dzisiaj:
jesteś 1536496 gościem na bogowie.org.pl
Ta zakładka została odwiedzona 7 razy od 01.09.2010
Aktualny PageRank strony bogowie.org.pl dostarcza: Google-Pagerank.pl - Pozycjonowanie + SEO    napisz do mnie

Twoja wyszukiwarka

szybkie zarabianie w sieci

Strona głównaPaleoMitologieHipotezyTajemnicePsiRozwój duchowyLeksykonGaleriaNa luzieBibliografiaWWWFilmAlexianizmGłosyForumKsięga Gości •      • WspółpracaMapa strony
pozycji: 28
ostatnia: 2003-04-23
DEFINICJE
Paleoastronautyka
Geneza bogów
Teoria postępu
Hipoteza mimikry
ARTYKUŁY
Enuma Elisz
Baian Kara Ula
Kosmiczny skafander
Zecharia Sitchin
Zaginiony słoń
Warstwowa asteroida
Imbryk strzelca
Zagadka Olmeków
Adam
Przyczajona planeta
Zły wiatr
Inteligentny projektant
Paliwo ostateczne
Wirtualne Świątynie
Kronika z Akakor
(1) Księga Jaguara
(2) Księga orła
Wojny atomowe
(1) Wprowadzenie
(2) Mahabharata
(3) Bliski Wschód
(4) Cały świat
(5) Stopione miasta
(6) Geologia
(7) Ezoteryka
(8) Alternatywy
(9) Post Scriptum

TOP Dział 09/2010
Paleo276
Głosy196
Tajemnice161
PSI134
Źródła96
TOP artykuł 09/2010
Galeria/67
Paleo/Enuma Elisz29
Paleo/(1) Księga Jaguara27
Na luzie/Typ osobowości27
Głosy/Niezwykły piktogram18
Paleo/(9) Post Scriptum17
Tajemnice/Czym była WP?17
Paleo/(1) Wprowadzenie15
Głosy/Nieznana historia14
Paleo/(4) Cały świat13

zobacz więcejPrzedświt. Ewolucja wszechświatów w nas

Małgorzata Soporowska, Jędrzej Soporowski

zobacz więcejTrening energetyczny

D. Harald Alke

zobacz więcejEnergia dla milionów

D. Harald Alke

zobacz więcejWewnętrzne światło. Kursy dla początkujących

Nikołaj Szerstiennikow

zobacz więcejSiły życia

Martin Gray

Paleo
Bogowie.org.pl
Baian Kara Ula, czyli Obcy są wśród nas...

"Zaplanowano 20 wypraw. Jeden ze statków z Syriusza odwiedził dwanaście różnych planet, ale nie natknął się się na żadne formy życia. Zamieszkana była dopiero planeta trzynasta, a trzecia w swoim układzie słonecznym."

W latach 1937-38 chiński archeolog Czi Pu Tei [Chi Pu Tei], jako członek ekspedycji badawczej odkrył w jaskiniach górskich zwanych Baian Kara Ula na pograniczu chińsko-tybetańskim kilka grobów szeregowych. Znajdowały się w nich drobne szkielety istot o filigranowej postaci i stosunkowo dużych (w porównaniu z budową ciała), wydłużonych czaszkach. Uczestniczący w wyprawie etnografowie skojarzyli odkrycie z pradawnymi podaniami krążącymi w tej okolicy. Mówiły one o dwóch karłowatych plemionach, które starały się za wszelką cenę unikać kontaktu z ludźmi i nigdy nie opuszczały regionu, w którym osiadły. Chińscy naukowcy stwierdzili, że są to szkielety wymarłych plemion Dropa (zobacz galerię !!) i Kham [Sikang], które ponoć osigały maksymalnie 1,30 metra wzrostu.

