| TOP Dział 09/2010 |
Czas Bogów/Paleo/Wojny atomowe 2
| Wojny atomowe w Starożytności 2.
Mahabharata - BHP na wypadek ataku atomowego
|
Indie. Kraj czterdziestu tysięcy bogów. Nic dziwnego, że w
tak licznym gronie dochodziło do konfliktów, bogowie ścierali
się ze sobą wykorzystując do tego najnowocześniejszą
technikę, najbardziej niszczycielską broń. Korzystając ze
swych latających pojazdów zwanych vimanami siali zniszczenie
nie tylko w Kosmosie, ale i na Ziemi, czego barwne opisy
znajdziemy w starożytnym tekście Srimad Bhagawatam [Bhagawata
Purana].
Pośrodku tych konfliktów zawsze znajdował się człowiek.
Nie był li tylko przypadkową ofiarą boskich wojen. Często
bywało i tak, że siły bogów wzajemnie się równoważyły i o
zwycięstwie decydowała ludzka armia. Wierna rozkazom swych
boskich dowódców brała udział w 'świętej [tylko w ich
mniemaniu] wojnie', szła do bitwy, która mogła się skończyć
tylko masakrą. Do bitwy, w której bogowie wytoczyli
najcięższe działo - energię atomu.
Opisy wojen bogów są rzeczą powszednią we wszystkich
mitologiach świata. Teksty indyjskie wyróżniają się jednak
swoją wymownością i wiekiem. Pierwotne wersje niektórych
eposów z subkontynentu datuje się na wiele tysięcy lat. Pora,
więc przyjrzeć się wybranym fragmentom tych ksiąg i orzec,
czy aby na pewno są to tylko wytwory bujnej wyobraźni naszych
przodków, czy też mamy tu do czynienia z zapisem wydarzeń
rzeczywistych, z reporterską relacją, którą uznajemy za
bajkę, dlatego tylko, że nie dopuszczamy do siebie myśli, iż
bogowie istnieją naprawdę - jako istoty z krwi i kości.
1. Mahabharata [księga Mausalaparwan]
Wyrzucono pojedynczy pocisk załadowany całą
energią wszechświata. Żarzący się słup dymu i płomienia,
jasny jak dziesięć tysięcy słońc, wzniósł się w całej
swej wspaniałości... Była to nieznana broń, żelazny grom,
gigantyczny wysłannik śmierci, który w popiół obrócił
wszelki lud Vrishni i Andhaka... Ciała były tak spalone, ze nie
dawały się rozpoznać, włosy i paznokcie odpadły, gliniane
naczynia rozpadły się bez żadnej widocznej przyczyny, a pióra
ptaków stały się białe. W ciągu jednej godziny wszystkie
potrawy stały się niejadalne... w ucieczce od owego ognia
żołnierze rzucili się do strumieni, aby obmyć swoje ciała i
sprzęt...
[ta bron]...odrzuciła tłumy [wojowników] razem
z ich rumakami, słoniami, pojazdami naziemnymi i ich bronią,
jak gdyby były to suche liście drzewa. Odrzuceni
podmuchem...wyglądali pięknie, jak ptaki w locie... odlatujące
z drzew...
I jak? Gdyby nie kilka archaicznych sformułowań można by
pomyśleć, że mamy tu do czynienia ze współczesną relacją z
ataku nuklearnego na maszerującą armię. Z opisu, który
należy datować na jakieś 2 do 6 tysięcy lat jasno wynika, iż
Amerykanie bombardujący Hiroszimę nie byli pierwsi - już w
starożytności ludzkość miała do czynienia z podobnie
niszczącymi działaniami.
Co ciekawe, powyższy fragment pozwala wysnuć szczególnie
interesujący wniosek. Osoba, spisująca tę relację zdaje się
rozumieć istotę zdarzenia, które opisuje, wydaje się znać
zasadę działania bomby atomowej. Bo czyż można lepiej
określić istotę reakcji jądrowej, niż słowami 'cała
energia wszechświata'? W końcu, zachodząca w czasie wybuchu
reakcja jądrowa polega na rozerwaniu wiązań atomowych, a
cóż, jak nie ta energia, trzymająca w kupie wszelką
istniejącą materię, może być tak określona?
