| TOP Dział 09/2010 |
Czas Bogów/Paleo/Wojny atomowe 4
| Wojny atomowe w Starożytności Cały
świat - zjawisko globalne
|
W połowie naszego cyklu czas dokonać podsumowania
mitologicznej jego części. Przyjrzeliśmy się do tej pory
legendom Sumeru i eposom Indii odnajdując w nich przekazy
niezbicie świadczące o tym, iż w zamierzchłej przeszłości
bogowie toczyli niszczące wojny, między innymi z użyciem broni
atomowej. W tej części chciałbym zabrać Cię w podróż
dookoła świata. Pokazać, że podobne opisy znajdziemy w niemal
wszystkich zakątkach kuli ziemskiej, dowieść, że wojny
atomowe były w starożytności zjawiskiem globalnym.
1. Atlantyda, Mu, Kassakara, Ventui, Lenka...
Wszystko to nazwy zaginionych lądów, zatopionych w falach
oceanu przez niewyobrażalną katastrofę. Wiele przekazów
wiąże ich zagładę z toczonymi przez bogów wojnami na skalę
międzykontynentalną. Atlantyda i Kassakara miały się ponoć
wzajemnie unicestwić używając szczególnie niszczycielskiej
broni. Lenka miała być spustoszona w wyniku wojennej
zawieruchy, pewne przekazy mówią, iż padła ofiarą najazdu
Atlantydów. Niektórzy badacze wiążą te wydarzenia właśnie
z wojnami atomowymi. Jakkolwiek tezy o używaniu broni jądrowej
nie są pozbawione podstaw, o tyle hipotezy o zagładzie całych
lądów są w moim mniemaniu chybione. Co innego zniszczyć
miasto, górę, skazić ogromne obszary lądu i wody, o czym
mieliśmy okazję czytać we wcześniej cytowanych źródłach,
co innego natomiast zagłada całego kontynentu i pogrążenie go
w odmętach oceanu. Według mnie nie mogła to być 'zwykła'
broń nuklearna i dlatego rozwodzenie się nad zaginionymi
lądami zostawiam na czas późniejszy i inne opracowanie.
2. Tradycja germańska - bitwa Azów
Centralnym punktem wątku wojen bogów w mitologii
germańskiej jest legenda o tak zwanej bitwie Azów. Co
charakterystyczne nie tylko Ziemia, ale również Kosmos był
areną tego konfliktu i obiektem rywalizacji. Szczególnie
istotna jest scena finałowa tych mitów, która przetrwała w
pamięci ludzkiej, jako 'zmierzch bogów', koniec świata:
Zmiarkowaliście ogrom
grzechu?... Dlatego Odyn miota włócznię w zastępy. Dlatego
padł Bollwerk, zamek Azów, gdzie szukali schronienia, byli
bowiem nadzy... Utracili szczęście, prawdziwy blask jasności,
zamienili bowiem istotę rzeczy na pozór, utracili Idafel, raj i
musieli deptać na polu bitwy jako Wanowie szaleni.
Kultury Bliskiego Wschodu i Indii zachowały swe legendy w
źródłach pisanych. Jako centra cywilizacyjne rozwijały się
mając bogów za przewodników. W północnej Europie tego nie
było. Brak jest wspaniałych osiągnięć, brak wymyślnych
dzieł sztuki i wspaniałych eposów. Nie możemy natomiast
narzekać na ilość ustnie przekazywanych opowieści. Czas i
zacofanie kulturowe ludzi tego regionu wpłynął zdecydowanie
niekorzystnie na jakość przekazów. Analizując je w oderwaniu
od całokształtu mitologii światowej nie dalibyśmy rady
przedstawić konstruktywnych wniosków, mając jednak spore
możliwości porównawcze możemy pokusić się o odszyfrowanie
nawet tak bajecznych relacji.
Już pierwsze zdanie rzuca nam się w oczy - wszędzie i
zawsze jest mowa o karze, boskim wyroku, grzechu, zepsuciu itd.
Przy okazji opowieści o Sodomie i Gomorze rozszyfrowaliśmy
właściwe znaczenie tego zwrotu. W świecie rządzonym przez
bogów, targanym ich ciągłymi wojnami grzechem było poparcie
przeciwnika. Miasta nad Morzem Martwym zapłaciły straszliwą
cenę za to, iż posłuchały 'złego słowa' Marduka. W
powyższym fragmencie mamy do czynienia z nieco inną sytuacją -
tu zbuntowanymi są Azowie - istoty 'wyższe', nie zaś ludzie.