Na ścianach jaskiń znajdowały się osobliwe ryty i malowidła naskalne przedstawiające istoty w czymś na kształt hełmów na głowach, w obcisłych kombinezonach opatrzonych kilkoma rzędami pasów. Obok widniały liczne wizerunki planet, Słońca i Księżyca, połączone ze sobą wiązkami wykropkowanych linii. Pozwolę sobie od razu zauwayć iż zaznaczonych było wszystkie 9 planet naszego układu, co jest kolejnym dowodem zadającym kłam twierdzeniom, iż w starożytności nie znano planet położonych za Saturnem. Podobne wizerunki widnieją w rejonie Kohistanu w południowym Hindukuszu w Afganistanie, tam Ziemia jest połączona wykropkowaną linią z Wenus. Nikomu choć trochę obeznanemu z tematem UFO nie muszę tumaczyć, jak silne budzi to skojarzenia z mapą, którą Obcy przedstawili 'wziętej' Betty Hill, której przypadek jest jednym z najbardziej znanych i spektakularnych przypadków porwań przez istoty pozaziemskie. Wedle słów Betty linie na tamtym planie, łączące poszczególne punkty oznaczały trasy komunikacyjne. Czyżby i tak było w tym przypadku ? Czy zaznaczone szlaki są trasą, jaką kosmici przybyli na Ziemię? To, co przedstawię poniżej pozwoli, mam nadzieję uprawdopodobnić tę teorię

Mity mówiące o tajemniczym plemieniu Dropa, które doczekały się pierwszego poważnego opracowania przez badaczy dopiero w 1962 roku [między innymi prace profesora Tsum Um Nui], mówią o ludzie małych ludzi, którzy ponoćprzybyli z chmur na ziemię. Archeologom udało się ponadto wydobyć coś, co jest w całym odkryciu najbardziej sensacyjne - 716 granitowych talerzy o grubości dwóch centymetrów każdy. Miały one pośrodku otwór, od którego odbiega podójny rowkowany ciąg znaków. Jeśli wierzyć inskrypcjom, przedmioty te są pozaziemskiego pochodzenia. Za tą śmiałą konkluzją świadczy też wiele innych faktów.

Prace nad granitowymi 'talerzami' prowadził w owym okresie wspomniany już profesor Akademii Historii Dawnej w Pekinie - Tsum Um Nui. W owym czasie robiono wszystko, by wyjaśnić tajemnicę niezwykłego znaleziska. W 1962 stosunki Chin ze Związkiem Radzieckim były jeszcze niczym nie zmącone. Umożliwiło to, po dokładnym oczyszczeniu , przesłanie kręgów do Akademii Nauk w Moskwie. Tam poddano kamienne relikty dokładnym badaniom. Rezultaty okazały się zaskakujce. Archeologowie we współpracy z geologami odkryli, że owe 'talerze' charakteryzują się wysoką zawartością kobaltu oraz domieszek innych metali, co już samo w sobie jest dziwne jeśli chodzi o granit. Ale na tym nie koniec - badania oscylografem wykazały, iż każdy z talerzy posiada niezwykle wysoki rytm drgań, co świadczy o tym, iż kiedyś były wystawione na działanie prądu o bardzo wysokim napięciu.

W 1962 profesor Tsum Um Nui odcyfrował niektóre ze znaków wyrytych na płytach. Odczytana relacja była na tyle niezwykła, że początkowo zabroniono publikacji na ten temat. Tsum Um Nui nie poddał się jednak i dalej prowadził swe badania. Jego teorie poparło kolejnych 4 chińskich archeologów i wyniki jego badań zostały wreszcie opublikowane w 1962. Już sam jej tytuł wzbudzał liczne głosy sprzeciwu. Nic w tym dziwnego, skoro brzmiał on: "Inskrypcje związane ze statkami kosmicznymi sprzed 12000 lat." ! Treść pracy jest zaś nieporównywalnie bardziej niesamowita, niż tytuł. Czytamy tam na przykład: "Dropa przybyli z chmur w unoszących się aparatach. Po dziesięciokroć do wschodu słońca kryli się nasi mężczyźni, kobiety i dzieci w jaskiniach [...]. Potem zrozumieliśmy wreszcie z gestów i znaków dawanych przez Dropa, że nie zamierzają nam uczynić nic złego."

