| TOP Dział 09/2010 |
Czas Bogów/Paleo/Wojny atomowe 6
| Wojny atomowe w Starożytności Geologia
- kolejne potwierdzenie
|
To już szósta część mojej opowieści. W poprzednim
artykule przedstawiłem pierwszą grupę materialnych świadectw
na potwierdzenie tezy o starożytnych wojnach atomowych. Teraz
pora na oddanie głosu geologom. Skoro przed tysiącami lat
dochodziło do kataklizmów tak potężnych, że z powierzchni
ziemi znikały całe miasta, a ogromne krainy pustoszały w
wyniku radioaktywnego opadu powinniśmy odnaleźć ślady tych
wydarzeń również w postaci odkryć geologicznych. Tak
rzeczywiście jest i tym właśnie faktom poświęcony jest
poniższy tekst. Zapraszam do lektury.
1. Zaczniemy rzecz jasna od Sodomy i Gomory.
Jeśli bowiem tam nastąpiła bitwa atomowa tak potężna, że
skończyło się to nie tylko zniszczeniem kilku miast, ale
także kresem cywilizacji Sumeru [patrz: 3 część - Bliski
Wschód, czyli nuklearny atak na Sodomę i Gomorę] ślady tych
wydarzeń powinny być jak najbardziej widoczne. Zaczynamy więc.
Biblia dokładnie lokalizuje Sodomę i Gomorę, jak też i
kilku innych miast [Soar, Adma, Seboim; Rdz.14,2] nad Morzem
Martwym. Mieścić się one miały w dolinie Siddim, znajdującej
się na południowym krańcu Morza Słonego [dziś zwanego
Martwym]. O dokładnym umiejscowieniu właśnie na południowym
brzegu wiemy dzięki mapie w formie mozaiki, która znajduje się
w kościele, w miejscowości Madaba. Datowana jest na V wiek ne,
a przedstawia Jerozolimę, Jerycho i wreszcie miasto Soar na
południowym krańcu Morza Martwego. Pozostałe zaś miasta, o
których wspomniałem, leżały w tym samym regionie. Archeologom
udało się, a przynajmniej tak twierdzą zlokalizować ruiny
wszystkich pięciu miast. Gomorę utożsamia się z ruinami
miasta zwanego Numeira, a Sodomę z Bab edh-Dhra. To, czy jest to
słuszne jest bez znaczenia dla naszej historii, dlatego też nie
będę opisywał badań źródłosłowu żydowskiego, które
doprowadziły lingwistów do wysunięcia takiego właśnie
wniosku.
Akwen Morza Słonego jest ze wszech miar niezwykły.
Położony w najgłębszej depresji na świecie - 390 metrów
poniżej poziomu Morza Śródziemnego ma zadziwiającą
głębokość 365 metrów, co daje łącznie 755 metrów poniżej
poziomu morza! Równie niezwykły jest skład chemiczny wody
wypełniającej dno uskoku tektonicznego, w którym jezioro
powstało. Jest ono bodajże najbardziej słonym akwenem wśród
wszystkich słonych wód na Ziemi. Choć wydaje się to
nieprawdopodobne blisko 1/3 'wody' to substancje stałe,
głównie chlorek sodowy, który pewnie lepiej znacie, jako sól
kuchenną ;-) Dla porównania woda morska zawiera jedynie 3,3 do
4 % soli. Dzieje się tak dlatego, iż brak jest odpływu -
wszystkie nanoszone wodami Jordanu gromadzą się na obszarze
1295 kilometrów kwadratowych, zaś tempo parowania - 6500000
metrów sześciennych dziennie dopełnia reszty. Zaiste
niezwykłe jezioro, a kryje ono w sobie jeszcze jedną
niespodziankę, jedną z największych zagadek ludzkiej
przeszłości - historię 'złych miast', Sodomy i Gomory.