Jednak nie trzeba daleko szukać, by uwiarygodnić tę
opowieść. W niezliczonych systemach religijnych sedno sprawy
wyraża się w walce dobra ze złem, sił światła i ciemności,
wyższych bogów z ich następcami, bogów między sobą.
Wystarczy przypomnieć biblijnych 'synów bożych' - upadłych
aniołów. Schemat wszędzie pozostaje ten sam - Ziemia jest
obiektem rywalizacji co najmniej dwóch grup bogów, ludzie zaś,
którzy mieli nieszczęście znaleźć się pomiędzy walczącymi
bogami ginęli, tak, jak to mieliśmy okazję obserwować
śledząc mity przedstawione w poprzednich częściach cyklu.
Warto jeszcze zwrócić uwagę na takie elementy jak
'włócznia' miotana przez Odyna. Podłużny kształt pocisku,
olbrzymie zniszczenia wywołane uderzeniem... Mając w pamięci
sumeryjskie opisy rakiet balistycznych doskonale pasujących do
tego zdawkowego sformułowania - wszystko staje się jaśniejsze.
A fakt zniszczenia siedziby Azów, bezpiecznego schronienia,
jakim był dla nich zamek Bollwerk? Czy nie przypomina to do
złudzenia bitwy tarakamaja z tradycji hinduskiej? Również
efekt wojny jest zaskakująco podobny - bogowie zwyciężyli, ale
olbrzymim kosztem, ponieśli straty, z których nigdy się już
nie podźwignęli, nastąpił zmierzch bogów, kres ich panowania
na Ziemi, która odtąd stała się wyłączną domeną
pozostawionej sama sobie ludzkości.
3. Edda
Święta księga ludów północy - Edda [inne nazwy: Edda
Poetycka, Wieszczba Wölwy, Völsupá] również brzmi bajkowo:
Wije się wąż świata,
straszny w swej wściekłości, bije morskie bałwany... Surt
idzie z południa z ogniem zniszczenia, boskich wojów miecz jak
słońce błyszczy, skały kruszą się; mężowie kroczą
śmierci drogą, niebo pęka... W górze wysoko wąż lśniący
zieje, smokowi na spotkanie syn Odina idzie, z wściekłością
go wali obrońca Midgardu... Słońce ciemnieje, ziemia osuwa
się w morze, spadają z nieba jasne gwiazdy, szaleją dymy i
ogień, co życie ożywiał, płomieni żar wysoko strzela pod
niebo.
W baśniowej otoczce znajdujemy jednak wszystkie elementy
wybuchu jądrowego, które tak precyzyjnie opisywali nam
sumeryjscy i indyjscy kronikarze: ogień, słup płomieni i dymu,
niszcząca fala uderzeniowa, rozbłyski spadających na ziemię
świateł, huk i grzmoty [niebo 'pęka', lub 'spada'], fale
powodziowe wywołane wstrząsami. Wystarczy tylko spojrzeć na
tę opowieść i porównać ją z jakże rzeczowymi relacjami
innych mitów, by dojść do wniosku, iż również pod tym
fragmentem kryje się zawoalowany przekaz o prawdziwej naturze
opisywanych zdarzeń.
Hipoteza o bratobójczych wojnach bogów znajduje
potwierdzenie również w tym fragmencie, a konkretnie w
określeniu 'wąż świata'. W koncepcji Dänikenowskiej,
tradycyjnie już przyjmuje się, iż smoki, węże i inne
mityczne potwory to albo latające pojazdy bogów, albo
zaawansowane technicznie machiny wojenne. W wielu wypadkach tak z
pewnością jest, natomiast należy pamiętać też o tym, iż w
niektórych mitologiach na czoło wybija się pewna cecha
charakterystyczna - tendencja do swoistej animizacji bogów.
Analizując poszczególne przekazy i opierając się na pracach
Sitchina i Alforda jestem skłonny stwierdzić, iż każdy z
bogów posiadał coś na kształt herbu, znaku rozpoznawczego,
którym było zazwyczaj zwierzę. Również poszczególne ich
frakcje występowały pod tego typu 'sztandarami', zwykle
wywodzącymi się od znaku rozpoznawczego przywódcy. Według
mnie to właśnie spowodowało, iż tyle w starożytnych
legendach opisów, w których wyraźnie nie mamy do czynienia ani
z potworami, ani pojazdami mechanicznymi, tylko z postaciami
bogów opisanymi za pomocą zwierzęcych symboli.