Dalszy opis jest również jak najbardziej rzeczowy i zgodny z
faktycznym biegiem wydarzeń w czasie wybuchu jądrowego. Mamy,
więc majestatycznie wznoszący się ku niebu słup ognia, a
później dymu - któż z nas nie widział wspaniałych
[aczkolwiek tylko wizualnie] zdjęć z prób jądrowych na
wojskowych poligonach. Mamy spalone, rozpadające się w oczach
ciała i przedmioty - dla lepszego wyobrażenia sobie piekła,
jakie wywołał taki atak obejrzycie sobie pamiętną scenę z
placu zabaw w Terminatorze 2... W tym też filmie użyto
sformułowania 'dzieci, jak ze spalonego papieru'. Tu mamy, przy
okazji opisu fali uderzeniowej niszczącej wszystko, co stanie
jej na drodze równie wymowne określenie: 'jak gdyby było to
suche liście z drzewa'.
Co do zastosowanej techniki, mowa o 'żelaznym gromie'. Czy
może to być wskazówka, iż chodzi tu o bombę taką, jaką
znamy - zamkniętą w metalowej puszce, a nie jakąś super
wymyślną machinę rodem ze Star Treka? Być może, faktem jest
natomiast to, iż... wiedziano, co robić. Zdawano sobie sprawę
ze skażenia radioaktywnego, z tego, iż żywność w obszarze
skażenia nie nadaje się do spożycia. Ba, można przypuszczać,
iż istniały wówczas przepisy BHP na wypadek takiego ataku,
można sobie nawet wyobrazić apel, na którym tysiące
żołnierzy wysłuchuje wykładu na temat sposobów
zminimalizowania zagrożenia spowodowanego opadem radioaktywnym:
'obmyć swoje ciała i sprzęt'. Potwierdza to kolejny fragment:
Grom opadł i stał się drobnym pyłem. Aby
ujść przed tym ogniem, żołnierze rzucili się do rzek, aby
obmyć ciała i zbroje.
A propos sprzętu, chciałbym wtrącić tu małą dywagację.
Mahabharata mówi nam o 'pojazdach naziemnych', Biblia w księdze
Hioba opisuje 'krokodyla' i 'hipopotama', które bynajmniej nie
są zwykłymi zwierzętami, ale zbudowanymi z metalu machinami
wojennymi. Wreszcie w Chinach odnajdujemy następującą
charakteryzację machin wojennych: 'Ich głowy były z brązu, a
czoła z żelaza. Miały ludzkie oblicza, ale ciała zwierząt'.
Czy tak mogły wyglądać antyczne pojazdy opancerzone?
Oto inny fragment:
Dwa takie pociski spotkały się w powietrzu.
Wówczas ziemia wraz z wszystkimi górami, morzami i drzewami
zaczęła dygotać, a wszelkie żywe stworzenia zostały
porażone energia tej broni i ogromnie ucierpiały. Niebo
stanęło w ogniu, a dziesięć stron horyzontu napełniło się
dymem...
Tu mamy coś jeszcze lepszego! Coś na miarę systemu wojen
gwiezdnych, jaki planują stworzyć Amerykanie, a jeśli nawet
nie, to i tak system obrony przeciw rakietowej w czasach
odległych o tysiące lat wstecz jest czymś niezwykłym. Przy
okazji poprzedniego cytatu sugerowałem, iż mamy do czynienia z
bombą atomową. Tu, z całą pewnością mamy opis rakiety
balistycznej i jej zderzenia z kontr-pociskiem wystrzelonym przez
drugą stronę. Do eksplozji nuklearnej doszło wysoko w
atmosferze, a mimo to skutki, jakie zdarzenie to wywołało
budzą respekt. Ognista fala uderzeniowa dotarła do powierzchni
zasnuwając niebo dymem i płomieniami. 'Wszelkie żywe
stworzenia [...] ogromnie ucierpiały' - nawet, jeśli nie
zginęły od żaru i płomieni, to wyniszczyła je choroba
popromienna...