Dla Kościoła Katolickiego Stary Testament, mimo licznych
cięć i przeróbek, mimo odrzucenia najbardziej niewygodnych
ksiąg [część z nich znajdziecie u nas w dziale Źródła]
szybko stał się dość kłopotliwym tekstem, pełnym
niezwykłych zdarzeń, niemal baśniowych historii, które dla
człowieka epoki nowożytnej były nie do przyjęcia. To zaś w
istotny sposób podważało wiarygodność chrześcijaństwa jako
religii. Nic więc dziwnego, że Kościół po długim, upartym
trwaniu na stanowisku dosłownego odczytywania Pisma uległ w tej
walce i oficjalnie przyznał, iż Stary Testament jest li tylko
zbiorem opowiastek, ludowych przypowieści nie mających pokrycia
w rzeczywistości. Dziwnie wygląda takie stwierdzenie w obliczu
słów papieża o pojednaniu z Żydami - 'starszymi braćmi w
wierze', dla których to właśnie Stary Testament jest jedyną
świętą księgą. Oficjalne stanowisko hierarchów nie
zastopowało jednak działań licznych grup naukowców i
niezależnych badaczy pragnących dowieść historycznej
wartości Biblii. Dziś można powiedzieć z całą pewnością,
że swoją misję wykonali, a Watykan stanął w bardzo
niezręcznej sytuacji. Biblia stała się nieocenioną pomocą
dla przeprowadzenia nowego datowania dynastii egipskich
faraonów, takie historie jak exodus z kraju Nilu, wieża Babel,
egipskie ciemności, rozstąpienie się wód Morza Czerwonego
zyskały uzasadnienie historyczne. Jedną z niezwykłych historii
biblijnych, dla których podjęto próbę znalezienia
potwierdzenia jest historia zagłady Sodomy i Gomory. Naszą
analizę rozpoczniemy od wyjaśnień oficjalnej nauki, by
wykazać ich wątpliwą wiarygodność.
Podstawowa teoria opiera się na założeniu, iż biblijne
'miasta zepsucia' legły w gruzach w czasie naturalnego
kataklizmu, takiego jak trzęsienie ziemi, albo wybuch wulkanu.
Czy było to jednak możliwe?
Propagatorem pierwszego z tych rozwiązań był Werner Keller,
autor bestsellerowej książki popularnonaukowej: Biblia jako
Historia. Zaproponował on rozwiązanie, w myśl którego w
wyniku ruchu skorupy ziemskiej w rejonie wielkiego uskoku
tektonicznego, jaki przebiega pod Morzem Martwym nastąpiło
gwałtowne trzęsienie ziemi, eksplozje, w których wyniku
uwolnione zostały naturalne gazy, a siarka, która dostała się
do atmosfery, spadła jak deszcz - paląc wszystko. Keller
przyjął, iż takie właśnie wydarzenie miało miejsce w epoce
Abrahama i Lota, czyli u schyłku trzeciego tysiąclecia pne.
Uskok, o którym mowa faktycznie istnieje, rejon ten jest
faktycznie miejscem aktywnym sejsmicznie. Keller stara się
także wyjaśnić pochodzenie 'słupa soli' - miałby to być
jeden z licznych w tym rejonie naturalnych stalagmitów solnych.
Wszystko pięknie, ale tylko z pozoru. Koncepcja Kellera w
konfrontacji z opiniami geologów upadła. Sam jej autor musiał
przyznać, iż się pomylił. Zgodnie z najnowszymi badaniami
rozpadlina jordańska powstała miliony lat temu [w oligocenie],
a nie tysiące, jak do niedawna sądzono, więcej w ciągu
ostatnich kilkunastu tysięcy lat rejon ten nie był aktywny
sejsmicznie. Co pozostaje z składnie i logicznie brzmiącej
koncepcji? Nic. Idźmy jednak dalej.
Za teorią wybuchu wulkanu opowiedział się z kolei profesor
geologii na Uniwersytecie Brigham Young - Revell Philips.
Podszedł on do sprawy z typową dla naukowca pewnością, że
wszystko da się wyjaśnić zgodnie z oficjalnie przyjętymi
dogmatami. Przedstawił wspaniały i budzący grozę opis
zniszczenia, który każdy głupi stworzyłby widząc ruiny
Pompei. Słup soli tłumaczy zaś tym, iż żona Lota uciekając
wpadła do wody i utopiła się, a w warunkach Morza Martwego
wystarczy kilka tygodni, by ciało pokryło się solą. Philips
najpierw jednak ogłosił trafność swojej tezy, a dopiero
później zabrał się za zbieranie dowodów materialnych. Nie
znalazł ich. Z kolei wyjaśnienie historii żony Lota jest
całkowicie sprzeczne z opisem biblijnym.