Jednakże nie dane było tej teorii zyskać rozgłosu. Silny opór środowisk naukowych, a przede wszystkim rewolucja kulturalna spowodowały, iż profesor Tsum Um Nui uciekł z Chin do Japonii, gdzie ponownie opublikował swą pracę która jednak i tu nie spotkała się z cieplejszym przyjęciem. Zniechęcony badacz jednej z najniezwyklejszych historii w dziejach ludzkości coraz rzadziej udzielał się publicznie próbując wzbudzić zainteresowanie swoimi odkryciami. Zmarł po ciężkiej chorobie w roku 1965. Tymczasem chińscy oponenci profesora robili wszystko, by zdyskredytować jego pracę. Oficjalnie uznano, iż odkryte przez Chi Pu Tei szkielety są szkieletami wymarłego gatunku małp. Cóż, byłby to pierwszy na świecie przypadek, gdzie małpy dokonały pochówku zmarłych czonków stada w grobach szeregowych, wyposażając zmarłych małpich kolegów w kamienne 'talerze' wykonane w niewiadomy sposób, zawierajce historię przybyszów z kosmosu. Zaiste, inteligentne małpiszony... Wreszcie, badania szkieletów jednoznacznie wykazują, iż nie ma tu mowy o małpach. Kościec jest wyjątkowo delikatny, wątły, co zupełnie nie przystaje do masywnej budowy kości małp człekokształtnych, podobnie jak nieproporcjonalnie duże czaszki nie są z całą pewnocią cechą charakterystyczną małp. Absurdalność takiego wytłumaczenia nie wymaga, jak sądzę, szerszego komentarza. Również czynniki oficjalne zaczęły zaprzeczać nie tylko niezwykłości znaleziska, ale wręcz jego istnieniu. Na szczęście śmierć Tsum Um Nui nie spowodowała odejścia w zapomnienie również jego pracy. Kontynuowano ją w ZSRR, gdzie historia Baian Kara Ula zyskała szeroki rozgłos po publikacji w miesięczniku popularnonaukowym "Sputnik". Światowej sławy filolog białoruskiej akademii w Mińsku dr Wiaczysław Zajcew przedstawił fragmenty tekstów zapisanych na granitowych krążkach. Dzięki temu artykułowi sprawa ta stała się wreszcie przedmiotem zainteresowania również na Zachodzie. W artykule tym możemy przeczytać iż przed 12 tysiącami lat grupka przedstawicieli ludu, z którego wywodzą się autorzy tablic znalazła się na trzeciej planecie układu gwiezdnego. Ich "pojazdy powietrzne" nie miały jednak dość mocy, by opucić ten świat. Uległy zniszczeniu w wysokich górach, rodków i możliwości na budowę nowych nie było. Rozbitkowie próbowali nawiązać przyjazne stosunki z tubylcami, ci jednak poczęli na nich polować i zabijać, organizując konne nagonki na budzących odrazę, opisywanych, jako wyjtkowo brzydcy Dropa. Czy doszło do masakry, która zmiotła z powierzchni ziemi przybyszów ? Wszystko wskazuje na to, że nie ! Ostatnie zdanie z tekstu Zajcewa brzmi bowiem następujco: "Kobiety, dzieci i mężczyźyni ukrywali się aż do wschodu słońca w jaskiniach. Potem zawierzyli znakom i zobaczyli, że mieszkańcy gór przybyli tym razem w pokojowych zamiarach..." Za tym, iż doszło do pojednania między Obcymi, a rdzennymi górskimi plemionami przemawia wiele dowodów. Po pierwsze, część tekstu jest napisana w sposób, w którym narratorem są zwykli ludzie, początkowo przerażeni przybyciem kosmitów. Po drugie w grobach szeregowych odnaleziono również szkielety o normalnym wzroście - ludzkie szkielety.

