na Ziemi podczas wybuchów wulkanicznych. Według analiz instytutu Geologii i Geofizyki AN ZSRR jednak "sylikaty znajdujące się w kulkach nie są spotykane ani w naturalnej glebie Ziemi, ani w produktach przemysłowych, ani w obiektach kosmicznych". Na domiar we wnętrzu wielu kulek znaleziono takie gazy, jak wodór, siarkowodór czy dwutlenek węgla. Kiedy jednak ustalono ścisłe granice obszaru usianego kulkami, okazało się, że pokrywają się one z granicami pożaru, jaki przeszedł przez torfowiska Podkamiennej Tunguski na skutek samego wybuchu. Kto wie, czy te tajemnicze kulki nie powstały właśnie w wyniku trwającego kilka dni pożaru ? 5. Klasyczny, o średnicy 840 m. krater meteorytowy Wolf - Creek na płaskowyżu Kimberley w Australii.

Gdzie szukać rozwiązania katastrofy?

Ile już mamy takich "odkryć tajemnicy" i "ostatecznych rozwiązań, jeśli chodzi o katastrofę tunguską ? Naukowiec radziecki P. Priwałow zadał sobie olbrzymi trud, by wreszcie zebrać i zestawić ze sobą wszystkie htpotezy usiłujące wyjaśnić to tajemnicze zjawisko. Iście benedyktyńska - trzeba przyznać - była to praca. Na podstawie 390 artykułów, około 180 referatów, ponad 550 popularnonaukowych esejów, felietonów i notatek, 60 powieści, nowel, a także utworów poetyckich i dramatycznych, 10 monografii, 5 filmów, a wreszcie audycji radiowych i telewizyjnych, obrazów, grafiki i wszystkich innych ogólnie dostępnych materiałów zebrał on aż 77 wysuniętych we wszystkich krajach świata (ale głównie - oczywiście - w ojczyźnie niezwyklego zdarzenia : Związku Radzieckim) różnych hipotez!

Pracę swoją Priwałow zakończył na przełomie lat 1968-69 i wydawało się, że nikt już nie potrafi tego osobliwego katalogu uzupełnić. Od tego czasu udało się jednak niemal co roku zarejestrować jedną nową hipotezę, także w chwili pisania tej książki ogólna ich suma dawno przekroczyła już osiemdziesiątkę. I nic jakoś nie wróży, by niezwykły urodzaj na najróżnorodniejsze próby wyjaśnienia tajemnicy tunguskiej nagle się skończyły.

Wręcz przeciwnie. Na podstawie analizy dotychczasowych hipotez można opracować wręcz pewne "prawo", ustalające częstotliwosc ich narodzin : ilość ich jest wprost proporcjonalna do postępów nauki i techniki. Ilekroć bowiem pojawia się jakieś nowe odkrycie lub wynalazek, tylekroć jakiś autor próbuje go wykorzystać dla wytłumaczenia tej wciąż nurtującej nas zagadki.

Zaczęło się - jak pamiętamy - od gigantycznego meteorytu. W miarę rozwoju astronomii i poznawania budowy komet odpowiedzialnością za katastrofę tunguską poczęto obciążać jądro komety (z początku proszkowe, potem lodowe, w końcu ze śniegu metanowego). Odkrycie energii jądrowej skierowało nowe hipotezy na tory wybuchu atomowego, a następnie termojądrowego. Rozwój kosmonautyki przyczynił się do powstania grupy hipotez na temat katastrofy obcego statku kosmicznego. Potem zainteresowano się (i w technice, i w katalogu hipotez) laserem. Odkrycia fizyki dotyczące antymaterii od razu zapłodniły nowe hipotezy "antymaterialne", potem przyszła kolej na (znów świeżo odkryte przez astronomię) gwiazdy neutronowe i "czarne dziury". Każda z nich do pewnego stopnia tłumaczy katastrofę tunguską, sam fakt jednak, że rodzą się hipofezy wciąż nowe, mówi najlepiej, iż żadna z nlch nie potrafi wytłumaczyć zjawiska do końca ! A wytłumaczyć musimy. Bo katastrofa tunguska wcale nie była ani jedynym, ani pierwszym, ani ostatnim tego rodzaju tajemniczym wypadkiem na naszym globie?