Kolejną próbę podjęli archeolog z Yale Philip Hammond i
geolog Frederick Clapp. Stwierdzili oni, iż duża koncentracja
naturalnych gazów, asfaltu, smoły i siarki doprowadziła do
ogromnego pożaru, który strawił doszczętnie cały obszar. Za
główne potwierdzenie biblijne uznał informację o dymach,
jakie obserwował Abraham. Obecnie, nie licząc mało liczącego
się poglądu o spaleniu miasta przez samych mieszkańców dla
obrony przed zarazą, która to hipoteza nijak się ma do
opowieści biblijnej, jest to jedyne stanowisko nauki, które
można traktować poważnie. Czy jednak odpowiada ono
rzeczywistości? Naukowcy powołują się na fragmenty biblii,
które w opisach walk toczonych na tym terenie wspominają o
jeziorkach wypełnionych asfaltem. To one właśnie miały ponoć
doprowadzić do tragicznego w skutkach pożaru. Jednak teza ta ma
jeden poważny mankament - spłonęło miasto, a nie okoliczne
pola, a miasto nie mogło być przecież zbudowane na 'płynnym
asfalcie'. A może nagle, w wyniku wstrząsów tektonicznych
otworzyły się podziemne złoża? Ale przecież przed chwilą
dowiedzieliśmy się, że w tym rejonie nie było trzęsień
ziemi od tysiącleci!
Cóż więc nam pozostaje? Tajemnicza opowieść z Biblii,
potwierdzona licznymi innymi źródłami [o części z nich
wspominałem w 3 części cyklu], choćby tym fragmentem Historii
Żydów rzymskiego historyka Józefa Flawiusza:
...ale żona Lota, odwracając się za siebie,
żeby zobaczyć całe miasto, z którego uciekła - choć Bóg
zabronił jej to robić - została przemieniona w słup soli: sam
go widziałem, bo zachował się do dziś.
Chwileczkę, zachował się do dziś? Flawiusz żył w I wieku
ne, dwadzieścia jeden wieków po tych tragicznych wydarzeniach.
Jeśli przyjąć naukowe wyjaśnienia dotyczące 'słupa soli'
[pokrycie ciała warstwą chlorku sodu, lub naturalnie
ukształtowane wzniesienie z tego minerału] nie mogło być mowy
o ponad dwóch tysiącach lat, zwykła sól rozpuściłaby się
po pierwszych deszczach. A jeśli nie była to zwykła sól?
L.M. Lewis w książce Tropy na piaskach czasu utrzymuje, iż
miasta nad Morzem Martwym zostały zniszczone bronią atomową. I
właśnie sól stanowi dla niego jeden z fundamentalnych
dowodów. Słusznie zauważa on, iż zwykła sól szybko
rozpuściłaby się nawet w tak suchym [dopiero w dobie
współczesnej] klimacie, podczas gdy liczne koncentracje soli na
południowych krańca jeziora są wyjątkowo odporne na erozję
wodną. Lewis twierdzi, iż jest to typowy objaw powstały na
skutek reakcji nuklearnej, w wyniku którego powstaje tzw.
'twarda sól'. Podobna reakcja dotyczy popiołów. W
przeciwieństwie do popiołu wulkanicznego popiół poatomowy
jest bardziej trwały. Po II wojnie światowej w Hiroszimie
produkowano z takiego właśnie materiału... pamiątki.