Dowodów wskazujących na prawdziwość tego twierdzenia jest
wiele. Tymczasem, chciałem powrócić tylko do jednego ze
zwierzęcych wyobrażeń: smoka/węża. W niemal wszystkich
systemach mitologicznych Bliskiego Wschodu [ale nie tylko tam], w
których pojawiają się te stworzenia, są one ucieleśnienie
złych mocy, z którymi bezustannie potykają się
przedstawiciele dobra - bogowie i herosi. Oczywiście gdzie
indziej [n/p Ameryka Środkowa] sytuacja jest odwrotna i to
wąż/smok jest tym 'dobrym'. Co z tego wynika?
Zwracałem już uwagę na fakt, iż grzech, zło i wynikająca
z tego kara są związane z wojnami bogów. Boskim grzechem był
bunt przeciwko starszym/wyższym bogom, ludzkim grzechem - pomoc
rebeliantom. Kara zaś nie miała żadnego szczytnego celu, jak
to nieraz opowieść twierdzi - była ślepą zemstą,
unicestwieniem potencjalnego zagrożenia, pokazem siły mającym
zapobiegać podobnym próbom sprzeciwu w przyszłości. Oznacza
to, iż nie było dobrych i złych bogów, a raczej byli, tylko
że ocena zależała od konkretnej sytuacji. W rejonach
podporządkowanych określonej frakcji zawsze druga strona [co
oczywiste] była złym wrogiem, którego należy zniszczyć za
wszelką cenę. Wracając na chwilę do Sumeru: skupieni wokół
Marduka buntownicy - Enkici byli wyobrażani symbolicznie
właśnie jako węże!
Jednolitość mitologicznych wyobrażeń pochodzących z
najróżniejszych zakątków świata skłania do przyjęcia, iż
bogowie występujący w różnych systemach religijnych to Ci
sami Przybysze, którzy zawitali na Ziemię. Wyraźnie
potwierdzają to również poszczególne przekazy [porównaj cykl
Kronika z Akakor]. Podróżowali oni po całej planecie, tocząc
swe wojny. Zależnie od tego, kto dany region kontrolował, jedna
bądź druga grupa funkcjonowała jako 'prawdziwi', dobrzy
bogowie. Analiza porównawcza wskazuje, iż 'węże' dominowały
w Ameryce, Egipcie, wschodniej Azji. Bliski Wschód zaś i Europa
to obszary, gdzie funkcjonowały one jako symbol zła.
Ale, wracając do tematu:
4. Hellada
Mitologia grecka jak mało, która obfituje w niezliczone
opisy boskich utarczek. Nie mówię tu o drobnych sporach
pomiędzy poszczególnymi bogami olimpijskimi, które były na
porządku dziennym, ale o prawdziwie apokaliptycznych starciach,
wśród których na pierwsze miejsce wysuwa się walka z
Tytanami. Każdy z nas, w mniejszym lub większym stopniu zna
mity Grecji i Rzymu, ograniczę się więc do dwóch tylko
cytatów z mnogiej ich liczby do wyboru. Pierwszy fragment
pochodzi z Iliady Homera, który to epos, choć będący dziełem
czysto literackim, w tym fragmencie wyraźnie ukazuje swe
mitologiczne korzenie:
Lecą na siebie, w ręku z groźnymi oszczepy.
Ryknęła ziemia, nieba zatrzęsły się sklepy...
Czemu bogów do boju przez twą dumę wypychasz?
To zaś obszerny fragment jednego z mitów:
Wśród bogów rozgorzał
gwałtowny i gorzki spór. Rzucili się na siebie z tak
potężnym hałasem, a odległa ziemia zadrżała, a z nieba
dalekiego rozległ się głos niczym trąby. Serce Zeusa
radowało się, gdy ujrzał bogów w walce. A ziemia się
rozstąpiła ręką Posejdona, bo sprawił, że się zatrzęsła;
tak potężny był hałas, jaki się wzniósł, gdy bogowie
rzucili się na siebie. A ziemia się zapaliła i spaliła
zmarłych i cała była wypalona. I cierpiały męki węgorze i
ryby w swych odmętach, a przejrzyste wody zawrzały i
zabulgotały.
5. Biblia
Do Pisma Świętego nawiązałem już podczas opowieści o
Sodomie i Gomorze [patrz poprzednia część cyklu], obecnie czas
na inny fragment, pochodzący z Apokalipsy Św. Jana. Księga ta
obfituje we wszelkiego rodzaju kataklizmy, katastrofy, w tym i
takie, które wykazują cechy opisów użycia broni atomowej.
Zdaję sobie sprawę, iż sięgnięcie do tego akurat źródła
może się wydać chybione. Apokalipsa to dla wielu księga
prorocza, przepowiadająca koniec świata, inni wysuwają z kolei
teorię, w myśl której jest to opowieść o dziejach żony
Jezusa, Marii Magdalenie uciekającej z Palestyny do Francji.