2. Mahabharata [księga Dronaparwan]
Było tak, jakby wszystkie żywioły zerwały
pęta. Słońce kręciło się w kółko. Wypalony ogniem broni
świat zataczał się w gorączce. Rozszalałe słonie biegały
tam i z powrotem w poszukiwaniu schronienia przed potwornym
żarem. Woda stała się gorąca, zwierzęta zginęły, wróg
padł jak podcięty kosą, a huk ognia powalił szeregi drzew.
Słonie ryczały straszliwie i martwe padały na ziemię, ich
ciała ścieliły się na dużym obszarze. Konie i wozy bojowe
spłonęły. Tysiące wozów uległy zniszczeniu, a potem nad
morzem zaległa martwa cisza. Rozszalały się wiatry i ziemia
się rozjaśniła. Ukazał się przejmujący grozą widok.
Potworne gorąco zniekształciło martwe ciała, które nie
wyglądały jak ciała ludzi. Nigdy wcześniej nie słyszeliśmy
o takiej broni i nigdy wcześniej nie widzieliśmy broni równie
okrutnej.
Apokalipsa. W obszarze epicentrum wybuchu wszystko uległo
zniszczeniu. Im dalej od miejsca eksplozji tym szkody były
mniejsze, ale olbrzymia fala ognia i gorąca, jaka zaistniała
wyniszczyła sprzęt bojowy, żołnierzy, zwierzęta. Niebo
zasnuło się dymem. Obraz końca świata. Jednak dopiero, gdy
światło słoneczne rozjaśniło pole bitwy można było ujrzeć
prawdziwy koszmar. Tak niszczycielska broń, która przecież
zabijała ludzi w obu walczących armiach mogła być użyta
jedynie w ostateczności. Nie w celu przechylenia szali
zwycięstwa na swoją stronę, ale w akcie desperacji, tak by
nikt nie był w stanie wygrać. Nigdy wcześniej taka broń nie
była użyta, nasilenie się gwałtowności boskich starć miało
wkrótce doprowadzić do powszechnego wprowadzenia broni atomowej
na pole bitewne - Ziemię.
Ze wszystkich stron Cukra miotał grom na
potrójne miasto. Na jego trzy części ciskał pocisk, który
krył w sobie energię Kosmosu. Miasto stanęło w płomieniach.
W niebo wystrzelił jaskrawy dym, równy dziesięciu tysiącom
słońc. Rozszałały się gwałtowne nawałnice; deszcz lał
strumieniami. Rozległy się grzmoty, choć niebo było
bezchmurne. Zatrzęsła się ziemia. Podniosły się wody.
Rozstąpiły się szczyty gór, nastała ciemność.
Ci, którzy stanęli po niewłaściwej stronie frontu, czyli
przeciwko bogu wyposażonemu w arsenał nuklearny, byli skazani
na zagładę. Ofiarą niszczycielskich ataków padały już nie
tylko walczące armie, ale całe miasta. Zwycięzca ruszył z
pola bitwy by zmieść z powierzchni ziemi krainy pozostające
pod władzą swego oponenta. Pocisk atomowy uderzył w samo
centrum miasta. W ciągu ułamku sekundy wszystko wokół
stanęło w ogniu, a w niebo wystrzelił pióropusz dymu.
Niewiarygodny blask oślepiał, ale nikt nie pożył na tyle
długo by móc martwić się swoją ślepotą...
Siła użytej bomby musiała być naprawdę niezwykła, skoro
spowodowała gwałtowne zmiany pogody. Uderzenie rozdzierające
podłoże wywołało trzęsienie ziemi. Gwałtowne wyładowania
elektryczne napełniały niebo hukiem. Góry, czy to w wyniku
samej eksplozji, czy późniejszego trzęsienia ziemi, rozpadały
się w proch. Obraz totalnej zagłady przesłoniły w końcu wody
powodzi.
3. Mahabharata [księga Wanaparwan]
Miecze, straszliwe oszczepy i maczugi o
przerażającym wyglądzie, i posiadające boską moc dziryty, i
gromy wielkiej jasności tamże, a także pioruny... latające
kule, wzbudzające porywisty wiatr... wydające dźwięk wielkiej
chmury... I spadały z powietrza setki meteorów: pękających,
ogłuszających, połączonych z porywistym wiatrem, grzmiących,
od których włosy stawały dęba.