Posłuchajmy, jak wyniki swoich badań podsumowuje Lewis:
Zmiany atomowe gleby, na której stała żona
Lota, oraz gleby w Hiroszimie są właściwie takie same! Obie
gleby poddane zostały gwałtownej atomowej konwersji, która
mogła być spowodowana tylko przez nagły proces rozszczepienia
jądra atomowego. Jeśli dwa zdarzenia prowadzą do takich samych
skutków, oba musiały zajść w takich samych warunkach, trudno
więc uniknąć przeświadczenia, że Sodoma uległa zniszczeniu
takiemu, jak Hiroszima, a żona Lota została poddana zabójczemu
atomowemu odziaływaniu. [określenie 'słup soli'
jest wynikiem błędu w tłumaczeniu, w rzeczywistości żona
Lota dosłownie wyparowała pod wpływem gorąca przy przejściu
fali uderzeniowej, stała się 'słupem dymu' - szczegóły w
trzeciej części cyklu]
Jeszcze jedno potwierdzenie tej teorii przyniosły badawcze
odwierty prowadzone przez niemieckich i izraelskich naukowców.
Po kilku nieudanych próbach dopiero w 1993 roku udało im się
przewiercić pod dno południowej części Morza Martwego.
Powód: niespotykana twardość ziemno-solnej skorupy o grubości
kilkudziesięciu centymetrów pokrywającej dno jeziora.
Warto zadać teraz następujące pytanie: jeśli rzeczywiście
miała miejsce tak ogromna katastrofa, która zniszczyła całą
dolinę, kwitnące miasta, żyzne obszary na południowym krańcu
Morza Martwego to powinniśmy znaleźć o wiele wymowniejsze
ślady geologiczne, niż tylko poatomowa sól? Takie ślady
rzeczywiście istnieją, choć możliwość ich zarejestrowania
pojawiła się stosunkowo niedawno. Aby dokładniej przedstawić
ten proces trzeba pokrótce opisać budowę akwenu Morza
Martwego. Uczynię to za pomocą poniższego szkicu:
Cechą charakterystyczną budowy geologicznej Morza Martwego
jest fakt, iż składa się ono z dwóch zupełnie od siebie
odmiennych części: głębokiego uskoku na północy [blisko 400
metrów] i płytkiego zalewu na południu [1 do 4,5 metra],
które to części oddziela półwysep Lisan ['Język']. Budowa
ta jest niespotykana w jeziorach powstałych w rowach
tektonicznych i geologowie zgadzają się, iż południowa
część była kiedyś doliną zalaną następnie przez wodę.
Cóż jednak spowodowało podniesienie się poziomu wody?
Odpowiedź, którą proponuję brzmi następująco: w wyniku
eksplozji, jaka miała miejsce w nadbrzeżnej dolinie Siddim
nastąpiło obniżenie powierzchni lądu, który znalazł się w
wyniku tego poniżej poziomu Morza Martwego i został zalany
wodą. Nie jest to li tylko hipoteza. W ciągu ostatnich lat
poziom wody opadł o 18 metrów, co odsłoniło dziwne
pęknięcia i szczeliny powstałe 'jakby w wyniku strzaskania
skał'. Czy trzeba czegoś więcej?
Jeśli trzeba to pozwólcie, że wspomnę jeszcze, iż do
dzisiejszego dnia wody źródeł w rejonie południowych
krańców jeziora wykazują nienaturalnie wysoki poziom
radioaktywności, na tyle niebezpieczny by wywoływać
bezpłodność o zwierząt i ludzi w przypadku długotrwałego
spożywania niezdrowej wody. Inne dowody? Ruiny miast Bab
edh-Dhra i Numeria identyfikowanych przez archeologię z Sodomą
i Gomorą są pokryte grubą warstwą popiołów, a kamienie
wykazują ślady częściowego stopienia. W pobliżu Bab edh-Dhra
znaleziono olbrzymią nekropolię liczącą minimum 50 tysięcy
ciał! Biorąc pod uwagę fakt, iż zniszczonych zostało pięć
miejscowości, a zapewne i pobliskie wioski liczbę zabitych w
wyniku kataklizmu sprzed 4 tysięcy lat można oceniać na
jakieś 200 tysięcy ofiar! Cały region opustoszał zaś na
zawsze. I nic w tym dziwnego ludzie musieli przecież uciekać z
regionu skażonego promieniowaniem, a opad radioaktywny
zniszczył olbrzymi obszar na wschód od epicentrum i przyczynił
się do zagłady cywilizacji Sumeru. O skali wyludnienia niech
świadczy poniższy fragment Biblii:
Potem wyszedł Lot z Soaru i zamieszkał w
górach, a z nim dwie jego córki. Bał się bowiem mieszkać w
Soarze. Zamieszkał więc w jaskini on i jego dwie córki. Wtedy
rzekła starsza do młodszej: Ojciec nasz jest stary, a nie ma w
tym kraju mężczyzny, który by obcował z nami według zwyczaju
całej ziemi. Pójdź, upójmy ojca naszego winem i śpijmy z
nim, aby zachować potomstwo z ojca naszego. [Rdz.