Niezależnie od rozważań nad znaczeniem Apokalipsy jedno nie
ulega wątpliwości - również tu, wiele opisów jest
zaczerpniętych z mitologii mezopotamskiej, a więc zawiera
pośrednio informacje o rzeczywistych wojnach opisywanych przez
sumeryjskich kronikarzy, a nie tylko treść przypisywaną jej
przez badaczy i teologów. A więc, cytujmy:
A anioł wziął kadzielnicę i napełnił ją
ogniem z ołtarza i rzucił ją na ziemię. I nastąpiły grzmoty
donośne i błyskawice, i trzęsienie ziemi.
[Obj.8,5]
Przytoczony fragment wygląda na daleką reminiscencję wiedzy
o prawdziwej naturze niszczycielskiej broni bogów. W wielu
innych mitologiach broń ta była jak tu: wypełniona boską
mocą, nieznaną energią, namaszczona w boskich siedzibach.
Pamiętając o opisach indyjskich wiemy, iż bogowie stosowali
nie tylko rakiety balistyczne, ale również pociski zrzucane
bezpośrednio z latających pojazdów. W obu przypadkach skutki
były zaś takie same:
I zatrąbił pierwszy. I powstał grad i ogień
przemieszane z krwią, i zostały rzucone na ziemię... I
spłonęła jedna trzecia ziemi, spłonęła też jedna trzecia
drzew, i spłonęła wszystka zielona trawa.
[Obj.8,6-7]
Ogień, zniszczenie, huk, grzmoty, apokalipsa, tak w tej
relacji, jak i w innych. W Objawieniu Św. Jana bomby rzucają
aniołowie. Można się jedynie zastanawiać, czy czasem nie
użyto tu określenia aniołowie na opisanie powietrznych machin,
jakie wysłał Jahwe dla dokonania zniszczenia. W końcu cheruby
z księgi Ezechiela zostały trafnie zidentyfikowane, jako
elementy pojazdu latającego. Ale, kontynuujmy lekturę:
I spadła z nieba wielka gwiazda płonąca... a
imię tej gwiazdy Piołun... a wielu ludzi pomarło od tych wód,
dlatego, że zgorzkniały. [Obj.8,10-11]
Zgorzkniałe wody? Skąd My to znamy? Nie muszę chyba nikomu
przypominać, że jednym z zasadniczych skutków wojny jądrowej,
tak w rzeczywistości, jak i w opisach mitologicznych jest
skażenie wody, bardzo często opisywanej właśnie jako
zgorzkniała. W tym kontekście gwiazda Piołun jawi się, jako
jaśniejący na nocnym niebie spadający pocisk jądrowy. Można
oczywiście spekulować nad bronią chemiczną, ale w kontekście
całego opisu należałoby się raczej skłonić do koncepcji
'jądrowej'.
I widziałem gwiazdę, która spadła z nieba na
ziemię... i otwarła studnię otchłani. I wzbił się ze studni
dym... a słońce i powietrze zaćmiły się od dymu ze studni.
[Obj.9,1-2]
I wreszcie moment kulminacyjny - opis bezpośredniego
uderzenia pocisku nuklearnego w cel... czyż nie idealnie
pasujący do analogicznego opisu z eposu o Gilgameszu? Tam,
zniszczeniu uległa cała góra, tu siła wybuchu wyrwała krater
w ziemi, z którego wzbił się następnie w górę słup dymu i
ognia, rozpościerając charakterystyczny 'grzyb' nad całą
okolicą.
Jak, już wspominałem opisy użycia broni jądrowej należy
łączyć z faktem wojen toczonych między bogami. Konflikty te
często przedstawiane były pod postacią ścierania się sił
dobra i zła. W Biblii, a zwłaszcza w apokryficznej księdze
Henocha nie brak opisów 'upadku aniołów', 'zrzucenia
aniołów' z nieba, 'strąceniu upadłych aniołów' na ziemię.
Wszystko to nic innego, jak wojny bogów obecne w innych
systemach mitologicznych. 'Zła' strona takich konfliktów jest
czasem przedstawiana pod postacią węży i smoków. O tym
również pisałem w poprzedniej części naszej opowieści, a
teraz chciałem wspomnieć jedynie, iż także w tradycji
chrześcijańskiej ta symbolika została zachowana:
I wybuchła walka na niebie: Michał i aniołowie
jego stoczyli bój ze smokiem. I walczył smok i aniołowie jego.