Sprawą Baian Kura Ula interesował się również angielski badacz Karyl Robin-Evans. Według jego zapisków co najmniej jedna z 'tarcz' znalazła się w roku 1945 w Indiach, gdzie zwrócił na nią uwagę profesor Sergei Lolladoff, będący wówczas w służbie wojskowej w Mussorie na północy Indii. Lolladoff kupił ową kamienną tarczę za 60 funtów. Artefakt miał średnicę 22,9 cm i 5 cm grubości, ważył 13,5 kg. Nie bardzo to pasuje do naszych dotychczasowych informacji o wymiarach dysków, ale najprawdopodobniej były to zlepione ze sobą 'talerze' nie oczyszczone, tak jak te badane w Moskwie i Chinach. Przedmiot ten miał ponoć należeć do plemienia Dzopa, którym służył przy obrządkach religijnych. Po powrocie do Anglii znaleziskiem zainteresował się przyrodnik dr Robin-Evans. Wspólnie przeprowadzili kilka eksperymentów, które czynią kamienne 'tarcze' jeszcze bardziej niezwykłymi. Otóż artefaktu nie udało się przewiercić nawet przy użyciu wiertła diamentowego! Jeszcze bardziej niezwykłe okazały się rezultaty pomiarów wagowych znaleziska... Ciężar cyklicznie [w rytmie trzyipółgodzinnym] zwiększał się i zmniejszał! Podczas dwudziestoczterogodzinnego cyklu dowiadczeń igła rejestratora wykreśliła linię falistą! Wedle znanych nam prawideł fizyki powinno to być absolutnie wykluczone ! Po publikacji swych prac z Robinem-Evansem skontaktowali się rosyjscy badacze, którzy przekazali Anglikowi informacje o naskalnych wizerunkach tychże kręgów, które pochodzić miały od plemienia wykazujcego wyraźną degenerację fizyczną, a jego członków nie można odwieść od przekonania, iż są potomkami istot z kosmosu. Co mógł w tej sytuacji zrobić dociekliwy badacz? Oczywicie udał się we wskazane miejsce.

Do ojczyzny Dzopów dr Robin-Evans dotarł przez Lhasę [Tybet w połowie lat 40-tych nie był jeszcze zaanektowany przez Chiny]. Plemię to miało mieszkać na granicy prowincji Cinghaj i Syczuanu, a dotrzeć tam musiał Anglik samotnie, gdyż przewodnicy i tragarze odmówili zbliżania się do "budzącej grozę krainy Dzopów". O dziwo plemię naprawdę istniało ! Przyjęło przybysza zrazu nieufnie, lecz badacz szybko zdołał przekonać tubylców, iż nie ma złych zamiarów. Przydzielono mu nawet nauczycielkę języka Dzopów. Oto co, dzięki tej wyprawie dowiedział się dr Karyl Robin-Evans: Praojczyzną Obcych jest rzekomo układ Syriusza. Przed tysiącami lat wielokrotnie odbywali oni ekspedycje badające swój macierzysty układ słoneczny. Okazało się iż mogą zamieszkać na jednym z dwóch księżyców swej planety, jednakże pomiędzy mieszkańcami księżyca, a ciągle nowymi przybyszami z planety doszło do wojny, która zakończyła się całkowitym wyniszczeniem księżyca. Dopiero wówczas mieszkańcy układu Syriusza podjęli wyprawy do innych układów gwiezdnych. Jak relacjonują kamienne 'talerze': "Zaplanowano 20 wypraw. Jeden ze statków z Syriusza odwiedził dwanaście różnych planet, ale nie natknął się na żadne formy życia. Zamieszkana była dopiero planeta trzynasta, a trzecia w swoim układzie słonecznym." Dobrze wiemy, co to za planeta: to była Ziemia ! Tak więc na błękitną planetę przybyła wyprawa Obcych. Być może to od nich afrykańskie plemię Dogonów zaczerpnęło swą niezwykłą wiedzę o Syriuszu ? W końcu mieszkańcy tamtego układu powinni być w tych sprawach najlepiej zorientowani.