19,30-32]
Nie ma w tym kraju mężczyzny? Czy wszyscy zmarli, lub
zostali skażeni, co skutkuje bezpłodnością, lub
możliwością defektu genetycznego płodu? Zapewne tak, skoro
Lot bał się pozostać w okolicach eksplozji i uciekł,
najprawdopodobniej do Petry, czyli jakieś 100 kilometrów na
północ - dopiero taką odległość uznał za bezpieczną.
Ćwierć miliona ofiar tylko jednego ataku bogów. Drugi miał w
tym samym czasie miejsce na Synaju.
2. Synaj podobnie, jak rejon Morza Martwego
jest miejscem niezwykłym sam w sobie. I tak samo, kryje
tajemnicę o wiele większą niż to nauka chce przyznać.
Położony na styku dwóch kontynentów, pomiędzy największymi
starożytnymi kulturami: Egiptu i Sumeru od niepamiętnych
czasów traktowany był, jako centrum świata [patrz:
Galeria/Mapa Piri Reisa]. Mało kto wie jednak o innym jeszcze,
niż położenie geograficzne powodzie wielkiej wagi, jaką Synaj
odgrywał w Starożytności. Powód ten wiąże się oczywiście
z bogami, którzy upodobali sobie ten szczególny półwysep,
jako... kosmodrom. Nie przez przypadek to właśnie tam przybył
Jahwe, by przekazać Izraelitom 10 przykazań. Nie będę
przeprowadzał tu analizy tekstów mezopotamskich
potwierdzających takie właśnie znacznie tego konkretnego
miejsca na Ziemi - zainteresowanych odsyłam do prac Alforda i
Sitchina. Wykazanie zaś roli, którą odgrywał Synaj wykracza
poza ramy niniejszego opracowania, mającego na celu jedynie
zebranie możliwie największej liczby dowodów na poparcie
tytułowej tezy.
3.
Skoro spalone powierzchnie, poczerniałe skały, zeszkliwione
powierzchnie są niezbitym dowodem eksplozji atomowych - nauka
nie znalazła żadnego innego wytłumaczenia, a współczesne
poligony atomowe pokryte są identycznymi śladami - powinno ich
być całkiem sporo, w końcu, jak staram się udowodnić użycie
broni jądrowej w czasach starożytnych było na początku
dziennym. Jednym z najbardziej spektakularnych takich miejsc jest
płaskowyż Saad w południowo-wschodnim Egipcie.
W 1932 geodeta P. Clayton przejeżdżając przez
niezamieszkały obszar Wielkiego Morza Piasku natknął się na
niezwykłe znalezisko - oto olbrzymi obszar, dziesiątki
kilometrów kwadratowych jest pokryty niezwykle przejrzystym
żółtozielonym... szkłem. Tysiące kilometrów kwadratowych
błyszczą w świetle słonecznym, niezliczona ilość drobnych,
kanciastych odłamków, ale i mające po kilkadziesiąt
kilogramów bryły. Leżą tu od tysięcy lat, już w grobowców
Tutanchamona odnaleziono ozdoby, które zostały wykonane z owego
niezwykłego materiału, znanego jako libijskie szkło pustynne.
Zagadkowe [nie dla uznających teorię starożytnych wojen
atomowych] jest nie tylko pochodzenie owego 'morza szkła', ale
zwłaszcza jego skład.
Analiza chemiczna wykazała, iż libijskie szkło pustynne
jest niemal idealnie czystym szkłem krzemowym, takim, jakie
powstaje przy oddziaływaniu niezwykle wysokich temperatur na
piasek. Podobne minerały powstają w czasie uderzeń piorunów.