Ciekawe, jak udawało się bogom utrzymać dyscyplinę w armii
bezsilnie czekającej na zagładę, która nadchodziła z nieba?
Choć, należy przypuszczać, iż obie strony dysponowały
siłami powietrznymi, które ścierały się na walczącymi w
polu armiami. Fragment ten daje nam ciekawy obraz walki toczącej
się na ziemi pomiędzy uzbrojonymi w zwykłą broń białą
ludzkimi wojownikami i eskadrami kulistych, latających
pojazdów, które nieustannie bombardowały przeciwnika
najwymyślniejszymi środkami bojowymi. Być może z takich
właśnie pojazdów w innych bitwach dokonano ataku jądrowego?
4. Mahabharata - bitwa tarakamaja
Tzw. bitwa tarakamaja to jeden z istotniejszych wątków
indyjskiego eposu. Opowiada on o wielkiej wojnie, jaka toczyła
się pomiędzy bogami światła, a asurami, którą to nazwą w
mitologii hinduskiej określa się demony. Walka toczyła się na
całej planecie: na lądzie, w morzu i w powietrzu. Na początku
pojedynek toczyli: Wirta - przywódca asurów i bóg nieba -
Indra. Później nastąpiła eskalacja konfliktu. Na Ziemię
przyleciał bóg ognia - Agni w towarzystwie 33 innych bogów
zmuszając demony do ucieczki w głąb mórz. Do zwycięstwa
było jednak daleko.
Mahabharata przekazuje nam historię Ardżuny i Kryszny,
którzy przed czekająca ich walką poprosili Siwę-Paśupati i
Durgę, aby Ci udostępnili im 'magiczną' broń. I w ten sposób
do toczącej się na Ziemi walki włączono broń ostateczną -
pociski nuklearne. Z ich to wykorzystaniem Ardżuna potrafił
likwidować całe miasta, które 'znikały' w białej chmurze
powstałej po eksplozji. Mając na uwadze wcześniejsze opisy,
nie wątpię, że unicestwienie całych miast leżało w zasięgu
boskich możliwości.
Ardżuna uzyskawszy najwspanialszą z możliwych broni
wyruszył na rozkaz Indry do walki z demonami, którzy w
podmorskich twierdzach zgromadzili 30 milionów żołnierzy! Pan
niebios przekazał Ardżunie swój latający pojazd, który
mógł również poruszać się pod wodą, a także najlepszego
pilota o imieniu Matali. Doszło do zaciekłego starcia, które
przybrało postać globalnej katastrofy. Asurowie chcieli
sprowadzić na świat potop, ale niszczycielski atak Ardżuny
'wysuszył' wodę i unicestwił siły demonów. Tryumfator
wkroczył do siedzib pokonanych.
W innym miejscu eposu odnajdujemy jeszcze bardziej
'fantastyczną' historię. Ardżuna zaatakował kosmiczne miasto
krążące, jak się zdaje na okołoziemskiej orbicie. Kosmiczna
stacja została zepchnięta z orbity tak, że omal nie spadła na
Ziemię, a następnie została rozerwana na strzępy przez
śmiercionośny pocisk odpalony przez Ardżunę. Totalne
zwycięstwo.
5. Rygweda
I całe stworzenie drżało przed nim [Parajaną]
i jego straszliwą bronią; także niewinny ustępował przed
nim, co miał siły byka, kiedy on, Parajana, grzmiąc zabijał
złoczyńców.
Nic dziwnego, że nawet nie będący wrogami Parajany
ustępowali przed jego gniewem. W końcu broń atomowa nie
wybiera, kogo ma zabić. Tak, jak w obecnych czasach, ten, kto ma
do dyspozycji broń jądrową stoi na uprzywilejowanej pozycji.
Zwłaszcza, gdy siła jego nuklearnego ataku jest naprawdę
potężna:
O kapłani, jednym rzutem rozbił sto zamków
Cambry...
a zniszczenia napawają grozą:
Pośpiesznie lecą twe wirujące płomienie,
postępują ze śmiałą odwagą. Uwolnione z więzów rozlewają
się wokół skrzydlate płomienie.