Zanim przejdziemy dalej wypada wyjaśnić kwestią zwizaną z nazwą plemienia. Utożsamianie ze sobą ludów Dropa i Dzopa opiera się bowiem nie tylko na podobieństwie obu okreleń. Sprawę tę wyjaśnia dogłębnie w swej książce: "Zadziwiajce odkrycia tajemnic legendarnego ludu Tybetu" sam Robin-Evans. W "Wskazówkach wymowy" pisze, iż określenie Dzopa, a raczej Tsopa jest sposobem wymowy nazwy Dropa. Stąd pochodzą różnice: badacze chińscy i radzieccy dysponowali jedynie źródłami pisanymi i stąd nie umieli właściwie odczytać nazwy plemienia. Ale kontynuujmy nasz opowieść Przekazy Dzopów [zarówno pisane, jak i ustne] mówią, iż przybysze powrócili w końcu na ojczystą planetę. Tamtejsi decydenci dowiedzieli się jednak, że członkowie załogi spłodzili i zostawili na Ziemi potomstwo. Przygotowano więc drugą wyprawę, która skończyła się jednak katastrofą. Obcy utracili kontrolę nad statkiem kosmicznym, który rozbił się w rejonie gór Bajan Char i uległ całkowitemu zniszczeniu. Większa część załogi zginęła, albo była ciężko ranna. Niedobitki z trudem utrzymywały się przy życiu. W tym momencie opowieść ta zbiega się z historią odczytaną w Chinach ! W pięć lat po przybyciu, w wyniku dziesiątkowania przybyszów przez miejscową ludność żyło już tylko 30 rodzin astronautów z Syriusza. Utraciwszy w katastrofie wszelkie techniczne narzędzia żyli w najprymitywniejszych warunkach, starając się przeżyć i udokumentować swój los na kamiennych płytach i naskalnych malowidłach.

Więcej Robin-Evans nie zdołał się dowiedzieć. Odmówił poślubienia swojej nauczycielki, która zaszła z nim w ciążę i został zmuszony do opuszczenia wioski. Notatki zostały za opublikowane na długo po jego śmierci, bo dopiero w 1978 roku.

Tymczasem w Chinach wygasała rewolucja kulturalna i w 1974 po raz pierwszy przyznano, iż kamienne artefakty nie są żadnym mitem i dopuszczono do nich austriackiego inżyniera Ernsta Wegerera. Zaledwie dwa lata wcześniej na pytania innego badacza Petera Krassa odpowiadano nieustannie: "Nie wiemy nic...". Na dwa kamienne dyski Wegerer trafił wraz z żoną w Muzeum Banpo. Początkowo sądził, iż są one wykonane z marmuru. Miały po 28 i 30 cm średnicy, ponad 1 cm grubości i były pokryte pismem rowkowym rozchodzcym się od otworu w środku 'talerzy'. Odpowiada to mniej więcej pozostałym opisom artefaktów ludu Dropa. Tymczasem nikt w muzeum nie był w stanie wytłumaczyć czym są oba znaleziska. Jako, że Muzeum Banpo wystawia tylko eksponaty gliniane sugerowano, iż eksponaty są wykonane właśnie z gliny. Jednakże Wegerer stanowczo temu zaprzecza. Jest pewien, iż przedmioty są wykonane z kamienia i ważą po co najmniej kilogram. W 1994 roku Peter Krass i Hartwig Hausdorf odwiedzili muzeum opisywane przez Wegerera. Po kamiennych 'talerzach' nie było śladu ! Jedynymi świadectwami prawdziwości znaleziska pozostały cztery zdjęcia wykonane przez Weregera. Niemcy trafili natomiast na gliniane kopie artefaktów. Odwzorowano nawet pismo rowkowe rozchodzące się łukowato od otworu na środku ku brzegowi krążka. Po oryginałach wszelki ślad zaginął.
Płyty stały się również przedmiotem kultu, ich repliki w postaci jadeitowych pyt o średnicy 7 - 16,5 cm, z otworem w środku i ząbkowanych brzegach wisiały pionowo w licznych pałacach chińskich dostojników i cesarzy dynastii Szang na dwudziestocentymetrowych obeliskach. Zamieszania spowodowanego przez zdjęcia tajemniczych kamiennych płyt nie da się już wyciszyć. Pozostaje mieć nadzieję iż w Chinach podejmie się dziaania, które pozwolą ujawnić skrzętnie ukrywane dowody na rzeczywiste istnienie znaleziska w jaskiniach Baian Kura Ula.