Lecz nie przemógł i nie było już dla nich miejsca na
niebie... zrzucony został na ziemię, zrzuceni też zostali z
nim jego aniołowie. [Obj. 12,7-9]
Warto jeszcze wspomnieć, iż egipska Księga Umarłych
opisuje identyczną sytuację - kosmiczną walkę Ra z jego
wiarołomnymi dziećmi.
6. Chiny
Nie dysponując niestety bezpośrednią treścią mitów kraju
środka mogę poprzestać jedynie na wyliczeniu kilku określeń,
które jednoznacznie wskazują na to, iż również ta mitologia
niczym nie odbiega od reszty świata, jeśli chodzi o obecność
opisów broni jądrowej.
- włócznie gromów = pociski
balistyczne
- uderzenia pioruna = eksplozje bomb
i rakiet
- kulisty ogień = fala uderzeniowa
- niebiańskie parasole =
charakterystyczny 'grzyb' po wybuchu atomowym
To tylko mały wycinek naprawdę fascynujących mitów
wschodniej Azji, w których odnajdziemy opisy wielu niezwykłych
urządzeń technicznych i broni. Szczegółowo problemem tym
zajmował się Peter Krassa i do jego książek pozostaje mi
odesłać czytelnika.
7. Thai'owie
Jednym ze stale przewijających się motywów jest
niewidzialna śmierć nadchodząca po wybuchu, skażenie ludzi,
zwierząt, wody - opad radioaktywny. Ciekawie przedstawiają się
tu legendy ludu Thai opisujące latającego węża, Thien-sze:
Niebiański wąż zaćmił
niebo; a tam, gdzie przeszedł, ludzie z trudem chwytali
powietrze. Z jego ciała nieustannie spadał na ziemię biały
pył, który powodował nie tylko trudności w oddychaniu, lecz
także nieuleczalną wysypkę, która odbierała ludziom siły,
aż wreszcie umierali w cierpieniach. Biały pył Thien-sze
dławił też wszystkie rośliny i małe zwierzęta.
Przyznaję, że opis ten bardziej przypomina użycie broni
chemicznej, takie jaką stosowali n/p Amerykanie w czasie wojny w
Wietnamie, jednakże jest to relacja na tyle ciekawa, że mimo
wszystko postanowiłem ją zamieścić, zwłaszcza, że podobne
historie odnajdziemy gdzie indziej: w Mahabharacie:
Grom opadł i stał się
drobnym pyłem. Aby ujść przed tym ogniem, żołnierze rzucili
się do rzek, aby obmyć ciała i zbroje.
Oraz w Biblii [również 'wysypka']:
I wyszedł pierwszy, i wylał czaszę swoją na
ziemię; i pojawiły się złośliwe i odrażające wrzody na
ludziach. [Obj.16,2]
8. Ameryka Środkowa
Aby nie pominąć żadnego kontynentu pora przenieść się do
Ameryki. Wśród wielu mitów i legend opisujących kataklizmy,
zdecydowana większość jest łączona przez samych autorów z
katastrofami naturalnymi, obszernie zajmuję się tym problemem w
cyklu Kronika z Akakor. Nie przeinaczając zdania samych
twórców tych opowieści wspomnę jedynie o dwóch ciekawych
faktach. W mitologii Indian kanadyjskich przetrwały historie
opowiadające o straszliwych demonach, które pojawiły się
daleko na południu i zniszczyły tamtejsze wielkie miasta. Z
Ameryki Środkowej pochodzą natomiast przekazy, w myśl których
bogowie spalili ziemię bronią 'gorącą, jak słońce'.
Wreszcie w Popol Vuh, świętej księdze Majów Quiche
odnajdujemy historię, jako żywo przypominającą biblijną
opowieść o Sodomie i Gomorze:
...słońce wstało i
wzniosło się jak człowiek. I nie można było wytrzymać jego
ciepła... Natychmiast przemienili się w kamień.
Niniejszym kończę mitologiczną część cyklu
starożytnych wojen atomowych. Starałem się możliwe
najpełniej przedstawić mity i legendy, w których doszukać
się możemy faktów potwierdzających tytułową tezę. W
opracowaniu tym wykorzystałem większość ze zgromadzonych
przeze mnie materiałów, ale zdaję sobie sprawę, że istnieje
ich o wiele więcej. Dlatego, jeśli posiadasz, drogi czytelniku,
jakiekolwiek mity i legendy, których treść jest zbliżona do
tych, zaprezentowanych w moich artykułach, bardzo proszę o
kontakt. Moim zamiarem jest stworzenie możliwie najbardziej
wyczerpującego opracowania tematu. Jednocześnie zapraszam do
lektury piątego już odcinka, który poświęcę dowodom
archeologicznym potwierdzającym moją wiadomą tezę.
|