Już wskazywałem na to uwagę, ale warto przedstawić to na
kolejnym fragmencie. Otóż znów pojawia nam się ognista fala
uderzeniowa towarzysząca eksplozji nuklearnej, ale nie to jest
najciekawsze. Jak wiadomo w wyniku reakcji jądrowej zachodzącej
w czasie eksplozji dochodzi do rozerwania wiązań atomowych, co
powoduje wyzwolenie olbrzymich ilości energii. W powyższym
opisie jest mowa o 'uwolnieniu z więzów'. Zdaję sobie sprawę,
iż taka interpretacja jest śmiała i może okazać się za
daleko idącą, ale... Czy aby na pewno jest to tylko metafora?
Czy tylko przypadkiem określenie takie pojawia się kilkukrotnie
przy okazji relacji z ataku jądrowego? A może jest to
nieświadomy przekaz istoty działania tej broni, który
przekazany przez bogów został wypaczony przez ludzi? Lektura
coraz to nowych mitologii, pełnych technonaśladowczych
określeń skłania mnie do coraz śmielszych hipotez, które
szybko znajdują oparcie w rzeczowych argumentach.
6. Ramajana
Przyodziany w niebiańskie materie, wstępuje Rama
do rydwanu i rzuca się do walki, jakiej ludzkie oczy dotąd nie
widziały. Bogowie i śmiertelnicy baczyli na bitwę, w drżeniu
spoglądali na atak Ramy w jego niebiańskim bojowym rydwanie.
Chmury od śmiertelnych pocisków przyćmiły błyszczące
oblicze firmamentu. I nastał mrok nad polem bitwy.
Rama był swego czasu najpotężniejszym bogiem hinduskim. Nic
jednak dziwnego, skoro w swym latającym statku bojowym
wyposażonym w straszliwą broń był nie do pokonania,
decydował o życiu i śmierci całych narodów. Na szczególną
uwagę zasługuje określenie 'przyodziany w niebiańskie
materie'. Podobne określenie znajdziemy w wielu innych
mitologiach świata. W Mezopotamii bogini Isztar zanim wyruszyła
w podróż latającym pojazdem ubierała się w szatę zwaną
'pala'. W Biblii Ezechiel został ubrany w specjalne szaty, zanim
pojazd boga przewiózł do na 'wysoką górę'. Na całym
świecie spotykamy wyobrażenia bogów w dziwnych szatach,
hełmach... Dziś mamy na nie specjalne określenie - skafander
kosmiczny.
Straszliwe wiatry wstrząsnęły wzgórzami,
dolinami i oceanem, słońce pobladło. A skoro bitwa nawet teraz
nie chciała ustać, chwycił Rama w gniewie broń Brahmy,
naładowaną niebiańskim ogniem. To była skrzydlata broń
światła, śmiercionośna niczym piorun zesłany przez niebo. A
gdy okrągły łuk przyśpieszył jej lot, broń gromowładna
runęła w dół i na wskroś przewierciła metalowe serce
Rawany.
Gdy wszelkie inne środki zawodziły bogowie sięgali po broń
nuklearną - środek ostateczny. Sądząc po opisie Brahma
dysponował taką bronią, którą udostępnił Ramie. Musiała
ona mieć olbrzymi zasięg. Jak współczesne rakiety balistyczne
dalekiego zasięgu wystrzelone, leciały po paraboli, najpierw
unosząc się w do wysokich warstw atmosfery, by potem spaść z
nieba 'niczym piorun' niosąc śmierć i zniszczenie...
I to tyle, jeśli chodzi o mitologię indyjską. Na pewno
wiele jest jeszcze równie ciekawych fragmentów, w końcu eposy
hinduskie należą do najdłuższych dzieł spisanych w historii
ludzkości. Sądzę jednak, iż to, co przedstawiłem w
zupełności wystarcza by Cię drogi czytelniku zaciekawić. W
kolejnych częściach cyklu zapoznamy się z innymi mitami
wskazującymi na to, iż wojny jądrowe w starożytności były
faktem. Przedstawię również dowody materialne na potwierdzenie
moich tez. Tychże znajdziemy sporo już w samych Indiach.
|