Istnieją jednakże inne dowody prawdziwości przekazów z gór Bajan Char. A odnajdziemy je w... Meksyku. Powszechnie znanym jest fakt, iż słynne olmeckie 'głowy' są wizerunkami murzynów. Niewielu natomiast wie, iż znajdziemy również oblicza ludzi rasy mongoidalnej: ze skośnymi oczyma i spiczastymi bródkami. A już na pewno niewielu wie o odkryciach Williama Nivena, którego zapiski opublikował James Churchward znany ze swej kontrowersyjnej teorii o istnieniu w prehistorii kontynentu Mu, co - na marginesie - znajduje swe potwierdzenie w pracy Josepha Blumricha pod tytuem: "Kassakara i siedem światów ", będącej zapisem legend indian Hopi uznających się za, w prostej linii, potomków Majów. Odkryciom Nivena Churchward poświęcił swą książkę "Druga księga kosmicznych sił zbrojnych Mu". Tytuł zabawny, ale to, o czym praca ta traktuje dalekie jest od żartu. Niven prowadził prace wykopaliskowe na terenie około 2 tysięcy mil kwadratowych na Wyżynie Meksykańskiej pomiędzy Tecoco i Haleupantla. Odkrył tam tysiące grobów, w większości okradzionych już w III wieku naszej ery, oraz przez Azteków w czasie budowy Tenochtitlan. Skłoniło to Nivena do znacznego ograniczenia regionu wykopalisk. W dolinie rzeki archeolog trafił na tysiące glinianych figurek przedstawiających ponad wszelką wątpliwość przedstawicieli rasy mongoidalnej. Czy nie przypomina to sławnych 'glinianych armii' odkrytych w Chinach ? Znalezisko naprawdę niezwykłe jednak jeszcze przed nami. W kopalni gliny między San Miguel Maantla a Haluepantla, 10 metrów pod ziemią, gdzie znalazł figurki "małych Chińczyków " Niven trafił na pomieszczenie mające około 4 metrów kwadratowych, pod podłogą którego odkrył szkielet mężczyzny mającego niecałe półtora metra wzrostu. Jego szkielet wykazywał niezwykłe cechy anatomiczne: niezwykłe długie ręce sięgające do kolan, duża czaszka wykazująca cechy mongoidalne. Na szyi miał zawieszony naszyjnik z zielonego jadeitu - minerału nie występujcego w Meksyku ! Dla Nivena dowody te świadczą jednoznacznie, iż w przeszłości dziwni mali Chińczycy przebyli ocean docierając do Meksyku. My wiemy oczywicie jak nazwać tych Chińczyków - Dropa. Co więcej rzekomy książę Majów odkryty w Palenque również mia na sobie ozdoby z jadeitu, zielonego jadeitu, który nie występuje w Meksyku, jest za to popularny w Chinach, gdzie od niepamiętnych czasów jest symbolem boskości. Wiek szkieletu Niven określił na 16 tysięcy lat, tymczasem, szkielety z Baian Kura Ula datowane są na 12 tysięcy lat. O czym to świadczy ? Przypomnijmy sobie fakt, iż szkielety odkryte w Chinach są szczątkami uczestników drugiej wyprawy, pierwsza wizyta gości z Syriusza miała miejsce o wiele wcześniej ! Czy to koniec dowodów ? Oczywicie, że nie. Są jeszcze piramidy ! A konkretnie - kompleks piramid w Mao Ling. Budowle te architektonicznie są naprawdę niezwykłe, niektóre są dokładnym odbiciem łamanych piramid z Meksyku właśnie, są niemal idealnymi kopiami piramidy słońca z Teotihuacan, inne są odbiciem egipskiej piramidy schodkowej z Sakkara ! Meksyk, Egipt, Dogonowie, Chiny... Wszystko wskazuje na to, iż pierwsza wyprawa Obcych objęła swoim zasięgiem całą planetę

3 listopada 1995 jeden z najżarliwszych zwolenników teorii Baian Kura Ula wziął udział w talk show w telewizji RTL. Hartwig Hausdorf przedstawiał oczywiście sprawę kamiennych tarcz z Bajan Char. Przedstawił on następujące oświadczenie: "Wedle dzisiejszego stanu wiedzy można dojść do tego, że w górzystym regionie centralnych Chin JESZCZE DZIŚ żyją niezwykle mali potomkowie domniemanych rozbitków z Kosmosu."