W przypadku Wielkiego Morza Piasku nie ma jednak o tym mowy. Po
pierwsze już sama wielkość obszaru pokrytego szkłem wyklucza
teorię o uderzeniach piorunów, po drugie brak jest
charakterystycznych form w kształcie korzenia [zwanych
fulgurytami] - czyli zeszkleń powstałych wzdłuż linii,
którą podążała elektryczność w czasie wyładowania.
Wreszcie, niektóre bryły pustynnego szkła mają wagę
sięgającą 30 kilogramów - za dużo, jak na piorun. Choć sam
minerał budujący owo tajemnicze szkło jest czysty, to jednak
jego bryły zawierają w sobie liczne skazy: drobne pęcherzyki,
białe smugi, atramentowoczarne zwoje. Białe inkluzje zbudowane
są z ogniotrwałych minerałów, głównie krystobalitu, czarne
natomiast bogate są w iryd. Na tej właśnie podstawie naukowcy
zaryzykowali tezę, iż pustynia w tym rejonie była świadkiem
uderzenia ogromnego obiektu kosmicznego: komety lub meteorytu,
który wyzwoliłby na tyle wysoką temperaturę, by stopić
piasek i pozostawić w powstałym szkle owe charakterystyczne
skazy. Kolejna logicznie brzmiąca teoria. Kolejna, która nie
znajduje potwierdzenia w rzeczywistości. Nie znaleziono bowiem,
ani na ziemi, ani pod jej powierzchnią najmniejszego śladu
świadczącego o katastrofie kosmicznej. Badania sejsmograficzne,
obserwacje satelitarne, technika mikrofal - wszystkie te
supernowoczesne analizy jednoznacznie potwierdziły błędność
postawionej tezy. Geologowie dodają wreszcie, że w porównaniu
z rejonami, gdzie faktycznie doszło do upadku meteorytu
libijskie szkło pustynne jest znacznie czyściejsze, niemal
sterylne. Brak ponadto jakichkolwiek drobin żelaza, czy innych
szczątków meteorycznych.
Libijskie szkło składa się z 97% krzemu, jakością jest
porównywalne jedynie z kamieniami szlachetnymi. Podstawowy
obszar na jakim jest zlokalizowane to owal o szerokości 53
kilometrów ze wschodu na zachód i długości 130 kilometrów z
północy na południe. Teren ten jest niemal pozbawiony piasku,
tak jakby każde, nawet najmniejsze ziarenko zostało
'przetopione'. Charakterystyczne jest równomierne rozłożenie
szkła i fakt, iż występuje wyłącznie na powierzchni, co
wyklucza ewentualne tezy, o jego naturalnym geologicznym
pochodzeniu. Egiptolodzy z Kairu twierdzą, iż szkło pochodzi z
późnego okresu neolitycznego, albo wczesnego okresu
predynastycznego. Faktem jest, że prymitywne ludu pustyni
używały go do wyrobu grotów strzał, ale faktem jest, iż był
wykorzystywany w charakterze surowca jubilerskiego w znacznie
późniejszym okresie.
Wszelkie naukowe wyjaśnienia zawodzą. Drogą naturalnej
selekcji pozostaje nam więc teza o wojnach atomowych. Wszystko
wskazuje na to, iż jakieś 28 tysięcy lat temu na terenie
Egiptu doszło do gigantycznej eksplozji nuklearnej. Znajdziemy
wreszcie kilka podobnych śladów. Wiem o spalonych piaskach w
Australii, Arabii Saudyjskiej, Mongolii i Chinach. Wszędzie
jedynym wyjaśnieniem, którego nie da się uznać za pozbawione
podstaw okazuje się być teza o wybuchu jądrowym. Poniższy
artykuł pojawił się 16 lutego 1947 roku w Herald Tribune:
Po eksplozji pierwszej bomby atomowej w Nowym
Meksyku piasek na pustyni stopił się, zmieniając w zielone
szkło. Według magazynu 'Free World' ten fakt dał wiele do
myślenia pewnym archeologom. Prowadzili oni prace wykopaliskowe
w dolinie Eufratu, gdzie natrafili na warstwę kultury rolniczej
sprzed 8 tysięcy lat, a następnie na znacznie starszą warstwę
kultury pasterskiej oraz jeszcze starszej kultury człowieka
jaskiniowego. Ostatnio dotarli oni do kolejnej warstwy (...)
stopionego zielonego szkła. Przemyśl to, bracie.