W starych annałach amerykańskich znajduje się informacja o tragicznym pożarze, jaki w r. 1872 strawił, drewniane wówczas, miasto Chicago. Na pozór nie ma w tym nic zagadkowego, Zgodnie z oficjalną wersją pożar został wywołany przez... krowę, która przewróciła w oborze lampę naftową, od niej zajęła się słoma, potem obora, gospodarstwo, a wreszcie i całe miasto, Jednakże - jak to do dziś często w stosunkach amerykańskich bywa - obok tej wersji oficjalnej zaprotokołowano także zeznania dziesiątków naocznych świadków, które zupełnie z tą oficjalną wersją się nie zgadzają. Otóż świadkowie twierdzą, że pożar wybuchł równocześnie w różnych punktach miasta. Wielu z nich - mimo iż dzień był bezwietrzny - zaobserwowało jakby lecące w powietrzu głownie, inni znów podkreślają, że daleko stojące od siebie pojedyncze domy bez powodu stawały w płomieniach w ułamku sekundy. Bryły marmuru płonęły ponoć jak węgiel, a metalowa pochylnia nad rzeką stopiła się. I wreszcie rzecz najbardziej zaskakująca : w czasie pożaru zginęło ponad tysiąc mieszkańców, przy czym wielu z nich w trakcie ucieczki daleko poza miastem i w dodatku bez żadnych widocznych obrażeń ! Nie chcę niczego sugerować, ale przyznam się szczerze, że gdy w Hiroszimie w Muzeum Bomby Atomowej oglądałem przerażające skutki jej wybuchu, cały czas myślałem o pożarze Chicago. Tylko kto, w jaki sposób i po co miałby to miasto bombardować?

Ale oto tym dziwnym pożarem miasta sprzed stu laty zajął się amerykański naukowiec Chamberlain i stwierdził, że wcale to nie był wypadek sporadyczny. W tym samym czasie wybuchła cała seria pożarów w stanach Minnesota, Wisconsin, Michigan, Ilinois, Indiana, Nebraska i Kansas. Wystarczy spojrzeć na mapę, by przekonać się, że nieprawdopodobna "bomba atomowa" przesunęła się szerokim pasem nad czwartą częścią Stanów Zjednoczonych siejąc zniszczenie na przestrzeni póltora tysiąca kilometrów ! Co to było?

A dokładnie 100 lat później, 10 sierpnia 1972 r. ponownie tuż nad obszarem Stanów Zjednoczonych (tym razem zarejestrowane w kanadyjskiej prowincji Alberta, a także w stanach Utah, Montana i Wyoming) przeleciało znów jakieś ciało niebieskie ziejące ogniem i iskrami, Niezwykłe zjawisko obserwowały tysiące osób, policjant z miasta Omaha J. Baker zrobił szereg zdjęć, a jego żona nawet nakręciła film, zaś geodeta ze stanu Montana za pomocą teodolitu ustalił wysokość pozostawionej przez ciało smugi kondensacyjnej.

Według pisma "Sky and Telescope", które zdecydowało się ujawnić ten fakt dopiero po 2 latach, był to olbrzymi meteor ( o masie - według różnych ocen - od 1100 do 4000 ton), który w ciągu 101 sekund przeleciał 1600-kilometrową trasę w odległości 55 km od powierzchni Ziemi. "Na szczęście dla mieszkańców tamtych terytoriów - według "Sky and Telescope" - nie spadł jednak, tylko odbił się (...) w gęstszych warstwach atmosfery i poszybował z powrotem w przestrzeń kosmiczną (...). Gdyby spadł na Ziemię, siła upadku odpowiadałaby wybuchowi od 1 do 4 bomb atomowych, jakie spadły na Hiroszimę i Nagasaki. Na szczęście - stwierdzili naukowcy - meteory tej wielkości trafiają się niesłychanie rzadko.

Czy jednak na pewno ? Jak wobec tego wyjaśnić uzyskaną z Paryża przez PAP lakoniczną informację, iż "30 sierpnia 1977 roku na Madagaskarze spadł odłamek wielkiego meteorytu. W miejscu jego zetknięcia z ziemią powstał krater o średnicy 240 metrów".

W chwili gdy to piszę, ten czwarty już (wliczając w to dziw tunguski") przypadek zaatakowania naszej planety przez Kosmos, pozostaje calkowitą taajemnicą. Największy ze znanych na Ziemi meteorytów kamiennych, który spadl w roku 1976 w pobliżu Kirin w Chjnach, wybił w ziemi krater o średnicy 6,5 m. Meteoryt Kirin waży 1770 kg. Czy można sobie wyobrazić, jak gigantyczny musiał być meteoryt madagaskarski, skoro wybity przezeń krater mierzy niemal ćwierć kilometra ? Dlaczego poza tym w informacji tej jest mowa tylko o kraterze, a nic o tak olbrzymim meteorycie ? Czyżby znikł on znów bez śladu, podobnie jak bolid tunguski ? A przy tym to, co spadło na Madagaskarze jest podobno odłamkiem. Co się więc stało z resztą ? Czyżby tak olbrzymie ciało niebieskie przeleciało nie zauważone tuż obok naszej planety, zrzuciło na nią swój odłamek i znów odleciało niepostrzeżenie w nieznany Kosmos ?

Nie, stanowczo katastrofa tunguska nie jest wypadkiem sporadycznym. I kto wie, czy rozwiązania tamtej zagadki nie należy szukać gdzieś nad Stanami Zjednoczonymi, w dawnych popiołach Chicago czy w dżunglach Madagaskaru...


Artykuł pochodzi ze strony internetowego klubu dyskusyjnego -
Alien Hunters Organization (AHO)




LINKOR links: browar 1171501598 grzaniec 1171501598 Przeprowadzki mistrzostwa europy drzwi warszawa 1171501598

copyright by Bogowie.org.pl ' 1998-2010 / Alex44