Rozpętała się burza, krzyczano, że sprawa została zamknięta już w latach 70-tych, a jedyne informacje o plemieniu karłów żyjcym w Chinach pochodzą z lat 40-tych i już się nigdy nie pojawiły. Rok później z Chin napłynęła depesza informacyjna następujcej treści:

"Wieś karłów - winne zanieczyszczenie rodowiska ?

Wieś w chińskiej prowincji Syczuan. Pośród ryżowych pól i bambusowych zagajników stoją niezwykle małe domy. Wieś karłów. Mieszka tu 120 mężczyzn i kobiet wraz z dzieći. Wiele z nich nie osiga nawet 115 cm wzrostu. Najniższy dorosły osobnik ma tylko 63,5 cm. Zbudowali swoje domy tak, jakby to były domy dla lalek. Mają maleńkie drzwi, małe stopnie schodów. Krótkie łóża. Jeżdżą wyłącznie na dziecinnych rowerkach. Wieś karłów stanowi zagadkę dla specjalistów. Statystyka twierdzi bowiem, że tylko jedno dziecko na 20000 narodzin przychodzi na świat z genetycznymi zahamowaniami wzrostu. Naukowcy, którzy byli w wiosce, uwaąają, że za karłowaty wzrost odpowiedzialne jest zanieczyszczenie środowiska, na przykad szkodliwe spaliny , zanieczyszczona chemicznie woda do picia. Ale może wzrost jest hamowany przez jakiś szczególny gen [...]".

Czy to naprawdę Dropowie / Dzopowie ? Zastanówmy się chwilę nad podawanymi wytłumaczeniami karłowatości mieszkańców wioski. Z miejsca można wykluczyć czynnik przypadku wynoszący 1:20000. Liczba zer potrzebnych dla wyrażenia prawdopodobieństwa przypadku u wszystkich mieszkańców wioski zapełniłaby sporej objętości książkę. Podobnie można wykluczyć kwestię zanieczyszczenia. Wioska leży w górach, w odległości 200 kilometrów na południe od Czengtu - najbliższego dużego ośrodka przemysłowego. Bezpośrednia okolica wioski to zaś teren rolniczy pozbawiony zakładów przemysłowych, a samochody to tu nieznany luksus. Wioska leży w dolinie u podnóża gór Bajan Char, gdzie Dzopowie mieszkali w czasie pobytu u nich Robina-Evansa. Być może to, że zdecydowali się zejść niżej przyczyniło się do ich nagłego 'odkrycia'. Pojawienie się karłów w o wiele gęściej zaludnionym terenie musiało wywołać sensację

Co ciekawe Chińczycy nie dementują istnienia wioski karłów, jednakże wszelkie próby dotarcia do niej są skutecznie blokowane przez władze. Cały teren jest szczelnie zamknięty dla obcokrajowców.

 

 

Ale:

  • Faktem są kamienne płyty zawierające historię przybyszów z kosmosu. Faktem jest istnienie po dziś dzień potomków Obcych.
  • Faktem jest, że przed 12 tysiącami lat doszło do 'chińskiego Roswell'. I nie zmieni tego dalsza negacja, tuszowanie sprawy, nawet jeśli wymrą ostatni potomkowie gości z Syriusza, a nam nie pozwoli się poznać całej prawdy o ich niezwykłej historii.
alex AltaR

na podstawie:

  1. wywiadu z Aleksandrem Kazancewem i Josifem Samoilowiczem Szkowskim - szefem Wydziału Radioastronomicznego moskiewskiej Akademii Nauk, zamieszczonego w "Z powrotem do gwiazd" Ericha von Danikena.
  2. "Siejba i Kosmos" oraz "Mój świat w obrazach" tego samego autora.
  3. "Syndrom Sfinksa" Waltera-Jorga Langbeina
  4. "Satelity bogów. W zamkniętych strefach Chin" Hartwiga Hausdorfa i Petera Krassa'y

    Odwiedź też galerię, tam znajdziesz zdjęcia:

    - Chi�zycy w Ameryce

    - Chi�kie Piramidy

    - Talerze z Bajan Char




LINKOR links: Silniki elektryczne 1171501598 motoreduktory 1171501598 Gwadelupa travel to Poland vintage

copyright by Bogowie.org.pl ' 1998-2010 / Alex44