Pozostaje mi powtórzyć ostatnie zdanie powyższego cytatu
tym wszystkim, którzy jeszcze nie przekonali się do teorii
wojen atomowych.
4. I na koniec zagadka tektytów. W
literaturze geologicznej porusza się niemal nieustannie problem
tajemniczych szklanych grudek, zwanych jako tektyty. Uważa się
powszechnie, iż są one produktem ubocznym upadku meteorytu. Są
jednak liczne rejony, gdzie nie ma o tym mowy. Albo brak jest
krateru, albo obszar, na jakim rozsiane są tektyty jest tak
olbrzymi, iż taka ich geneza jest niedopuszczalna. Poniżej
podaję spis takich obszarów z datowaniami okresów, kiedy
prawdopodobnie tektyty się pojawiły:
- Północnoamerykański pas występowania; 35
milionów lat. Obejmuje on całe południowo-wschodnie
wybrzeże USA, od granic Meksyku po Kanadę, a także
Kubę.
- Rejon Wybrzeża Kości Słoniowej; milion lat.
Obejmuje obszar tegoż państwa, a ponadto Liberii i
Sierra Leone.
- Aoelloul; 4 miliony lat. Zachodnia Afryka.
- Mołdawit; 15 milionów lat. Europa
środkowo-wschodnia.
- Irgiztyt; milion lat. Wschodnie wybrzeża Morza
Kaspijskiego.
- Australijsko-azjatycki pas występowania; 750
tysięcy lat. To największy na świcie rejon
występowania tektytów, obejmujący Tasmanię,
południową Australię, półwysep Indochiński, Tajwan,
zachodnią część Indonezji.
Jak widać to znacznie odleglejsze czasy, niż te, z którymi
mieliśmy dotychczas do czynienia, ale ich satysfakcjonujące i
całościowe wytłumaczenie drogą naukową dotąd nie
nastąpiło. Możliwe są, jeśli nie liczyć energii jądrowej
trzy wytłumaczenia. Pierwsza z nich zakłada istnienie
jakiegoś, do dziś nie odkrytego naturalnego procesu, który
błyskawicznie przekształca glebę i skały w jednorodne,
pozbawione domieszek wody i powietrza szkło i wyrzuca je na
wysokość tysięcy kilometrów w górę, gdzie płynna masa
ochładza się i opada na powierzchnię ziemi w postaci
tektytów. To czysta hipoteza, chyba żeby za ów naturalny
proces uznać eksplozję nuklearną. Druga odwołuje się do
wulkanów, trzęsień ziemi, czyli pochodzenia tektytów z
głębin Ziemi. Związku tego nie udało się jednak ustalić.
Wreszcie pozostaje pomysł o księżycowym pochodzeniu
tajemniczych minerałów. Konkretnie ma to być materiał
wyrzucany przez księżycowe wulkany z tak olbrzymią siłą, że
wydostaje się on z pola grawitacyjnego naszego satelity i opada
na Ziemię. To, że tektyty w niczym nie przypominają skał
księżycowych pomysłodawca tej teorii John O'Keefe tłumaczy
'ziemskim' pochodzeniem satelity, który powstać miał poprzez
oderwanie fragmentu Ziemi w drodze niewyobrażalnie straszliwej
kosmicznej katastrofy. We wnętrzu Księżyca miały według
O'Keefe'a pozostać minerały typowo ziemskie. Jednak teza, że
stosunkowo niedawno [750 000 - 1000 000 lat temu] na Księżycu
miałyby mieć miejsce aktywność wulkaniczna jest dla
astronomów niedopuszczalna. Zagadka pozostaje nierozwiązana.
Tradycyjnie już apelują o kontakt, jeśli tylko
macie jakiekolwiek źródła i informacje mogące wzbogacić
niniejsze opracowanie.
|